Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieści dziwnej treści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieści dziwnej treści. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 września 2023

Kolejna bezsenna noc

 Kolejna noc,kiedy budzi mnie ból, patrzę na zegarek 3:30

Ok, napiję się wody, może jeszcze zasnę,ale kiedy się układam zatyka mi nos,a ja nie umiem oddychać paszczą.

Powoli zmieniam pozycję i znowu to samo, próbuje krople ... nic z tego,biorę wodę morską,niby częściowo się nos oczyszcza,ale jak się kładę,to znowu jest zatkany.

Tak się kręcę i kombinuję,aż wybija 4ta, więc stwierdzam, że nici ze spania.

Biorę euthyrox,bo wiadomo na czczo i posłucham sobie trochę Szustaka,próbuje się jeszcze położyć,ale od razu zatyka mi nos i prawą noga drętwieje...

Siedzę, słucham, myślę i tak mija mi czas do 5ej. Biorę dexilant na drugie na czczo i lecę na forum,bo przecież ciągle mi na nie czasu brak,bo nie mam weny itd.

Nadrabiam zaległości,w końcu robi się widno, wstaje dzień.

Schodzę do kuchni,robię kawę i herbatę i postanawiam zajrzeć na bloga,bo już dawno nic nie pisałam.

Mogłabym powiedzieć,bo nie miałam czasu, ale czy naprawdę?

Czytam ostatnio sporo książek, w tym tzw."poradniki" i powoli dociera do mnie, że czas płynie tak samo, doba nadal trwa 24 godziny.

Owszem mamy dużo więcej na głowie niż kilka lat temu,ale też mamy dużo więcej rozpraszaczy typu internet,czy różne platformy z filmami.

Często łapie się na tym, że zamiast napisać na blogu,to przeglądam śmieszne filmiki na tt czy yt.

Owszem trochę czasu zajmuję mi korespondencja z innymi mamami wcześniaków, zwłaszcza kiedy to są świeżo upieczone mamy,które chcą się wygadać, doradzić,które szukają pomocy i często są zostawione same sobie,jak ja w szpitalu.

Z perspektywy czasu mogę im pomóc, a jak nie osobiście to nakierować do fundacji, ośrodka, psychologa, skontaktować z rzecznikiem, znaleźć miejsce w poradni.

Już przez to przeszłam i od tamtej pory dużo się zmieniło, powstało wiele miejsc pomocy.

Jednak kluczowym w takich sytuacjach jest rozmowa, czasem późno w nocy, czasem samo wysłuchanie dla kogoś dużo znaczy.

Nie będę się wdawać w szczegóły, ale najbardziej utkwiła mi w pamięci niedawna rozmowa z Tatą malutkiego wcześniaka,który jest w domu,a żona w szpitalu,maluch na Oionie i on musi być dla nich silny!

Dziecko w stanie ciężkim,ale stabilnym,żona strzępek nerwów,rodzina go nie rozumie i ciągle słyszą od rodziny, że będzie dobrze.

Pamiętam jak mnie to wkurzało, bo ktoś jest wróżką,czy jasnowidzem?

Nawet lekarz nie wie,jak będzie. Owszem trzeba mieć nadzieję,ale takie będzie dobrze, kiedy wiesz, że nic nie jest dobrze dobija.

Tak mi gada o tym i o tamtym, oczywiście zaczyna siebie obwiniać, płacze.

Milczymy chwilę,a potem mówię to,czego mi ani mężowi nikt nie powiedział.

To niczyja wina,tak się dzieje, masz prawo być zły/zła, wkurzony, zrozpaczony/a bezradny/a .

Mówię do niego i żeby przekazał żonie i nie musisz być ciągle silny,bo prędzej czy później to się odbije na Twoim zdrowiu.

Owszem wspieraj żonę,ale jak nie dajesz rady to płacz, jeżeli lubisz to idź na siłownię,basen, spacer,zrób coś dla siebie,idź do psychologa,to żaden wstyd.

To tylko jeden przykład,ale tych rozmów jest dużo więcej i staram się wtedy być dla innych,bo wiem jak ważne jest takie wsparcie, rozmowa,czasem pomilczenie.

Ale do brzegu, po co Wam to piszę,bo wtedy znajduję czas,bo te rozmowy to dla mnie priorytet.

No i tak jest z naszym życiem, to co jest dla nas ważne,na to zawsze znajdziemy czas.

W tym roku np. bardzo dużo książek czytam, wiadomo, że sporo czasu na tym spędzam.

A narzekam, że nie mam czasu na pisanie bloga,czy szydełko.

Owszem trzeba czasem jak to ja mówię się " odchamić" i pooglądać głupoty w necie,ale żeby nie stało się to naszym głównym celem,bo wtedy to jest niepotrzebna strata czasu.

Czytając jedną z książek niby dla dzieci " Dziecko na cyfrowym odwyku" dotarło do mnie,że w mniejszym lub większym stopniu wszyscy jesteśmy od smartfonów uzależnieni.

Tam jest takie fajne ćwiczenie,żeby jeżeli masz coś zrobić na komputerze/ laptopie,lub pracujesz zdalnie,żeby zrobić sobie takie cykle 30-40 minutowe.

I zaobserwować,czy faktycznie zajmujemy się tym, co mieliśmy zrobić,czy w międzyczasie podglądaliśmy safari,nowe stroje na Halloween,czy inne.

Jakby nam nie poszło,to mamy zrobić po tych 30-40 minutach(najlepiej nastawić budzik,bo możemy przegapić) przerwę 5 minutową. Wstać, rozprostować kości, dać odpocząć oczom.

I działać z planem, że np podczas tego czasu ogarnę maila,czy napiszę 2 pisma, albo np w moim przypadku napiszę post na blogu.

I nie mówię tutaj, żeby wpaść ze skrajności w skrajność i wykonywać przez cały dzień tylko zadania,bo też musi być czas na odpoczynek i rozrywkę,tylko wypośrodkować.

Pracuję nad sobą i nad zmianą przyzwyczajeń.

Może nie zawsze wychodzi wszystko,jakbym sobie zaplanowała,ale przynajmniej coś zacznę i małymi krokami zmienię.

A jak Wy sobie radzicie?

Miłej soboty Kochani, zostawiam Wam poranną kawkę.





sobota, 15 kwietnia 2023

Mam pisać, więc piszę


Choć na zewnątrz uśmiech, to w sercu mnóstwo emocji mi się kłębi i muszę to z siebie wyrzucić, więc za namową terapeuty będę pisała tutaj o tym, co mnie wkurza, co mnie boli.
Niestety przez to, że nie chcę nikogo skrzywdzić, kiszę wszystko w sobie i w ten sposób krzywdzę siebie.
Nie potrafię zareagować, kiedy ktos mi mówi, co powinnam, a czego nie, a nie wie, z czym się codziennie zmagam.
Łatwo komuś z boku powiedzieć, nie krzycz, nie denerwuj się i tłumaczyć np. mojego tatę,że chory, że stary.
Tak chory, stary jest i ja to wiem, ale jak ktoś jest z nim kilka minut w ciągu miesiąca i przy kimś on robi minę biednego żuczka i przeprasza, że żyje.
Chociaż zanim przyszedł gość przez 3 godziny chodził za Tobą krok w krok, mówił Ci, jaka jesteś beznadziejna, zasypywał pytaniami, kłócił się , wyzywał Cię, bo raczyłaś zająć się dzieckiem przez chwilę, a przecież masz go non stop słuchać, bo musi być w centrum.
Albo kiedy w ciągu dnia 15 razy sprzątasz toaletę, bo poza innymi nałogami Ojciec uwielbia łykać leki na przeczyszczenie i brudzi toaletę za każdym razem,a Ty nie masz czasu i siły sprzątnąć w tym czasie salonu i jak ktoś przychodzi, to widzisz ten oceniający wzrok i się tlumaczysz, że dziś robisz dzień wolny, bo chcesz odpocząć.
A i tak w nocy jak wstaniesz siku, to sobie musisz wyszorować całą toaletę włącznie z podłogą i ścianami, ale nie, Tatuś nie robi tego specjalnie, to choroba.
Ciekawa jestem, jakby zareagowaly te osoby. które zwracają mi uwagę, gdyby dzień w dzień musiały się z tym zmagać, a to tylko wierzchołek góry lodowej.
Nie to, że chcę tylko narzekać na mojego Ojca, ale życie z nim jest cholernie ciężkie, bo owszem ma choroby i fizyczne i psychiczne, ale też potrafi wszystkimi manipulować i lekarzami i rodzeństwem, aby uzyskać swój cel.
Pamiętam jak jeszcze Mama żyła, to uważałam, że ona jest ta zła.
Przychodziliśmy i Tatuś dosłownie na paluszkach chodził i do Mamy : Majku to, Misiaczku chodź , bo dzieci przyszły, a ona siedziała w innym pokoju, przychodziła po pewnym czasie, albo jak po nią szedł kolejny raz, to na niego krzyczała, czy wyklinała i wszyscy stawaliśmy w obronie Taty, bo Tatuś chce dobrze,a Mama się drze i jest nerwowa.
Jak pewnie przez ostatnie 3 godziny jej dokuczał, to nie dziwię się, że miała dość i chciała ochłonąć.
To o tym się nie pamięta, tylko ocenia i daje cudowne rady.
Długo wahałam się, czy o tym napisać publicznie, bo to przecież" pranie brudów", ale moja Pani terapeutka powiedziała, że może jak ktoś inny przeczyta, to będzie mu rażniej, bo może teź tak ma, a może rodzina i znajomi choć będą mieli żal, zobaczą, z czym na codzień muszę się mierzyć.
Dzień po dniu, noc po nocy, bo w nocy też nie jest lepiej.
Poza tym abym poczula się lepiej, muszę to z siebie wyrzucić, bo na dłuższą metę nie dam rady funkcjonować w ciąglym stresie i patrząc tylko na to,żeby kogoś nie urazić, tak się nie da żyć.

wtorek, 17 stycznia 2023

Wizyta u chirurga onkologa

 Myślałam, że będę pisała na bieżąco,ale ten rok nabrał jeszcze większego przyśpieszenia niż poprzedni.

Więc na szybko uzupełniam, bo tutaj naprawdę niewiele pisałam.

W lipcu 2022 roku wreszcie doczekałam się na kontrolne usg piersi.

Jakież było moje zdziwienie,kiedy lekarz radiolog mówi, że jemu nie wygląda to na torbiel,a bardziej na guzek.

Zaczął porównywać z poprzednim badaniem i nawet mi pokazał, że torbiel miała zupełnie inną konsystencję.

Mówiąc szczerze trochę się załamałam, ale zapytałam i co dalej?

Powiedział,żebym skonsultowała się ze swoim ginekologiem,lub onkologiem.

Więc zapisałam się za miesiąc na wizytę, Pani doktor powiedziała, że trzeba być dobrej myśli,bo nie powiększył się,jest tej samej wielkości i szybko wyłapana zmiana konsystencji.

Skierowała mnie na mammografię na cito, którą wykonałam tydzień później, niestety musiałam czekać na wynik i opis około 3 tygodni.

Ciężkie to było,bo choć starałam się nie stresować,gdzieś tam z tyłu głowy miałam te myśli, a co jeśli?

W końcu odebrałam wynik, potwierdzający to,co było widoczne na usg.

Z wynikiem spowrotem do onkologa, Pani doktor ze względu na obciążenie rodzinne wysłała mnie do Centrum onkologii ziemi lubelskiej na konsultację.

Od razu zaznaczyła kogo ona poleca, zapisałam się na grudzień.

Lekarz konkretny, patrząc na opis mówi, że nie ma się do czego przyczepić, ale on woli osobiście zrobić swoje usg.

Poprosił mnie na badanie, podczas którego mówi: ale ten opis to jest kopiuj wklej, a nie do Pani guzka.

Mnie się nie podoba to co widzę,czy zgadza się Pani na biopsję.

Co miałam zrobić, powiedziałam: tak i myślałam, że wyznaczy mi termin za miesiąc.

A zanim się obejrzałam zrobił mi zastrzyk i pierwszą próbkę pobrał.

Ja w szoku, a on mówi, że jeszcze kilka pobierze, 2 razy jeszcze się wkłuł, pielęgniarka zrobiła opatrunek i kazał przyjechać 17 stycznia jak będzie wynik.

Widząc moją minę powiedział na odchodne: to mały guzek, będzie dobrze.

Może to głupie,ale w tym czasie usłyszałam w radio utwór,który podtrzymywał mnie na duchu, wrzucę Wam go tutaj. Może komuś się przyda?


Starałam się za dużo nie myśleć,nie analizować,ale w nocy przed wizytą nie mogłam spać i czułam stres.

Pod gabinetem było bardzo dużo osób,duszno, do tego te maseczki, zajęłam kolejkę i przeszłam na drugi korytarz usiąść.

W końcu po 3 godzinach moja kolej, Pan doktor powiedziałam, że to nowotwór niezłośliwy. Na szczęście podczas biopsji pobrany w całości,ale że jestem w grupie ryzyka,to skieruje mnie do poradni profilaktyki piersi, żebym była pod kontrolą.


Powiem Wam, że odetchnęłam z ulgą,bo człowiek w takich momentach jest ogromnie zestresowany.
A Wy bądźcie się regularnie?


sobota, 10 lutego 2018

Wolny dzień i spełnienie jednego z postanowień

Korzystając z tego, że młodzież ma ferie w wolny dzień wybrałyśmy się znowu na lodowisko.
Spadło u nas troszkę śniegu, więc po drodze były fajne widoczki.



Chyba jestem opornym uczniem, bo tym razem jazda na lodzie szła mi średnio,żeby nie powiedzieć, że niewiele brakowało, abym się przewróciła na plecy.
Córki mają do mnie anielską cierpliwość i pojeździłyśmy, aż się zgrzałam, nie było czasu na robienie zdjęć, ani filmiki.
Możecie mi uwierzyć na słowo, że pojeździłam, aż mnie nogi rozbolały.
Zabrałam dziewczyny na gorącą czekoladę, a potem wreszcie spełniłam swoje marzenie i postanowienie noworoczne.
Znalazłam nietknięty ludzką stopą śnieg i postanowiłam zrobić anioła na śniegu :)
A ile radości przy tym miałam, to szok :)
Moje córcie wszystko sfotografowały,więc zobaczcie sami








A po południu spotkałam się z koleżankami i miło spędziłyśmy czas :)
Takie wolne dni to ja lubię

sobota, 23 września 2017

Wrzesień towarzyskim miesiącem

Tak się złożyło, że akurat we wrześniu miałam kilka spotkań towarzyskich.
Ogólnie jestem osobą bardzo kontaktową, lubię ludzi, rozmowy, przebywanie w miłym towarzystwie.
Staram się ze znajomymi i przyjaciółmi utrzymywać kontakt, jak się uda to spotkać, jak nie to chociaż napisać smsa czy porozmawiać.
Ostatnio w ramach resetu chodzimy sobie z Gosią na pizzę lub piwko, posiedzimy, pogadamy, posłuchamy fajnej muzyki.
Udało się i w tym miesiącu spotkać przy pizzy i miło spędzić czas.
Ok, jeszcze tylko wyciszę telefon i możemy rozmawiać :)
Lubię sobie tak posiedzieć, pogadać o wszystkim i o niczym, wyjść z domu i spotkać się w realu.
W dobie internetu i tych wszystkich wynalazków ułatwiających życie, nie zapominajmy o tym, że kontakt z drugą osobą jest tak ważny, obserwacja jej reakcji na nasze słowa, to nie to samo, co kliknięcie lajka pod zdjęciem.
Owszem ułatwia nam to życie, ale nie zastąpi rozmowy z drugą osobą.

Udało mi się też umówić i spotkać z Anią, która jest obecnie na macierzyńskim i ma drugiego synka.
Nie mogłyśmy się nagadać i tematów nie zabrakło, tylko czasu było za mało, ale fajnie spędzone 2 godzinki.

Było i ciasto, raz w tygodniu podobno nawet trenerzy pozwalają zjeść ciasto, a że ja przeciętnie raz w tygodniu w tym miesiącu mam spotkanie, to akurat wszystko jest w normie.
Na szczęście waga nie rośnie, a lekarz nawet mówi, że w moim wypadku węglowodany wskazane, co prawda z owoców i warzyw, ale staram się aby w cieście był jakiś owoc 
W tym tygodniu udało mi się spotkać z Anitką, którą też poznałam w pracy.
Ma uroczego synka, którego urodziła w maju, fajnie było z nią porozmawiać, troszkę się zająć małym słoneczkiem, jakim jest jej synek.
A radości było mnóstwo z nim, nawet nam dał deser zjeść i wypić pyszną kawę, wszystko miało z milion kalorii, ale to były te dobre kalorie.
Nie można też ciągle się zastanawiać, nad tym, co ma ile kalorii, od czego przytyję, a od czego nie.
Przestałam się zajmować takimi rzeczami, tym bardziej, że znów nie mogę ćwiczyć a tym bardziej się odchudzać. To nie znaczy, że hulaj dusza co dzień będę podjadała, nie. To znaczy, że nadal pilnuję co jem, ale musiałam zrezygnować z ciemnego pieczywa, warzywa strączkowe ograniczyć i inne takie. 


Kawka nie dość, że bardzo smaczna, karmelkowa, to jeszcze istne dzieło sztuki 
Miły czas szybko minął, ale już planujemy następne spotkania, bo przynajmniej ja lubię z kimś spędzać czas, dzielić się  swoim życiem.
Bardzo bym chciała spotkać się z wszystkimi moimi koleżankami listowymi, wypić z nimi kawkę.
Może kiedyś się uda?
Dbajmy o nasze przyjaźnie, o bliskie nam osoby, spędzajmy z nimi czas, wyjdźmy gdzieś, obejrzyjmy film.



piątek, 9 czerwca 2017

Uzupełniam

Ostatnio jak zwykle wiele się dzieje u mnie.
Chodzę, spaceruję, cieszę się pogodą, pracuję.




 Przyniosłam kwiatuszki do parku dla pięknego pawia :)



A w życiu się ciągle coś dzieje.
Nadal martwię się o Angelikę, bo nie wiadomo, co z tym jej kolanem? czy obędzie się bez operacji?
Już niedługo się dowiemy mniej więcej co tam się dzieje, bo będzie miała rezonans.
Najgorzej mi patrzeć na to, jak cierpi a ja jestem bezradna.
Miejmy nadzieję, że badanie coś pokarze i lekarze będą mogli jej pomóc.
W maju mieliśmy też Komunię Jacka Chrześniaczki Klaudii, jejku, ale ten czas leci.
Wydaje się, jakby niedawno się urodziła, a już do Komunii poszła.
Była prawie cała rodzinka, jak ja to lubię każdy coś mówi, coś się dzieje :)


a tutaj fotki przed blokiem :)



Mieliśmy też akcję z naszą świnką morską, bo zaczęła chudnąć, wyczuliśmy guza i okazało się, że musi być operowana.
Choć to tylko mała świnka przeżywałam, bo zżyliśmy się z nią, a było ryzyko, że nie wytrzyma narkozy.
Mało jadła i kiepsko do siebie dochodziła, więc zawieźliśmy ją na kroplówkę, aby ją wzmocnić,
Z dnia na dzień coraz lepiej się czuła, ale kiedy poszliśmy do kontroli to dużo jej się sączyło, a kiedy poszłam na zdjęcie szwów pani powiedziała, że niestety musi ją drugi raz uśpić, bo jej się ropa zebrała, bo coś tam zostało i trzeba wszystko oczyścić.
Bałam się, że nie przezyje narkozy po raz drugi w tak krótkim czasie, więc poprosiłam, że jeżeli mogą to niech tylko ją znieczulą a nie usypiają i udało się, choć ma teraz ranę, która musi się sama zagoić, nie będę wrzucała teraźniejszego zdjęcia, bo nie jest dla wrażliwych osób( troszkę brzydko to wygląda).
Niedługo koniec roku, dzieciaki wyliczają średnią, planują gdzie pojadą.
A ostatnio byli na Lednicy, zdjęcia z archiwum prywatnego :)




Także w skrócie uzupełniłam co się u nas działo.

piątek, 20 stycznia 2017

Postanowienia noworoczne

Już ponad połowa stycznia a ja dopiero piszę o moich postanowieniach, ale człowiek planuje, a życie weryfikuje.

Najpierw może odniosę się do moich postanowień z 2016 roku.

1.Nauczyć się robić Sushi.
Powiem tak, zrobiłam 2 razy wspólnie ze starszą córką, za każdym razem nam lepiej wychodzi.
Więc jak to mówią trening czyni mistrza :)

2. Do marca zobaczyć na wadze 80kg( wtedy waga 88)

Niestety do wakacji udało mi się zobaczyć 83, a potem wakacje, zanim wróciłam do regularnych posiłków i treningów wróciłam do podwójnych 8ek na koniec roku.

3.Pojechać nad morze

Udało się, nawet 2 razy, choć drugi raz był smutny i ciężki.
Ten urlopowy tydzień nad morzem był cudowny :)

4. Spędzić czas z przyjacielem

Udało się spędzić mnóstwo czasu, a i tak na koniec niedosyt, bo jeszcze mogłam to i to wspólnie zobaczyć/przeżyć.
Ale cieszę się, że był ten czas tylko dla nas.

5, Przeczytać 52 książki

Udało się przeczytać 61 książek, jak znajdę chwilkę to opiszę pozostałą część książek, które w zeszłym roku przeczytałam.

6. Częściej spędzać czas z J, wychodzić gdzieś razem.

Częściej chodziliśmy na spacery, 2 razy przez cały rok byliśmy wspólnie w kinie.

7. Pracować nad sobą ( fizycznie i umysłowo)

 fizycznie to trenuję, bo lubię, a dokształcać się też muszę z racji wykonywanego zawodu.

8. Przygotować jakąś niespodziankę na rocznicę

Na lipcową rocznicę mimo iż byliśmy w Gdańsku spędziliśmy bardzo miło czas na Starówce a potem były lody z truskawkami :)

9. Nie odkładać niczego na potem

Starałam się, ale doba za krótka. Nawet jak coś zaczęłam, odłożyłam aby dokończyć i mijał tydzień lub dwa.

10. Nie rozpamiętywać, co było. Nie żałować, odepchnąć się  mocno i realizować się.

Poza samorealizacją mi się udało.

Podsumowując dla mnie rok 2016 był pełen zmian, ale bardzo udany.

A co przyniesie 2017 zobaczymy, na razie przyniósł turbo-przyspieszenie

Postanowienia na 2017 rok:

1. Nauczyć się robić pasztet z soczewicy lub fasoli( ogólnie z warzyw).
2. Przez 40 dni być wegetarianinem
3. Do końca roku zobaczyć na wadze 80( obecnie jest znów 88)
4. Pojechać do Częstochowy
5. Zobaczyć Kraków/ Łagiewniki
6. Przeczytać przynajmniej 52 książki
7. Odbyć minimum 100 treningów w tym roku
8. Częściej wychodzić z J( nie tylko na spacer) może do kina, na kawę, czy coś.
9. Uśmiechać się do ludzi i umieć się zatrzymać
10. Znaleźć czas dla siebie( na robienie zdjęć, pisanie listów, czytanie książek, rozmowy z przyjaciółmi, ze znajomymi- może jakieś wspólne wyjścia)

czwartek, 5 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016

Wiem, że już mamy czwartek 5 stycznia i że mogłabym sobie ustawić, że piszę jeszcze w zeszłym roku, ale z przyczyn ode mnie niezależnych nie było możliwe zrobienie podsumowania ubiegłego roku jeszcze w grudniu.
Dlatego czynię to dziś, jak zwykle na szybko przed pracą.
Najpierw może powybieram fotki, choć nie mam czasu bawić się w podpisanie każdej z osobna, gdyż mój komp definitywnie odmówił współpracy, korzystam z nieswojego sprzętu a jak wiecie u kogoś to człowiek nie wie, co i jak i gdzie.
Jaki był ten rok, który minął?
Przede wszystkim szalony, ciągle gdzieś gnałam, ten czas mi uciekał, ale był to też czas, kiedy pewne przyjaźnie, znajomości umarły śmiercią naturalną.
Ja w natłoku zajęć i braku czasu postanowiłam nie narzucać się ze swoimi codziennymi smsami, telefonami itd, a co za tym idzie zostali przy mnie ludzie, którym naprawdę zależy.
Którzy do mnie zadzwonią, a nie tylko ja.
Bo w przyjaźni bardzo ważne jest aby dawać, ale czasem trzeba nauczyć się brać.
Przekonałam się, kiedy i na kogo mogę liczyć, kiedy było naprawdę źle, beznadziejnie, kiedy nie miałam już sił oni byli, zadzwonili, napisali choć jedno słowo: żyjesz?
Ten rok pokazał mi, co w życiu ważne.
Choć niby wszyscy o tym wiemy, choć to takie oczywiste jak to śpiewał Marek Grechuta: ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy...
A najważniejsza jest miłość, przyjaźń i spędzanie czasu z tymi, których kochamy.
Choć mamy inne poglądy, choć czasem działają nam na nerwy to kochamy tą naszą zwariowaną rodzinkę, znajomych, przyjaciół i chcemy z nimi spędzać czas.
Odkryłam jak ważna jest rozmowa, jak wiele nieporozumień wynika z tego, że nie potrafimy powiedzieć, o co nam chodzi i czekamy, aż się ktoś domyśli.
A ktoś albo się wcale nie domyśli,albo się źle domyśli i już  foch i ciche dni,albo wielka kłótnia.
Ale moim zdaniem lepiej sobie wykrzyczeć, co nas boli, nawet się poryczeć, a potem wstać, przytulić, odkreślić grubą krechą i zacząć od nowa.
Ciut przydługi ten wstęp, więc może wrzucę troszkę zdjęć, bo dawno nie pisałam i mi się "wylało".
To był ostatni dzień 2015 roku, Sylwester i ja idę w stronę słońca

Styczeń powitał nas pięknymi widokami :)
 90 urodziny Babci Klapci, niech nam żyje jak najdłużej :)

i 15te urodziny Angeliki :)


W marcu przyjechali do nas z Radia Zet z projektem lodowisko w mieście


A w dzień kobiet świętowałam po swojemu, czyli szaleństwo na siłowni :)
A w kwietniu zostałam posiadaczką kolejnej książki i pięknego kwiatka

Zaczęłam też wypuszczać się na coraz dłuższe wyprawy rowerowe
 Po raz pierwszy w życiu byłam na kręglach i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś taki wypad powtórzę
Nauczyłam się też robić fit babeczki :)
W czerwcu byliśmy w Nałęczowie




A lipiec zaczęliśmy na basenie szaleństwem









Potem jak widać był pobyt w Trójmieście, z którego nie umiem wybrać 1-2 zdjęć, bo jest ich naprawdę sporo
A we wrześniu moja starszyzna namówiła mnie na pieszą pielgrzymkę do Wąwolnicy, w końcu to tylko 20 kilka km :)

Choć niewyspana, bo wyruszyliśmy o 4 rano to humor mi dopisywał :)
 Z Darią wzięłyśmy udział w rajdzie rowerowym  w ramach Europejskiego dnia bez samochodu :)
W tym roku w moim życiu nastąpiła też przemiana duchowa i razem z Angelą i Markiem przyjęliśmy Szkaplerz Michała Archanioła

Te zdjęcia ze strony Parafii Miłosierdzia Bożego w Puławach

W październiku wzięłyśmy udział z Darią w biegu na 6 łap organizowanym przez Schronisko dla zwierząt i tak zaczęła się nasza historia ze schroniskiem.
 W listopadzie również odwiedzałyśmy schronisko
I po raz pierwszy pojechaliśmy do Pałacu Zamojskich w Kozłówce
A w grudniu Marek skończył 18 lat, zdał prawko i w ogóle jest już dorosły :)



Znowu odwiedziliśmy schronisko i wyprowadziliśmy pieski na spacer :)

A potem zaczął się świąteczny czas, choć starałam się aby była świąteczna atmosfera, to jednak zmęczenie, pęd i brak sił zrobiły swoje i było tak średnio świątecznie.
Ale ważne, że spotkaliśmy się całą rodzinką i spędziliśmy czas razem.


Sylwestra również spędziłam z rodzinką, a o planach na nowy rok i ich realizacji napiszę w kolejnym poście.
Życzę Wam, aby ten Nowy Rok był szczęśliwy, zdrowy i pełen miłości :)