Łączna liczba wyświetleń

sobota, 21 maja 2016

Zaległy urlop- udało się zobaczyć Kazimierz

Choć od urlopu minął już prawie tydzień czasu dopiero zebrałam się, aby Wam napisać o mojej wycieczce do Kazimierza.
Niby mam blisko, bo 14 km, to ścieżką rowerową wychodzi ponad 17km, niby jedzie się szybko, bo nie trzeba się stresować samochodami, ale jest pewien haczyk.
 Po pierwsze w pewnym momencie ścieżka się kończy i są  dwa wyjścia: albo wspinać się z rowerem po wale i przechodzić przez jakieś durne kładki, albo wyjść do głównej ulicy i ok 3km jechać, albo iść poboczem( ruch spory) ja wybieram przejście.
Dużym minusem tej ścieżki jest to, że nie ma żadnego drzewa, krzewów, ani cienia, ani ławeczki na zatoczce, czy śmietnika, ale może jak skończą tą ścieżkę , to coś powstanie takiego.
Ciężko mi było podjeżdzać pod górkę, a co rusz są takie podjazdy, bo muszę w końcu naprawić mój rower, więc musiałam schodzić i wprowadzać go pod górkę.
Tak właśnie wygląda ścieżka
Przerwa na piciu, w oddali widać Wisełkę
Statki przy Kazimierskim brzegu



 Ja z rowerkiem pod pomnikiem Króla Kazimierza
Dawny Amfibar, jedyna restauracja w Kaziku, gdzie za 6zł miałeś pół metrową zapiekankę, ogólnie miła obsługa i tanio, a teraz niszczeje :(


Cały Kazimierz to pięknie zdobione kamieniczki, stylowe domki i wspaniałe rozwiązania architektoniczne

Idąc w stronę Wąwozu korzeniowego zobaczyłam, że na Górze trzech Krzyży jest aż gęsto od ludzi

 Idę i idę do Wąwozu, a droga ciągle pod górę jest

Niesamowita kawiarnia Wąwóz Stara Chata, nie byłam w środku, ale z zewnątrz robi niesamowite wrażenie

Wreszcie dotarłam









Polecam się tam wybrać, chłodno, przyjemnie, choć kawałek od rynku trzeba odejść, ale naprawdę warto
Z powrotem na rynku , w oddali Państwo Młodzi robili sobie sesję zdjęciową, a na pierwszym planie Państwo okazujący sobie dużo uczucia, szacunku, aż miło było na nich popatrzeć.
Taka refleksja mi się nasunęła, że te kilkanaście lat temu to oni byli może taką Parą Młodą po ślubie, dobrze, że po tylu latach nadal to uczucie w nich jest, że potrafią je sobie okazać.
Zrobiłam sobie przerwę na drugie śniadanie, zamówiłam gofra z owocami i polewą truskawkową

Podładowana energią postanowiłam wspiąć się na Górę Trzech Krzyży, pamiętam jak jako gówniara wspinałam się prawie na czworaka, przytrzymując się krzaków, a zjeżdzało się na przysłowiowych 4 literach, potem ułożono na najbardziej stromym odcinku kamienie, a teraz nawet powstały schody.
Jest też drugie podejście, mniej strome, aby można było podejść z dzieckiem




Po drodze zrobiłam fotkę ruin zamku, które przez kilka lat były w remoncie i miałam zamiar je obejrzeć, ale sił mi zabrakło.

 A jak już się Wam uda wspiąć na Górę, to w budce siedzi miły Pan i pobiera opłatę za widoki 2zł!
Widok na rynek i Wisełkę




Usiadłam na ławce i musiałam odpocząć, bo sił mi troszkę brakło


Miałam zajść do Kościoła Farnego, ale było sporo wycieczek, a ja nie lubię tłumów, więc odpuściłam, tym bardziej, że pogoda zaczęła się kiepścić , a przede mną było kilka kilometrów do przejechania.
Miałam dużo czasu na wyluzowanie się, przemyślenia, odpoczynek od codziennych obowiązków, tego mi było trzeba
Może następnym razem będę miała więcej siły, aby zobaczyć wszystko, co zaplanuję.
To był kolejny udany i miły dzień :)




czwartek, 19 maja 2016

Zaległy urlop- park i nie tylko

Myślałam, że w trakcie urlopu uda mi się nadrobić zaległości w kilku sprawach, m.in w czytaniu książek, pisaniu bloga,  że o prasowaniu nie wspomnę.
Jednak jak przyszło co do czego, postanowiłam skupić się na sobie, wyspać, odpocząć tak jak lubię podziwiając przyrodę.
Tym bardziej, że ostatnio walczę z " osłabieniem organizmu" biorę leki, aby było lepiej, ale potrzeba mi też snu, wytchnienia, spokoju.
Pierwszy dzień urlopu był ciepły, choć nie upalny, dlatego wybrałam się rowerem do parku.
 Choć z pewną dozą nieufności podchodzę do wszelkich owadów i z dzieciństwa mam pewien "uraz" to bardzo lubię obserwować pszczółki, motyle

Można powiedzieć, że mam też swoistą manię Dyzio-marzyciela, lubię przyglądać się chmurom, zastanawiając się, do czego są podobne, jak szybko zmieniają kształty, mknąc po niebie

Nie mogło zabraknąć i selfie


A tutaj jak Chopin po koncercie, nazwijmy to artystyczny nieład hihi

Postanowiłam nakarmić kaczki czerstwym pieczywem, a dopiero potem doczytałam, że ptaków nie powinno się dokarmiać pieczywem, gdyż kwaśnieje im w żołądku :(
Obiecuję, że następnym razem specjalnie kupię ziarno dla ptaków, aby im sypnąć od serca
A tutaj króciutko filmik :)

Zdjęcia z perspektywy trampka :)
Usiadłam sobie w trawie nad Łachą( odnoga Wisły w dolnym parku) i tak siedziałam, podziwiałam chmury, szum drzew, śpiew ptaków, kaczki i mewy/rybitwy i słońce.
Tego mi było trzeba, ani się obejrzałam, a minęło 2 godziny, a mogłabym tak siedzieć cały dzień, ale trzeba było iść dalej.

tzw. Angielskie schody :)


Pałac Czartoryskich od innej strony

Świątynia Sybilli
Posiedziałam sobie na ławce, troszkę się poopalałam, wysłuchałam śpiewu ptaków i rechotu żab, wrzucam krótki filmik, abyście też mogli posłuchać



Na koniec przeszłam do osady pałacowej, gdzie jest przepiękna fontanna i pawie :)
Wszystko co piękne szybko się kończy, zrobiło się późno i czas był na to, aby wrócić do domu i zająć się obowiązkami.
Drugiego dnia urlopu umówiłam się z moją przyjaciółką Basią, z którą umawiałyśmy się na pogaduszki jakiś rok, albo lepiej, bo ciągle czasu brak.
W końcu się spotkałyśmy, pochodziłyśmy nad Wisłą, spedziłyśmy miły czas na Marinie, pospacerowałyśmy po mieście i wylądowałyśmy na mrożonej kawie w centrum miasta

Polecam, bo bardzo pyszna i wliczona w mój limit kaloryczny hihi:)
Ani się obejrzałyśmy a z 11tej o której się spotkałyśmy zrobiła się 15ta i każda z nas musiała wrócić do swoich obowiązków, ale to był kolejny udany i miły dzień :)

niedziela, 8 maja 2016

Rocznicowa Komunia Darii

Ależ mi szybko minął ten rok, ani się obejrzałam, a już przyszedł czas  Komunii Rocznicowej.
Daria miała powiedzieć kilka słów, nauczyła się nawet nie wiem kiedy, ale wiadomo, że stres robi swoje i musiała sobie kilka razy powtórzyć.
Zrobiłam jej fryzurkę, choć miała krótsze włosy niż rok temu, ale dłuższe niż ostatniego dnia Białego Tygodnia.
Uroczystość była piękna, dzieci się rozśpiewały, aż miło było popatrzeć, były momenty wzruszeń, zamyślenia.






W domu czekał na Darię uroczysty obiad i niespodziankowy tort truskawkowy :)
To był bardzo miły i rodzinny dzień :)

poniedziałek, 2 maja 2016

Majówka

Każdemu się kojarzy z odpoczynkiem, spotkaniami rodzinnymi, grilem,  ogniskiem.
Owszem lubię w każdy wolny dzień znaleźć czas dla siebie, odpocząć, nacieszyć się pogodą, " podładować baterię"
Ale staram się nie zapomnieć o tym, co w życiu jest ważne, wartości jakie sami wynieśliśmy z domu rodzinnego i które chcę przekazać moim dzieciom.
Sama jako dziecko uczestniczyłam w pochodach 1szo majowych z klasą, a klasa z całą szkołą, przebieraliśmy się wtedy  i szliśmy przez całe miasto.
    Święto pracy wpowadziła w 1889 roku II Międzynarodówka upamiętniając w ten sposób wydarzenia, które miały miejsce na początku maja w Stanach Zjednoczonych.
W Chicago doszło do strajku będącego częścią ogólnokrajowej kampanii na rzecz wprowadzenia 8 godzinnego dnia pracy.
W Polsce Święto Pracy jest świętem państwowym od 1950 roku.

Natomiast 2 maja obchodzimy od 2004 roku Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej

3 maja obchodzimy rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja przez sejm czteroletni, myślę, że nie muszę więcej pisać, jak ktoś chce, to znajdzie dokładnie informację.
Zawsze lubiłam historię i chciałam, aby moje dzieci orientowały się, co świętujemy, dlaczego jest dzień wolny od pracy/szkoły.
O ile to możliwe staram się też uczestniczyć w uroczystościach lub atrakcjach, jakie są organizowane z tej okazji przez moje miasto.

To tyle tytułem wprowadzenia, a teraz kilka zdjęć, korzystając z pogody wyszłam z rodzinką na spacer i obok pewnej szkoły znaleźliśmy piękny przykład, jak pomysłowa młodzież może uczcić te wyjątkowe majowe dni.





























czwartek, 28 kwietnia 2016

Na oceanie nie ma ciszy

Wreszcie udało mi się upolować tą wspaniałą książkę, opowiadającą o życiu i pasji Pana Aleksandra Doby.
Mogłam zrozumieć, czym się kieruje w życiu,  co jest dla niego ważne.
Wyznaje podobną do mnie dewizę, że nigdy nie jest za późno na realizację swoich marzeń i planów, liczą się tylko chęci i jeżeli się czegoś bardzo pragnie, to zawsze znajdzie się sposób na realizację.
Niesamowity był opis jego podróży , tego, jak sobie radził w skrajnych warunkach.
Pan Aleksander choć niedługo skończy 70 lat, właśnie szykuje się do kolejnej wyprawy kajakiem, będę mu kibicowała i trzymała kciuki.
A tutaj jeden z fragmentów ksiązki, który mi się bardzo podobał.