Jak zwykle od Marzenki wzięłam pomysł na taki deser.
Powoli się przekonuję do kaszy jaglanej, ale szczerze mówiąc ani razu nie jadłam jej na słodko.
Postanowiłam wypróbować przepis z bloga http://zaciszekuchenne.blogspot.com/2014/05/krem-jaglany-z-musem-truskawkowym.html
Chciałam zrobić zdrowy deser,więc sięgnęłam po ten przepis
Potrzebujemy:
6 łyżek kaszy jaglanej
3 łyżki amarantusa
2 szklanki wody
odrobina soli
2 łyżeczki miodu
3 łyżki jogurtu naturalnego
45 dkg truskawek
1 banan
Na gorącą wodę, lekko posoloną wrzucamy uprzednio wypłukaną jaglankę i amarantusa,mieszamy i na małym ogniu gotujemy 20 minut. Odstawiamy do ostygnięcia.Następnie dodajemy jogurt i powinniśmy rozdrobnić wszystko w malakserze, który odmówił współpracy, więc tylko wymieszałam łyżką.
Dodajemy miód, całość mieszamy
Dodajemy miód, mieszamy i przekładamy do szklanek na wysokości 2/3 szklanki.
Następnie truskawki miksujemy z bananem i wykładamy na wierzch szklanki
Wstawiamy do lodówki na około 2 godziny do schłodzenia.
Łączna liczba wyświetleń
wtorek, 17 lutego 2015
piątek, 13 lutego 2015
50 twarzy Greya
Tak jak wcześniej świat oszalał na punkcie książki "50 twarzy Greya" tak od kilku dni w prasie, Tv i radiu ciągle reklamy filmu.
Kto książki nie czytał, a obejrzy trailer( jeszcze zależy jaki,bo jest chyba z 50 różnych wersji) może się rozczarować.
Kto książkę czytał i nastawi się na idealne odzwierciedlenie powieści, to może się zawieźć, zwłaszcza jeżeli chodzi o sceny seksu.
Ja przeczytałam tom 1 jednym tchem, choć fabuła była przewidywalna, ale w sumie taka odskocznia od życia codziennego, czyjeś fantazje seksualne były opisane, marzenia, pragnienia.
Jedne lepiej, inne gorzej, ale jesteśmy ludźmi i myślę, że każdy z nas ma jakieś swoje wyobrażenia o tej sferze.
2 tom jakoś przebrnęłam, 3 przerzucałam po kilkanaście stron, bo wiedziałam, co będzie.
Dużo bardziej podobała mi się Trylogia Crossa, zresztą po Greyu książki opowiadające o niespełnionej miłości, nierealnej czy fantazjach seksualnych, czy zabarwione nutką erotyczną pojawiały się jak grzyby po deszczu.
Idąc do kina nastawiłam się, że pewnie scen dla dorosłych jest tyle co kot napłakał, na ponad 2 godziny może z 5 minut, a film to przereklamowany niewypał.
Ale okazało się, że film jest niczego sobie, aktorzy choć na trailerze tak sobie mi wyglądali, to w filmie do mnie przemawiali.
Bardzo wiernie oddane postacie, wnętrza, wiele scen i dialogów zgodnie z książką, aż byłam mile zaskoczona.
Niestety, żeby całość oddać, to przede wszystkim musiało by nie być cenzury amerykańskiej,a poza tym film by musiał trwać przynajmniej godzinę dłużej.
Ale film mi się podobał, napięcie, uczucia, świetna sceneria, muzyka, sporo śmiesznych momentów, może dlatego, że nie nastawiałam się na jakiś głęboki film.
Książka jest pisana dosyć prostym stylem i film jest w sumie w tym stylu utrzymany, choć niektórzy nie zostawiają na nim suchej nitki, to w sumie całkiem przyjemniej się go ogląda.
Książka jest fikcją i film również, ale nie trzeba się dopatrywać we wszystkim drugiego dna, a ludzie tak lubią się do czegoś przyczepić i niestety nie potrafią się zachować.
Na początku filmu przez 10 minut szeleszczenie plastikiem, chrupanie popcornu i otwieranie butelek, co mnie chyba nie przestanie razić, a na koniec młodzi ludzie komentują głupkowato, bo pierwszy raz w życiu zobaczył takie coś i się za przeproszeniem "jara" tym.
Mnie film się podobał, żałuję tylko, że mąż nie chciał ze mną pójść, ale poszłam sama i nie żałuję.
Jednak wiadomo, że każdemu się podoba co innego , wszystko jest kwestią gustu.
choć w oryginale tą piosenkę wykonuje Beyonce, to cover bardziej mnie się podoba.
Kto książki nie czytał, a obejrzy trailer( jeszcze zależy jaki,bo jest chyba z 50 różnych wersji) może się rozczarować.
Kto książkę czytał i nastawi się na idealne odzwierciedlenie powieści, to może się zawieźć, zwłaszcza jeżeli chodzi o sceny seksu.
Ja przeczytałam tom 1 jednym tchem, choć fabuła była przewidywalna, ale w sumie taka odskocznia od życia codziennego, czyjeś fantazje seksualne były opisane, marzenia, pragnienia.
Jedne lepiej, inne gorzej, ale jesteśmy ludźmi i myślę, że każdy z nas ma jakieś swoje wyobrażenia o tej sferze.
2 tom jakoś przebrnęłam, 3 przerzucałam po kilkanaście stron, bo wiedziałam, co będzie.
Dużo bardziej podobała mi się Trylogia Crossa, zresztą po Greyu książki opowiadające o niespełnionej miłości, nierealnej czy fantazjach seksualnych, czy zabarwione nutką erotyczną pojawiały się jak grzyby po deszczu.
Idąc do kina nastawiłam się, że pewnie scen dla dorosłych jest tyle co kot napłakał, na ponad 2 godziny może z 5 minut, a film to przereklamowany niewypał.
Ale okazało się, że film jest niczego sobie, aktorzy choć na trailerze tak sobie mi wyglądali, to w filmie do mnie przemawiali.
Bardzo wiernie oddane postacie, wnętrza, wiele scen i dialogów zgodnie z książką, aż byłam mile zaskoczona.
Niestety, żeby całość oddać, to przede wszystkim musiało by nie być cenzury amerykańskiej,a poza tym film by musiał trwać przynajmniej godzinę dłużej.
Ale film mi się podobał, napięcie, uczucia, świetna sceneria, muzyka, sporo śmiesznych momentów, może dlatego, że nie nastawiałam się na jakiś głęboki film.
Książka jest pisana dosyć prostym stylem i film jest w sumie w tym stylu utrzymany, choć niektórzy nie zostawiają na nim suchej nitki, to w sumie całkiem przyjemniej się go ogląda.
Książka jest fikcją i film również, ale nie trzeba się dopatrywać we wszystkim drugiego dna, a ludzie tak lubią się do czegoś przyczepić i niestety nie potrafią się zachować.
Na początku filmu przez 10 minut szeleszczenie plastikiem, chrupanie popcornu i otwieranie butelek, co mnie chyba nie przestanie razić, a na koniec młodzi ludzie komentują głupkowato, bo pierwszy raz w życiu zobaczył takie coś i się za przeproszeniem "jara" tym.
Mnie film się podobał, żałuję tylko, że mąż nie chciał ze mną pójść, ale poszłam sama i nie żałuję.
Jednak wiadomo, że każdemu się podoba co innego , wszystko jest kwestią gustu.
Zostawiam Was z fajną muzyką
czwartek, 12 lutego 2015
Tłusty czwartek
Dziś inny niż zawsze, bo rano się dowiedziałam o śmierci, osoby bliskiej, ale nie najbliższej, a jednak zapisującej się w moim życiu.
Choć kontakt był średni, ostatnio rzadki, to żal, że 54 letni człowiek odchodzi z tego świata...
Zabrałam się za robienie pączków, ale otworzyli mi okno i nie wyrosły, więc w końcu zrobiłam mini pączki waniliowe.
Jakby ktoś chciał to podaję przepis:
Składniki:
3 jajka
2 serki homo waniliowe
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 i 1/2 szkl. mąki
Jajka rozbijamy do miski, dodajemy mąkę, proszek do pieczenia i serki waniliowe
Wszystko mieszamy do połączenia się składników i łyżką kładziemy na gorący tłuszcz
Choć kontakt był średni, ostatnio rzadki, to żal, że 54 letni człowiek odchodzi z tego świata...
Zabrałam się za robienie pączków, ale otworzyli mi okno i nie wyrosły, więc w końcu zrobiłam mini pączki waniliowe.
Jakby ktoś chciał to podaję przepis:
Składniki:
3 jajka
2 serki homo waniliowe
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 i 1/2 szkl. mąki
Jajka rozbijamy do miski, dodajemy mąkę, proszek do pieczenia i serki waniliowe
Wszystko mieszamy do połączenia się składników i łyżką kładziemy na gorący tłuszcz
Jak się zarumienią przekręcamy na drugą stronę
Odsączamy na ręczniku papierowym i możemy posypać cukrem pudrem
Szybko się robi i zawsze wychodzą
sobota, 7 lutego 2015
Urodziny mojej Babci
Wczoraj były urodziny mojej Babci, postanowiłam jej zrobić niespodziankę i z rana wybraliśmy się do niej całą rodzinką.
Był to pierwszy piątek miesiąca, więc ustaliliśmy, że jak Babcia spyta przez domofon, to powiemy, że to szafarz, albo listonosz.
Wspólnie ze starszą córką zrobiłyśmy tort rafaello, choć im bardziej się starałyśmy, tym gorzej z biszkoptem nam wychodziło i musiałyśmy drugi raz robić.
Babcia była w szoku, a najbardziej jej się podobały numeryczne świeczki, oraz to, że taka niespodzianka wyszła.
Oj Aniołek, gdzie ja go sobie postawię? wiem, przy łóżku, żeby nade mną czuwał :)
ale fajny ten torcik, ale nie zepsuje się jak go popchnę?
Mój Tatko, a jedyny syn Babci :)
dzieciaki z Babcią
ja i dzieci z Babcią.
Babcia szczęśliwa, choć miała nadzieję, że dłużej posiedzimy, ale pośpiewaliśmy jej: 200 lat, porozmawialiśmy i musieliśmy się zbierać, bo ja miałam na 2gą do pracy.
Był to pierwszy piątek miesiąca, więc ustaliliśmy, że jak Babcia spyta przez domofon, to powiemy, że to szafarz, albo listonosz.
Wspólnie ze starszą córką zrobiłyśmy tort rafaello, choć im bardziej się starałyśmy, tym gorzej z biszkoptem nam wychodziło i musiałyśmy drugi raz robić.
Babcia była w szoku, a najbardziej jej się podobały numeryczne świeczki, oraz to, że taka niespodzianka wyszła.
Taki tort wyszedł, może za wysoki nie wyrósł, ale zrobiony z uczuciem
Babcia ogląda prezenty
Oj Aniołek, gdzie ja go sobie postawię? wiem, przy łóżku, żeby nade mną czuwał :)
ale fajny ten torcik, ale nie zepsuje się jak go popchnę?
Ale śmieszne te świeczki i co mam robić?
Mogę zdmuchnąć? to dmucham, a zapalisz jeszcze raz?
Mała sesja z Babcią, najpierw ja z Babcią
Mój Tatko, a jedyny syn Babci :)
Trzy pokolenia razem :)
Z Babcią i mężem
Starszyzna z Babcią
dzieciaki z Babcią
ja i dzieci z Babcią.
Babcia szczęśliwa, choć miała nadzieję, że dłużej posiedzimy, ale pośpiewaliśmy jej: 200 lat, porozmawialiśmy i musieliśmy się zbierać, bo ja miałam na 2gą do pracy.
środa, 4 lutego 2015
Spaghetti po studencku
Po raz pierwszy jadłam takie spagetti w dzieciństwie, zwane "oszukanym spaghetti" najczęściej, kiedy rodzice nie mieli zbyt dużo czasu na wymyślne dania, albo kiedy nie dostali dodatku mięsnego.
Ostatnio w ramach akcji :"smaki dzieciństwa" postanowiłam zrobić i spróbować.
Składniki:
1 makaron spaghetti
1/4 kostki masła( nie margaryny czy innych mieszanek z tłuszczami utwardzanymi)
3 łyżeczki ziół prowansalskich
1 łyżeczka czosnku
1 koncentrat pomidorowy
Makaron gotujemy wg przepisu, ale nie przelewamy zimną wodą.
Na gorący makaron wrzucamy masło i mieszamy, aż się rozpuści.
Dodajemy przyprawy, koncentrat i mieszamy, danie jest gotowe.
Chociaż bez mięska całkiem fajnie smakuje i moje dzieciaki były mile zaskoczone, że szybko można takie smaczne danie zrobić .
Ostatnio w ramach akcji :"smaki dzieciństwa" postanowiłam zrobić i spróbować.
Składniki:
1 makaron spaghetti
1/4 kostki masła( nie margaryny czy innych mieszanek z tłuszczami utwardzanymi)
3 łyżeczki ziół prowansalskich
1 łyżeczka czosnku
1 koncentrat pomidorowy
Makaron gotujemy wg przepisu, ale nie przelewamy zimną wodą.
Na gorący makaron wrzucamy masło i mieszamy, aż się rozpuści.
Dodajemy przyprawy, koncentrat i mieszamy, danie jest gotowe.
Chociaż bez mięska całkiem fajnie smakuje i moje dzieciaki były mile zaskoczone, że szybko można takie smaczne danie zrobić .
wtorek, 3 lutego 2015
Jaka matka taka córka
Nie będę pisała tym razem o charakterach moich córek, bo są bardzo podobne do mojego.
Zresztą jak to rybka, raz do rany ją przyłóż, a innym razem wychodzi z nas diablica.
Dzieci nas obserwują i chcą naśladować, więc moje dziecko też pisze bloga, robi fotki, piszę o czym chce.
A ostatnio postanowiłyśmy zrobić wspólną sesję.
Moja córcia wymyśliła nam stylizację, a z powodu zmiany pogody sesja wypadła w pomieszczeniu, ale najważniejsze jest to, że dobrze się przy tym bawiłyśmy.
strój Darii:
sweter Zara
spodnie F&F
buty: Clark
Strój Mai:
sweter Esmara
spodnie: F&F
buty: Deichmann
Zresztą jak to rybka, raz do rany ją przyłóż, a innym razem wychodzi z nas diablica.
Dzieci nas obserwują i chcą naśladować, więc moje dziecko też pisze bloga, robi fotki, piszę o czym chce.
A ostatnio postanowiłyśmy zrobić wspólną sesję.
Moja córcia wymyśliła nam stylizację, a z powodu zmiany pogody sesja wypadła w pomieszczeniu, ale najważniejsze jest to, że dobrze się przy tym bawiłyśmy.
Mamy nawet takie same bransoletki,zrobione przez córcię własnoręcznie
strój Darii:
sweter Zara
spodnie F&F
buty: Clark
Strój Mai:
sweter Esmara
spodnie: F&F
buty: Deichmann
poniedziałek, 2 lutego 2015
To nie fair
Pamiętam, jak sama jak mantrę powtarzałam to rodzicom przy różnych okazjach a wtedy słyszałam, że życie nie jest fair.
Chociaż jestem najmłodsza z rodzeństwa i może moje rodzeństwo uważa, że miałam super dzieciństwo, to ja tego tak nie widzę.
Od małego byłam zostawiana sama sobie i zapominano o mnie, nie wiem, z czego to wynikało?
Czy z tego, że rodzice byli zapracowani? czy tak zmęczeni?
Pierwsze wspomnienia to stanie przed bramką przedszkola, bo Mama czy Tata szli na autobus, który zawiezie ich do pracy, a ja czekałam, aż ktoś przyjdzie, otworzy bramę do przedszkola i mnie wpuści.
A potem czekanie na rodziców, kiedy przyjdą po mnie i znów zostawanie samej z Panią, która przestępowała z nogi na nogę, bo już było po 16ej i ona chciała iść do domu.
Wielokrotnie Pani mnie odprowadzała do domu, bo sama też chciała wrócić do swojego.
Owszem były też miłe chwile, kiedy z Mamą szłam za rękę, a ona mi śpiewała, kiedy przychodziła wcześniej bo gdzieś jechaliśmy.
Od małego jednak musiałam sobie radzić jakoś, bo wymagano ode mnie tego, że mam się o siebie zatroszczyć, bo brat(starszy) miał wypadek, coś sobie zrobił, był chory, miał operacje itd.
A ja miałam najpierw szkołe, potem obowiązki, a potem dopiero czas dla siebie.
Zaczęłam się buntować, bo wolałam dostać lanie, czy ochrzan, ale żeby mnie rodzice zauważyli.
Często wołałam: to nie fair!!! dlaczego mnie czegoś tam nie wolno, a bratu wolno?! dlaczego ja pomimo tego, że wykonam to co muszę nie jestem doceniana itd.
Teraz sama mam dzieci, kocham każde z nich nad życie i chciałabym każde z nich traktować po równo, spędzać z nimi tyle samo czasu.
Choć wiadomo, że syn lat 16 nie potrzebuje tyle uwagi, czy pomocy co 9 letnia córka.
Z każdym z nich staram się spędzać czas razem, robiąc coś wspólnie, ale też i z każdym z nim staram się spędzać czas osobno, bo tylko wtedy jestem w stanie dostrzec, jak skrajnie różni są od siebie.
A mimo to też słyszę: to nie fair, dlaczego ja mogę siedzieć na kompie 2 godziny, a ona też może siedzieć na kompie 2 godziny, przecież jest 2 lata ode mnie młodsza?!
A dlaczego on coś tam może, czego mnie nie wolno.
Słyszę też zdanie,które mnie rani, ale chyba każda Mama je czasem usłyszy: że ją/ jego bardziej kochasz, bo to Twój kochany synek/Twoja kochana córeczka.
Chociaż z najstarszym synem siedziałam najdłużej w domu i miał mnie, że tak powiem na wyłączność, bo do 5 roku życia siedział ze mną w domu, córka do 3ego roku życia,a najmłodszą zostawiałam w domu i szłam do pracy jak miała rok, to i tak od starszych dzieci słyszę, że przecież ją bardziej kocham.
Może poświęcam jej troszkę więcej czasu przez wspomnienia swojego dzieciństwa, kiedy wiecznie zostawałam ze wszystkim sama i czułam się nikomu nie potrzebna i gorsza.
Dlatego chcę, aby każde z nich wiedziało, że na mnie mogą zawsze liczyć, przyjść do mnie o każdej porze dnia i nocy i zostaną wysłuchani.
Choć nie jest lekko, kiedy wracam z pracy, zapakowana zakupami, marząca o napiciu się gorącej herbaty i posiedzeniu przed Tv. A od progu słyszę: Mamo, mogę ....? A dlaczego nie? Mamo, a on/ ona coś tam mi zrobiła? dasz 8 zł na teatrzyk? a ja mam za tydzień wycieczkę z klasą, Mamo Tata powiedział, że nie mogę iść na DMB, a dlaczego nie mogę, jak Angelika idzie? Mamo mogę?
- Chwila, moment! Może się rozbiorę.A co to jest DMB?
- Jak to Mamo, Ty nie wiesz, co to jest DMB?
-No co to jest? - pytam się już lekko wkurzona, bo jestem głodna, chcę coś zjeść i czasem mieć możliwość w spokoju zjeść.
- Dobra nie masz dla mnie czasu, czyli nie mogę iść?!
Wryyy...
Nikt nie mówił, że będzie lekko, nikt mi też nie kazał mieć trójki dzieci, ale gdybym mogła cofnąć czas to i tak chciałabym mieć troje dzieci, choć czasami doprowadzają mnie do szału.
Czasem mi się kłębią po głowie takie myśli, że przecież się staram, poświęcam swój czas( nie, nie poświęcam, nie jestem jakimś cierpiętnikiem i lubię z nimi czas spędzać) a mimo to odnoszę wrażenie, że popełniam te same błędy, co moi rodzice.
Jestem za tym, żeby dzieci były samodzielne, ale w dzisiejszych czasach to, że pozwalam dzieciom na samodzielność jest odbierane przez społeczeństwo dziwnie, jakbym była wyrodnym rodzicem.
W tej chwili wszędzie trzeba się tłumaczyć, bo dziecko musi być odprowadzane do szkoły, odbierane ze szkoły, wszędzie ma chodzić z rodzicem, a potem nagle się wszyscy budzą, że młodzież 16 letnia nie potrafi samodzielnie egzystować.
A jak ma się nauczyć, kiedy nic im nie wolno samym , tylko wszędzie musi być zgoda rodzica, lub rodzice wszędzie z dzieckiem mają chodzić.
Ale o tym może kiedyś indziej napiszę....
W końcu dowiedziałam się, że DMB to Dzień Myśli Braterskiej, jest wtedy organizowany rajd z nocowanką w szkole i po przedyskutowaniu tego z mężem stwierdziliśmy, że obie dziewczyny pójdą, bo obie chodzą na harcerstwo, ale żeby było fair to i Marek powinien pójść, choć on w ogóle na harcerstwo nie chodzi :) hihi
Chociaż jestem najmłodsza z rodzeństwa i może moje rodzeństwo uważa, że miałam super dzieciństwo, to ja tego tak nie widzę.
Od małego byłam zostawiana sama sobie i zapominano o mnie, nie wiem, z czego to wynikało?
Czy z tego, że rodzice byli zapracowani? czy tak zmęczeni?
Pierwsze wspomnienia to stanie przed bramką przedszkola, bo Mama czy Tata szli na autobus, który zawiezie ich do pracy, a ja czekałam, aż ktoś przyjdzie, otworzy bramę do przedszkola i mnie wpuści.
A potem czekanie na rodziców, kiedy przyjdą po mnie i znów zostawanie samej z Panią, która przestępowała z nogi na nogę, bo już było po 16ej i ona chciała iść do domu.
Wielokrotnie Pani mnie odprowadzała do domu, bo sama też chciała wrócić do swojego.
Owszem były też miłe chwile, kiedy z Mamą szłam za rękę, a ona mi śpiewała, kiedy przychodziła wcześniej bo gdzieś jechaliśmy.
Od małego jednak musiałam sobie radzić jakoś, bo wymagano ode mnie tego, że mam się o siebie zatroszczyć, bo brat(starszy) miał wypadek, coś sobie zrobił, był chory, miał operacje itd.
A ja miałam najpierw szkołe, potem obowiązki, a potem dopiero czas dla siebie.
Zaczęłam się buntować, bo wolałam dostać lanie, czy ochrzan, ale żeby mnie rodzice zauważyli.
Często wołałam: to nie fair!!! dlaczego mnie czegoś tam nie wolno, a bratu wolno?! dlaczego ja pomimo tego, że wykonam to co muszę nie jestem doceniana itd.
Teraz sama mam dzieci, kocham każde z nich nad życie i chciałabym każde z nich traktować po równo, spędzać z nimi tyle samo czasu.
Choć wiadomo, że syn lat 16 nie potrzebuje tyle uwagi, czy pomocy co 9 letnia córka.
Z każdym z nich staram się spędzać czas razem, robiąc coś wspólnie, ale też i z każdym z nim staram się spędzać czas osobno, bo tylko wtedy jestem w stanie dostrzec, jak skrajnie różni są od siebie.
A mimo to też słyszę: to nie fair, dlaczego ja mogę siedzieć na kompie 2 godziny, a ona też może siedzieć na kompie 2 godziny, przecież jest 2 lata ode mnie młodsza?!
A dlaczego on coś tam może, czego mnie nie wolno.
Słyszę też zdanie,które mnie rani, ale chyba każda Mama je czasem usłyszy: że ją/ jego bardziej kochasz, bo to Twój kochany synek/Twoja kochana córeczka.
Chociaż z najstarszym synem siedziałam najdłużej w domu i miał mnie, że tak powiem na wyłączność, bo do 5 roku życia siedział ze mną w domu, córka do 3ego roku życia,a najmłodszą zostawiałam w domu i szłam do pracy jak miała rok, to i tak od starszych dzieci słyszę, że przecież ją bardziej kocham.
Może poświęcam jej troszkę więcej czasu przez wspomnienia swojego dzieciństwa, kiedy wiecznie zostawałam ze wszystkim sama i czułam się nikomu nie potrzebna i gorsza.
Dlatego chcę, aby każde z nich wiedziało, że na mnie mogą zawsze liczyć, przyjść do mnie o każdej porze dnia i nocy i zostaną wysłuchani.
Choć nie jest lekko, kiedy wracam z pracy, zapakowana zakupami, marząca o napiciu się gorącej herbaty i posiedzeniu przed Tv. A od progu słyszę: Mamo, mogę ....? A dlaczego nie? Mamo, a on/ ona coś tam mi zrobiła? dasz 8 zł na teatrzyk? a ja mam za tydzień wycieczkę z klasą, Mamo Tata powiedział, że nie mogę iść na DMB, a dlaczego nie mogę, jak Angelika idzie? Mamo mogę?
- Chwila, moment! Może się rozbiorę.A co to jest DMB?
- Jak to Mamo, Ty nie wiesz, co to jest DMB?
-No co to jest? - pytam się już lekko wkurzona, bo jestem głodna, chcę coś zjeść i czasem mieć możliwość w spokoju zjeść.
- Dobra nie masz dla mnie czasu, czyli nie mogę iść?!
Wryyy...
Nikt nie mówił, że będzie lekko, nikt mi też nie kazał mieć trójki dzieci, ale gdybym mogła cofnąć czas to i tak chciałabym mieć troje dzieci, choć czasami doprowadzają mnie do szału.
Czasem mi się kłębią po głowie takie myśli, że przecież się staram, poświęcam swój czas( nie, nie poświęcam, nie jestem jakimś cierpiętnikiem i lubię z nimi czas spędzać) a mimo to odnoszę wrażenie, że popełniam te same błędy, co moi rodzice.
Jestem za tym, żeby dzieci były samodzielne, ale w dzisiejszych czasach to, że pozwalam dzieciom na samodzielność jest odbierane przez społeczeństwo dziwnie, jakbym była wyrodnym rodzicem.
W tej chwili wszędzie trzeba się tłumaczyć, bo dziecko musi być odprowadzane do szkoły, odbierane ze szkoły, wszędzie ma chodzić z rodzicem, a potem nagle się wszyscy budzą, że młodzież 16 letnia nie potrafi samodzielnie egzystować.
A jak ma się nauczyć, kiedy nic im nie wolno samym , tylko wszędzie musi być zgoda rodzica, lub rodzice wszędzie z dzieckiem mają chodzić.
Ale o tym może kiedyś indziej napiszę....
W końcu dowiedziałam się, że DMB to Dzień Myśli Braterskiej, jest wtedy organizowany rajd z nocowanką w szkole i po przedyskutowaniu tego z mężem stwierdziliśmy, że obie dziewczyny pójdą, bo obie chodzą na harcerstwo, ale żeby było fair to i Marek powinien pójść, choć on w ogóle na harcerstwo nie chodzi :) hihi
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































