Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 18 grudnia 2014

Wtorek= dzień świra

Niestety skończyło się L4, choć do końca nie jestem zdrowa, ale trzeba było wrócić do rzeczywistości.
Choć dziwnym sposobem nikomu poza mną nie przeszkadzają porozrzucane rzeczy, czy kurz, a mnie to wkurza.
Ale nie o tym chciałam, tylko  o szalonym dniu.
Taki właśnie był wtorek, choć zapowiadał się zwyczajnie.
W poniedziałek wieczorem nie mogłam zasnąć, bo denerwowałam się, że rano nie wstanę.
Więc przewracałam się z boku na bok do 1ej w nocy,w efekcie tego rano zamiast się zerwać wraz z pierwszym sygnałem dzwonka, to ja mu pyk drzemkę na 10 minut i dalej w kimę.
Obudziłam się o 7ej i wszystko na szybko, młodej pomóc do szkoły się zebrać i siebie przygotować.
Przez chorobę znów mi 2kilo na plus
Więc nie za bardzo wyglądałam w spódnicy, którą sobie przygotowałam na wyjazd, bo za bardzo mnie opinała tu i ówdzie.
Szybko znalazłam inny zestaw ciuchów i w drogę.
Wyruszyliśmy o 8:20 ale na miejscu byliśmy o 9ej, więc miałam jeszcze 30 minut luzu do początku szkolenia.
Przeszłam się więc deptakiem, korzystając z okazji, dołączyła do mnie koleżanka i poszłyśmy.
Po wyjściu musiałam czekać na męża, więc postanowiłam pochodzić bo, lubię to miejsce w Lublinie, odkąd jest zamknięty deptak dla kierowców jest to spore utrudnienie, natomiast dla spacerujących bardzo fajny deptak, stare kamienice, wszystko ma swój specyficzny klimat, centrum miasta, a czas jakby się zatrzymał.
Dodatkową atrakcją były oświetlenia świąteczne, żałuję tylko że nie mogłam przejść na stare miasto, ale mój kierowca już po mnie podjechał.
Niemniej jednak koleżanka zrobiła mi jedno zdjęcie i sama zrobiłam kilka, którymi chcę się z Wami podzielić.
Taka piękna bombka jest w centrum Lublina, pewnie wieczorem wygląda to super, jak wszystko lśni

A tym deptakiem możemy dojść na stare miasto, aż do Katedry 

Koziołek symbol Lublina wiezie sanie, a poza tym pilnuje choinki przed Urzędem Miasta 

a ten balkon musiałam sfotografować, bo  daje do myślenia...

Koziołek pilnuje Lublina, a w lecie nawet jest tam woda

Nie wiem, czy to nowoczesna sztuka, czy o co chodzi, ale mnie się to podoba

Zdjęcie robione w pośpiechu, bo poza szkoleniem kilka rzeczy trzeba było załatwić

 Na herbatkę zajechaliśmy do mojej Babci, a potem już do domu, gdzie musiałam jeszcze odwiedzić pewien urząd.
Do domu dosłownie na chwilkę, żeby zjeść coś,czyli śniadanio-obiad, który przezornie ugotowałam dzień wcześniej.
Stamtąd do pracy, a po pracy przyszła po mnie córcia, więc wracając zrobiła mi małą sesyjkę,choć było ciemno.



W sumie bardzo intensywny i męczący dzień, ale lubię takie, bo wtedy wiem, że coś zrobiłam,że to nie był zmarnowany dzień.

A wieczorem dowiedziałam się, że wygrałam w konkursie na innym blogu, szczegóły tutaj 

Nawet sobie nie wyobrażacie, jak się ucieszyłam, normalnie jak małe dziecko :)

piątek, 12 grudnia 2014

30 lecie Szkoły Podstawowej nr 10

Dziś cofnęłam się wspomnieniami o te prawie 30 lat, a raczej 29, bo byłam jednym z pierwszych roczników tzw"pełnych" Szkoły Podstawowej nr 10 w Puławach.
Jej pierwszy dyrektor był moim nauczycielem języka polskiego, to były czasy.
Z racji tego, że nadal choruję (drugi antybiotyk itd) mogłam obejrzeć na żywo transmisję z tej uroczystości i wzruszyłam się i łezka się w oku zakręciła.
Zobaczyłam część nauczycieli, która mnie uczyła, ale tez i moje córki.
Moja najmłodsza córka brała udział w przedstawieniu i pięknie tańczyła, wiadomo, że każdy rodzic mówi tak o swoim dziecku.
Zamieszczam Wam link do filmiku z uroczystości ,jest on dość długi, bo wiadomo,że i podziękowania i przedstawienie 30 lat zajmuje troszkę, więc od razu chciałam Wam powiedzieć, że warto zobaczyć bajkę o naszej szkole, która zaczyna się mniej więcej w 1:10:00 wspomnienia powracają.

http://youtu.be/Qg0mDkmRawc
Ogólnie cała część artystyczna jest bardzo fajna, ale prezentacja naprawdę robi wrażenie, no i nie byłabym sobą, gdybym nie powiedziała,że moje dziecko tańczy w czasie 2:03:07 jest w drugim rzędzie pierwsza od lewej :)
A za moich czasów w tej szkole mam też troszkę zdjęć m.in takie
Wiadomo, że czasem człowiek narzekał, że mu się nie chciało uczyć, ale też jest co wspominać, nawet nauczycieli, którzy mieli swoje powiedzonka. Człowiek się wtedy denerwował, stresował, a teraz wspomnienia wywołują uśmiech i w sumie człowiek dochodzi do wniosku, że Ci ludzie mieli rację i nie chcieli dla nas źle.
To tylko My, jak każde pokolenie próbowaliśmy iść swoimi drogami, buntować się, odkrywać nowe rzeczy.I choć nie zawsze było różowo, czy kolorowo, to niektóre przyjaźnie przetrwały po dziś dzień, a My wyrośliśmy na szczęśliwych i wartościowych ludzi.
Teraz prowadzamy do tej samej szkoły nasze dzieciaki, razem spotykamy się na zebraniach, a kiedyś wspólnie jako uczniowie chodziliśmy do tej szkoły...

czwartek, 11 grudnia 2014

Mikołajkowe szaleństwo fitnesowe

Miałam od razu o tym napisać, ale się rozchorowałam i dopiero teraz  znalazłam troszkę siły, by napisać  o Mikołajkach.
Oczywiście w nocy do nas przyszedł Mikołaj i przyniósł mi wspaniałe kosmetyki, pachną tak pięknie, że muszę pamiętać, żeby ich nie próbować.

Tego dnia Klub Gryfit przygotował Mikołajkowe szaleństwo fitnesowe http://www.gryfit.pulawy.pl
https://www.facebook.com/GryFit?fref=ts
więc zabrałam moją córkę Angel i poszłyśmy, na początku była zumba z Gosią, bardzo energetyczną osóbką, z którą po 3 utworach nie mogłam złapać tchu, ale radośnie i wesoło było.
Potem były różne formy ćwiczeń: rozciąganie, ćwiczenia z hantlami, squady i to wszystko przy dźwiękach energetycznej muzyki
 Mikołaj nadzorował ćwiczenia i rozśmieszał towarzystwo

Mikołaj ćwiczył z nami, a Panie prowadzące zajęcia również były przebrane.


Na koniec zajęć Mikołaj miał dla nas niespodziankę...

Taki Elfik trzymał losy :)

Losowanie nagród, a na koniec fotka z Mikołajem :)
Te 2 godziny zajęć bardzo szybko minęły, choć wymęczyły mnie, ale warto było.
Niestety nie mam fotki z Mikołajem, może kiedyś jak mi doślą to tutaj zamieszczę.

środa, 10 grudnia 2014

Ja pierniczę...

Nie, nie, idą Święta, więc nie przeklinamy, ale od ładnych kilku lat "pierniczymy".
Od ładnych kilku lat z moją przyjaciółką Madzią wypróbowujemy nowe przepisy na pierniczki i dzielimy się swoimi wrażeniami.
W tym roku Magda powiedziała mi o nowym przepisie na stronie Lidla, więc zmówiłyśmy się i zaczęłyśmy "pierniczyć".Tutaj oryginalny przepis: http://kuchnialidla.pl/product/pierniki
Składniki:
250g miodu
250g cukru brązowego
100g masła
600g mąki
10g przyprawy do piernika
2 jajka
5 g sody
10g kakao

Chciałam się Wam pochwalić, że miód kupuję puławski, z pasiek za Pałacem Marynki, a sprzedawany jest w małym sklepiku w centrum :) taki lokalny patriotyzm :)

Miód przekładamy do miseczki, dodajemy masło i podgrzewamy w kuchence mikrofalowej, albo na tzw.kąpieli wodnej.
Mąkę, kakao, przyprawę do piernika i sodę przekładamy do dużej miski, mieszamy, dodajemy jajka, mieszamy, dodajemy powoli miód z masłem rozpuszczonym, mieszamy  i zaczynamy ugniatać, jak ciasto .
Po uzyskaniu jednolitej masy, zawijamy w folię spożywczą 
i chowamy do lodówki na 2-3 doby. U mnie było na 3 doby, bo się rozchorowałam i nie byłam w stanie nadzorować, więc dalej juz dzieci same szalały.


Po 3 dniach wyjmujemy ciasto, dzielimy na mniejsze kawałki, które rozwałkowujemy i wycinamy foremkami pierniczki.


Wstawiamy do piekarnika na 8 minut w temperaturze 180stopni :)
 Po wystygnięciu możemy udekorować pierniki dowolną techniką :)




wtorek, 9 grudnia 2014

Szare kozaczki

Muszę Wam powiedzieć, że mam słabość do butów.
Nie jest to taka słabość, jak większości kobiet, na zasadzie mam 15 par kupię sobie 3 kolejne.
Z racji tego, że mam stopę jaką mam, czyli wielką przez wiele lat zmuszona byłam chodzić w męskich butach, więc jak znajdę jakieś które są na mnie dobre, damskie i jeszcze mi się podobają, to biorę, choć kozaczki z zeszłego roku jeszcze mam, ale te musiałam po prostu kupić.
Największy wybór damskich butów w rozmiarze 42-43 ma sklep Deichmann,  w którym najczęściej się zaopatruję, zwłaszcza w tzw. "zakryte buty". Wiadomo, że w lecie, kiedy stopa, czy palce na wierzchu, to od biedy zmieszczę swoją wielką stopę w rozmiar 41, o tyle w sezonie jesień zima muszę mieć zakryty but,a nie chcę jak kiedyś kulić palców w za małych butach, bo stawiam na wygodę.
Zdjęcia zrobione są już jakiś czas temu, ale w dosyć chłodny jesienny poranek.








Kozaczki: Deishmann
Spodnie: Denim
Golf: prezent
Kurtka:Select, już byłam w niej Tu
Torebka czarna też już tu była SH
Komin: Anilanka własnoręcznie wydziergany :)

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Choruję

Ech... myślałam, że mi się uda przezwyciężyć chorobę, ale tym razem mi się nie udało.
Przeziębiona byłam od 2 tygodni, ale wiadomo, że pogoda taka a nie inna robi swoje.
Poza tym z racji wykonywanego zawodu mam dużo kontaktu z ludźmi,a jeszcze więcej z ludźmi chorymi.
W pracy mam dosyć zimno, w pomieszczeniu, gdzie najczęściej przebywam jest tylko 15 stopni.
Przypuszczam, że też mój tryb życia przyczynił się do osłabienia organizmu, a mianowicie duża aktywność a mało snu.
Niestety chcąc nie chcąc musiałam wyluzować, kiedy po powrocie z pracy miałam gorączkę 38,3.
Skończyło się na antybiotyku :( i leżeniu w domu.
Miałam mieszane uczucia, bo jestem na umowie próbnej, no i nie wiedziałam, jak zareagują u mnie w pracy.
Na szczęście poszli mi na rękę i mam kilka dni wolnego,więc korzystam z wolnego i leżę, śpię, oj jak ja  dużo śpię, aż mnie kości bolą, bo po 10-12 godzin śpię, ale widocznie organizm tyle potrzebuje snu.
Moje dzieciaki mają teraz ciężkie dni, bo zawsze było tak, że gadałam, prosiłam, groziłam a i tak sama robiłam.
Ale teraz nie mam siły, co chwila się  muszę położyć, bo jestem osłabiona i nie mam siły, albo w głowie mi się zaczyna kręcić.
Więc leżę i im mówię, co mają zrobić i dotąd im gadam, aż to zrobią.
Tym bardziej im nie odpuszczę, że cały ostatni tydzień sprzątałam na święta, włącznie z ogarnięciem szafek, półek, myciem i pastowaniem itd, a wystarczyło, że jeden dzień przeleżałam w łóżku i zrobili pobojowisko u siebie w pokoju.
Wczoraj robili sami pierniczki( pewnie na dniach Wam tutaj pokażę fotorelację) ale bałagan zostawili i poszli spać.
Nie może tak być, są coraz starsi, muszą się nauczyć sprzątać, a nie , że samo się zrobi(czyli oni wychodzą do szkoły, a ja zamiast zrobić coś dla siebie to sprzątam) sprzątam i końca nie widać.
Muszą się nauczyć szanować moją pracę, a nie tylko wymyślać wymówki, żeby mi nie pomóc.
Także chcąc nie chcąc muszą mi pomóc, w końcu zacząć coś robić w domu, poza robieniem lekcji.
A ja choć mnie nosi, pracuję nad tym, aby się nauczyć odpoczywać, leżeć i ciągle nie chodzić ze szmatką, nie ścierać, nie poprawiać po nich.
Dziś spałam do południa, szok po prostu,a jak się obudziłam, za oknem miałam taki widok

Niestety do wieczora niewiele z tego śniegu zostało, bo temperatura w okolicy zera stopni, ale przez chwilę zrobiło się zimowo i świątecznie.


środa, 3 grudnia 2014

Mój 16 letni syn

Czas... dlaczego tak szybko biegnie?
Z jednej strony człowiek się cieszy,  że dzieci rosną, że kończą kolejne szkoły, stają się coraz bardziej samodzielne.
Z drugiej strony troszkę szkoda, że tak szybko ten czas leci.
Już wczoraj jak przygotowywałam tort, przypominałam sobie, jak to o 17ej trafiłam na porodówkę, a po 17godzinach o 10:25 urodziłam moje pierwsze dziecko- syna Marka.
Ile było moich myśli, strachu, niewiadomego.
A potem bezgraniczna radość, prezent w postaci wymarzonego zdrowego synka, to wszystko warte było 17 godzin spędzonych na porodówce.
Może kiedyś opiszę dokładnie, jak to było, ale najlepszy był moment, kiedy ujrzałam go po raz pierwszy.

Sorki za jakość zdjęć, ale to był zwykły aparat kliszowy i wiadomo, jaka jakość zdjęcia.
Kiedyś największym problemem były nieprzespane noce, a teraz walka z humorami, okresem dojrzewania, problemami egzystencjalnymi, bunt, niezrozumienie i lęk, czy sobie w życiu da radę.
Czy nauczyłam go tego, co będzie mu w życiu potrzebne? czy jest przygotowany na zmierzenie się z przeciwnościami losu? czy jest wystarczająco samodzielny?
Wiadomo, że każda mama chce dla swego dziecka jak najlepiej, ale martwić się chyba nie przestanę.
Dziś będąc w pracy nie mogłam się doczekać, kiedy przyjdę do domu, uściskam młodego(choć to obciach) posiedzimy, wspólnie spędzimy miło czas.
Moje dzieci wolą własnoręcznie zrobione przeze mnie torty, choć nie są może idealne, ale liczy się, że włożyłam w nie całe swe serducho


Tort Rafaello:)

 pomyśl życzenie
 i zdmuchnij świeczki




Wygłupy z siostrą
 Był też sernik na zimno, pizza własnoręcznie robiona, a na koniec postanowiliśmy się ustawić do zdjęcia, jak 16 lat temu, oto efekt :)