W tym roku spędziliśmy Sylwestra w swoim własnym gronie, było spokojnie, ale wesoło :)
Wspólnie przygotowywaliśmy potrawy, pośpiewaliśmy, potańczyliśmy, obejrzeliśmy fajerwerki.
Dziewczyny mnie namówiły :)
Życzę Wam przede wszystkim: zdrowia, miłości, spełnienia marzeń, rodzinnych spotkań.
I taka refleksja podsumowująca
Nauczyłam się, że cokolwiek by się nie działo, jak źle by się wydawało, że jest, życie idzie do przodu i jutro naprawdę będzie lepiej.
Nauczyłam się, że bardzo wiele możesz powiedzieć o człowieku poprzez sposób, w jaki radzi sobie w trzech sytuacjach:
gdy pada deszcz, gdy zgubi mu się bagaż i gdy lampki choinkowe są totalnie poplątane.
Nauczyłam się, że bez względu na to, jaką masz relację ze swoimi rodzicami, będziesz za nimi tęsknić, gdy znikną z Twojego życia.
Nauczyłam się, że zarabiać na życie to nie to samo, co żyć.
Nauczyłam się, że życie czasem daje drugą szansę.
Nauczyłam się, że jeśli podejmuję decyzję z otwartym sercem, to zazwyczaj są one trafne.
Nauczyłam się, że nawet jeśli coś mnie boli, to ten ból nie jest mną.
Nauczyłam się, że każdego dnia powinieneś kogoś dotknąć. Ludziom potrzebny jest ciepły uścisk, czy choćby przyjacielskie poklepanie po plecach.
Nauczyłam się, że wciąż jeszcze muszę się wiele nauczyć.
Nauczyłam się, że ludzi zapomną co powiedziałeś, co zrobiłeś, ale nigdy nie zapomną, jak się przy Tobie czuli
W tym roku przygotowania do Świąt wyglądały inaczej niż zawsze, po pobycie w szpitalu znowu kiepsko się poczułam i choć miałam 3 wolne dni zamiast sprzątać, czy poczynić inne przygotowania do Świąt 2 dni przeleżałam w domu, aby mi się nie pogłębiło, bo nie chciałam znów do szpitala wracać.
W pracy koleżanki mnie wyręczały, jak coś trzeba było dźwigać, ale i tak jeszcze do siebie nie doszłam i po powrocie do domu padałam w locie do poduszki ze zmęczenia.
Choć nie lubię prosić, to musiałam w tym roku się przełamać i poprosić o zrobienie za mnie zakupów, ogarnięcie domu itd.
Troszkę też odpuściłam, nie musiało być wszystko wybłyszczone, wyszorowane.
Przecież i tak człowiek co dzień pierze, sprząta, gotuje.
Udało mi się przez cały adwent 3 razy być na Roratach, choć uwielbiam te Msze roratnie, było to dla mnie za bardzo obciążające na co dzień.
Tutaj nawet troszkę śniegu sypało jak wracałam z rorat:)
Przez te moje problemy zdrowotne nauczyłam się doceniać każdy dzień, ogólnie zawsze cieszyłam się z małych rzeczy, ale teraz dodatkowo to doceniam.
Każdy dzień, dobre chwile, pomoc bliskich i obcych osób.
Choć nie lubię czuć się bez sił i zależna od innych, wiem, że wszystko to ma sens.
Może dziś go nie dostrzegam, ale kiedyś się dowiem, jaki był sens.
Przewartościowałam sobie wiele, nawet jak były momenty zgrzytów, jak to w rodzinie przed Świętami, starałam się brać poprawkę na to, że to taka tradycja.
Moje Kochane Córeczki zrobiły pierniczki i pięknie ozdobiły :)
Dzieci wspólnie z Jackiem posprzątały w mieszkaniu i ozdoby powiesili.
Choć J stwierdził, że On nie przyniesie ozdób dopóki nie będzie perfekcyjnie sprzątnięte.
Wtedy mu powiedziałam, że nie mam siły i nie wiem, czy to się zmieni, a czy ja się będę gorzej czy lepiej będę czuła święta i tak się odbędą.
Więc przyniósł i wspólnie z dziećmi ozdabiali dom.
Miły Pan w pracy przyniósł mi gałązki jodły kaukaskiej, które użyłam do zrobienia stroika
wspólnymi siłami ubraliśmy choinkę
Daria uwielbia ozdabiać i upiększać
Wśród wielu pięknych kartek z życzeniami na Święta dostałam tą.
Niesamowita w swej prostocie, niby teraźniejsze czasy, a problem jakby ten sam co 2000 lat temu.
nadal szukają miejsca.
Maryja z Józefem szukają miejsca, aby Jezus mógł się narodzić, bo często jest tak, że zapominamy o tym, co jest naprawdę ważne w tych Świętach.
Nie o prezenty, magię czy zakupy tutaj chodzi, chodzi o to, abyśmy przygotowali Jezusowi miejsce w naszym sercu, aby mógł się w nim narodzić i wywrócić nasze życie do góry nogami, po swojemu.
Czy jesteśmy gotowi, czy potrafimy całkowicie zaufać? Powiedzieć swoje " fiat"?
Do tego obrazu z kartki najbardziej pasuje ten utwór
W Wigilię dzieci uwielbiają się przebierać i cieszyć się
Piernik staropolski zrobiłam i ozdobiłam sama, ale większość rzeczy robiliśmy wspólnie, albo rodzinka mnie wyręczała.
Wigilię czas zacząć, czytanie Pisma Świętego i dzielenie się opłatkiem, a potem ulubiony barszczyk z uszkami zrobiony przez Jacka :)
Angelika podzieliła się ze świnkami opłatkiem, Roksana zjadła 2 kawałki tak jej smakowało, ale nie przemówiła ludzkim głosem :)
Typowe Wigilijne danie :)
Tagiatelle ze szpinakiem, mozarellą i pomidorkami kontajlowymi
to co lubię najbardziej, czyli rozpakowywanie prezentów
Solniczka i pieprzniczka świąteczna( jak ja lubie takie pierdółki)
i kolejny anioł do kolekcji
bransoletka prezent
Dostałam też komin-szal, który musiałam wypróbować na różne sposoby
a taki widok miałam leżąc pod choinką :)
Ja nie wejdę pod choinkę?
Jak to nie wejdę, jak wejdę.
Spokojnie nam minęła Wigilia, z rana byłam w kościele, potem w pracy, następnie rodzinnie przygotowaliśmy wspólną wieczerzę.
Posiedzieliśmy, pograliśmy w planszówki, niespiesznie, powoli, nacieszyliśmy się sobą.
Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam Mikołajki, z roku na rok mi nie mija.
Ten moment zaskoczenia, niespodzianki :)
W tym roku z samego rana poszłam z Darią na Roraty, a tam prawdziwy Święty Mikołaj :)
I rozdawał prezenty dzieciom, miły akcent na początku dnia.
A w domu znalazłam piękną książkę Reginy Brett
Bóg nigdy nie mruga, ta autorka pisze swoje spostrzeżenia na tematy bardzo nam bliskie, ma trafne spostrzeżenia i przystępny styl pisania.
Mam już jej kalendarz na kilka lat :)
A w pracy też czekały na mnie niespodzianki, które przyniosłam do domu- moje ulubione słodkości.
Ale najlepszy prezent to spędzony z moją rodzinką czas.
Nie wiem, jak Wam, ale mi czas w tym roku wyjątkowo przyspieszył, choć jest też rokiem uczącym mnie cierpliwości, bo ciągle muszę na coś czekać.
Ale o tym, kiedy indziej, bo dziś zaczyna się czas oczekiwania na Boże Narodzenie, czas niezwykły, miłości, cudów i darów.
Choć byłam jeszcze lekko obolała i słaba dotarłam do kościoła, aby w pełni uczestniczyć w Mszy, nawet nie wiedziałam, że tak mi może brakować tego.
Dzięki Grzegorzowi i jego pomysłom, dzięki którym powstał słoik adwentowy mam zajęcie na każdy dzień, jest to sentencja, modlitwa, albo zadanie.
W domu za to świętowaliśmy 19 urodziny mojego syna Marka, wróciły wspomnienia, jak go urodziłam, pierwszy raz trzymałam na rękach.
Ta miłość, której nie da się opisać, ale która towarzyszy rodzicom od pierwszego dnia.
Jestem dumna z mojego syna, że tyle w życiu osiągnął, że realizuje swoje marzenia, że jest takim mądrym dorosłym facetem, że mogę na niego liczyć, z tego, że zdał prawko za pierwszym razem i może mnie podwieźć, jeżeli jest taka potrzeba.
Jest niesamowitym młodym człowiekiem, którego warto posłuchać i od którego wiele się można nauczyć.
Wspólnie z Angelą zrobiłyśmy mu tort:)
I jeszcze raz życzę Ci synku abyś nigdy nie ustawał w dążeniu do swych marzeń, aby każdy Twój dzień wypełniony był szczęściem i miłością, bo to w życiu najważniejsze.
Nie trać swej radości i ciekawości świata i pamiętaj nigdy na nic nie jest za późno, a ludźmi się nie przejmuj, zawsze będą gadać.
Czerp z życia pełnymi garściami, sto lat !!!