Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 5 października 2015

Polski film "Chemia"

Podkreślam już w tytule, że to Polski film, ponieważ ostatnio polskie filmy kojarzą nam się z niezbyt udanymi filmami o pięknych tytułach, człowiek idzie do kina i rozczarowanie, albo kiepską fabułą, albo beznadziejnymi tekstami.
Niektóre filmy są tak puste, że zdarzyło mi się wychodzić w trakcie filmu.
       Jednak są takie "perełki" polskiego kina jak: Bogowie, Nad życie i do takich niesamowitych polskich filmów niewątpliwie należy film " Chemia"
Reżyseria: Bartosz Prokopowicz
Scenariusz; Katarzyna Sarnowska
Fabuła nakręcona na bazie pomysłu zmarłej na raka Magdaleny Prokopowicz, założycielki fundacji "Rak'n'roll", wyreżyserowana przez jej męża.
Choć człowiek decydując się na pójście do kina na tego typu film, wie, że temat jest trudny, że rokowania są jakie są.
Jedni odsuwają temat choroby udając, że jej nie ma, inni próbują normalnie żyć zdając sobie sprawę z trudności, jaką sprawia czasem każdy dzień.
W filmie jest opisana historia dwojga ludzi z ich uczuciami, czasem skrajnymi,bardzo dużo emocji, do tego przepiękna muzyka i niesamowite zdjęcia.
Choć może czasem nie zgadzałam się z wyborami, jakich dokonali główni bohaterowie, ale to ich życie i nie mnie och oceniać.
Film warty obejrzenia, choć ciężki, ale życie też nie jest lekkie.
Pozwolę sobie wrzucić piosenkę, która mi się najbardziej podobała


czwartek, 1 października 2015

Liebster Blog Award- Pytania do blogerów

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Adriannę http://adrianaemfashion.blogspot.com za co dziękuję, choć odkąd piszę bloga, nie tego, ten jest moim kolejnym blogiem, ale odkąd bloguję  to już kolejna tego typu zabawa mająca na celu promocję blogów.Zadanie 11 pytań wytypowanym przez nas blogerom i przez to poznanie ich lepiej.
Pamiętajcie, że nie można wysyłać nominacji osobie, która nas zaprosiła.
Do dzieła.


1. Jakiej rzeczy nie może zabraknąć w Twojej torebce?
Odp. Pierwsza odpowiedź powinna być najlepsza i praktyczna kluczy do domu, ale tak naprawdę to nie może zabraknąć mi chusteczek do nosa, albo kartki z planem.

2.Jakie jest Twoje największe marzenie?
Hmmm, jest ich kilka, no dobra coś około 1000, a co sobie będę żałowała.
Ale takie serio marzenie mega to pojechać do New Yersey albo po prostu na koncert Jona B.
A takie bardziej realne mieć domek z ogródkiem, w ktorym bym miała mnóstwo frezjii.

3.Gdybyś nie blogowała to co innego byłoby Twoją pasją?
Ciężko by mi było nie blogować, ale mam wiele zainteresowań, więc na nudę bym nie narzekała, pisanie do szuflady, pisanie listów, robienie na drutach i takie tam.

4. Ulubione perfumy i dlaczego?
Nie używam perfum jako takich, bo są dla mnie za mocne, wolę kulki lub dezodoranty z reguły sportowe.

5. Jakiego projektanta mody najbardziej cenisz i za co?
Szczerze to nie znam za wielu, najbardziej cenię Davida Wolińskiego, za takie typowo kobiece kreacje .

6.Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
Bez wody, ale przede wszystkim bez moich bliskich:, Boga, dzieci, męża, przyjaciół to życie by było puste i traciło sens

7.Wymarzone wakacje- gdzie i dlaczego?
Trondelag Dolina Lodu, a dlaczego? bo oczami wyobraźni tam najczęściej się widzę

8.W którym światowym Fashion Week chciałabyś wziąć udział?
Szczerze w żadnym, nie kręci mnie to za bardzo.

9 Jaka jest Twoja recepta na udany wpis blogowy i co według Ciebie przykuwa największą uwagę  czytelników?
Przedstawić coś o czym każdy mówi z przymrużeniem oka, poczuciem humoru.
Napisać o kontrowersyjnym temacie w żartobliwy sposób, albo o tym, co jest na topie.
Kiedyś bardziej przywiązywałam wagę, żeby pisać pod ludzi, jak chciałam, żeby dany post był bardziej popularny.
Teraz piszę jak mi w duszy gra i co mi ślina na język przyniesie.

10. Jaki kolor dominuje w Twojej szafie?
Najprościej by było napisać tęcza, bo jest to wielobarwny zestaw, choć najwięcej mam różu, amarantu i czerwieni, ale i morskie akcenty się zdażają, zieleń, żółty, niebieski.

11,Gdybyś mogła przejść całkowitą profesjonalną  stylizacyjną metamorfozę to skorzystałabyś z niej? I co byś zmieniła?
Nikt z nas nie jest doskonały, więc każdy ma coś nad czym trzeba popracować, ale jeżeli chodzi o stylizację.... to chyba nic bym nie zmieniała.
Akceptuję siebie jaką jestem i cenię sobie wygodę, w tym się czuję dobrze, a co inni pomyślą?
Przestało mnie to interesować, bo całego świata nie zadowolę, a jak komuś nie pasuje mój styl, to niech po prostu na mnie nie patrzy.

Myślę, że chodziło tutaj o szczere odpowiedzi,

Wielu z moich znajomych nie prowadzi już blogów, lub prowadzi blogi zamknięte, dlatego choćbym chciała to nie mogę Was tutaj napisać, ale Wy wiecie o kogo chodzi.
Do zabawy nominuję:
babooshka1963.blogspot.com
szafamajniaka.blogspot.com
frontdomowy.pl
zaciszekuchenne.blogspot.com
http://marta-umartusi.blogspot.com

No i pozostałe osoby nominowane, to te z zamkniętymi blogami

Moje pytania do nominowanych:
1. Kawa czy herbata?
2. Świt czy zmierzch?
3. Jaką porę roku najbardziej lubisz i dlaczego?
4. Gdybyś mogła cofnąć się w czasie i zmienić jedną rzecz w swoim życiu to co by to było?
Albo gdybyś w ogóle mogła się przenieść w czasie i zobaczyć jak żyli ludzie, to który rok byś wybrała?
5.Gdzie spędziłabyś wymarzonego Sylwestra?
6. Twój ulubiony kolor?
7.Znana osoba, którą podziwiasz i z którą chciałabyś się spotkać i zamienić kilka słów?
8. Co najczęściej odkładasz do jutra?
9. Co cenisz w ludziach?
10. Czym się zachwycasz?
11. Czy jest coś, nad czym byś chciała popracować?w sobie zmienić?

Życzę Wam udanej zabawy i czekam na Wasze odpowiedzi.
Liczę również, że ta inicjatywa przyczyni się do lepszego poznania się nawzajem,a być może wzajemnej obserwacji blogów? Pozdrawiam

poniedziałek, 28 września 2015

VI Warsztaty Gospel w Puławach-tym razem i ja wzięłam udział

W ubiegłym roku moja córka Angelika wzięła udział w Warsztatach, o Gospel słyszałam, kiedyś oglądałam fragmenty, głównie kojarzyły mi się z filmami z Woopi Goldberg.
Jak poszłam na koncert finałowy patrzyłam się jak urzeczona w tych ludzi pełnych energii, radości, którzy poprzez piękne pieśni mówili o Bogu, chwalili go.
Poruszali wszystkich, a przy tym człowiek aż chciał do nich dołączyć.
W głowie powoli kiełkowała myśl, że jak będą następne to może i ja bym poszła.
Więc kiedy córka powiedziała, że ruszyły zapisy choć z mieszanymi uczuciami wypełniłam zgłoszenie.
Co prawda weekend miałam mieć wolny w pracy, to w piątek miałam pracować do wieczora.
Jednak udało mi się zamienić i prosto po pracy pojechałam na miejsce spotkania.
Na początku były sprawy organizacyjne, troszkę ćwiczeń, dostaliśmy śpiewniki i zaczęliśmy się zapoznawać z pieśniami.
Poznałam Pastora Dave'a Daniel'a który jest tak pozytywnym człowiekiem,  że byłam niesamowicie zaskoczona.


Zdjęcia ze strony Warsztatów Gospel fot. Piotr Kędziora
Skromny, bardzo wesoły i rozsiewający wokół siebie pozytywną atmosferę. Przywitał nas słowami : Dzień dobry.
Powiedział nam , jak by chciał, abyśmy jeden utwór zaśpiewali, choć wydawał się bardzo łatwy i krótki tekst, to rozdzielony na głosy   i śpiewany w kanonie okazał się trudny, ale nie można się poddawać. Jak to mówią: trening czyni mistrza.
Pani Agnieszka "Baca" Górska Tomaszewska, wraz z Panią Anią i Anastazją pokazywały nam jak brzmią poszczególne głosy i miały dla nas dużo zrozumienia i cierpliwości.
Ani się obejrzałam, jak minął czas i trzeba było wracać do domu.
A w domu wiadomo, że będę robić nic, czyli pranie, sprzątanie, gotowanie itd.
W sobotę już o 9: 30 była próba, padał deszcz, więc wybrałyśmy się " z buta"
Pierwsza próba, kolejne utwory do nauczenia, jedne łatwiejsze, inne trudniejsze, jedne od razu wchodzące do głowy, inne trudniej.
Pastor zawsze miał dla nas dobre słowo, opowiadał nam o tym, co czuje, jak śpiewa dany utwór. Modlił się z nami, zwracał uwagę, że to nie tylko zaśpiewanie, nauczenie się linii melodycznej i słów, ale przede wszystkim powinniśmy to poczuć.
Jest to rodzaj modlitwy, śpiew przez modlitwę, coś innego, ale dobrego.
W trakcie przerwy obiadowej nie wracałyśmy do domu, bo dosłownie lało, ale zjadłyśmy na mieście.
Dużo ze sobą spędzałyśmy czasu i choć się troszkę spierałyśmy ,czasem miałyśmy inne zdanie, to doświadczenie zbliżyło nas do siebie.
Następnego dnia od rana próby, przyjechał gość specjalny, z którym musieliśmy troszkę poćwiczyć, dopracować pewne momenty, myślę, że każdy z nas zaczynał się denerwować czekającym nas koncertem finałowym wieczorem.
Wszedł Pastor i powiedział, że czytał rano Pismo Święte, w którym było powiedziane, że wszyscy mamy takie momenty, że jesteśmy słabi.
Jeżeli będziemy modlić się do Boga, zawierzymy Bogu to on da nam siłę do tego, co mamy zrobić.
Chciał nam przeczytać fragment Biblii, ale nie było tłumacza, Pastor miał swoją Holly Bible, a muzyk miał Polską wersję i tak szukali odpowiedniego fragmentu.
Uspokoiło mnie i podniosło na duchu Słowo Boże.
Do domu wróciłyśmy na obiad i przygotować się do koncertu, próba generalna, coraz większy stres i wreszcie nadszedł moment koncertu.
Pierwszy utwór był po Polsku, do końca nie wiedzieliśmy, czy wszystko dobrze zapamiętaliśmy, ale chyba całkiem nieźle sądząc po reakcji publiczności.








Pozwolę sobie wrzucić Wam filmiki, które nagrała moja rodzinka, a fotki zrobiła nam moja przyjaciółka Ania
W tym drugim filmiku 1 utwór to ten podzielony na głosy, śpiewany w zasadzie a capella
Po koncercie radość ogromna, ale i żal, że już się skończyło.


Z " Bacą"





I z Pastorem, radosny, jak zawsze, dla każdego miał dobre słowo, miło nas pożegnał i zapytał: czy za rok się spotkamy?
Postaramy się :)

środa, 23 września 2015

Pierwszy dzień astronomicznej jesieni

Z czym kojarzy mi się jesień?
Jesień przede wszystkim kojarzy mi się z paletą barw, zieleń lata jeszcze nie odpuszcza, ale pojawiają się też czerwienie, pomarańcze, brązy.
Jesień, to krótsze dnie, leniwe poranki, kiedy ciężej wstać... a za oknem mgła otulająca drzewa i rzekę swym płaszczem
To przepiękne zachody słońca, nagłe i szybkie, ale bardzo intensywne, a każdy z nich inny.
     Im jestem starsza, tym szybciej mi ucieka czas, pory roku tak szybko po sobie następują, a miesiące uciekają jak dni, dlatego staram się co dzień zachwycić czymś, znaleźć pozytywy, chwytać dzień, nie odkładać na jutro.
Choć sporo więcej obowiązków i po wakacyjnym rozleniwieniu ciężko wziąć się w garść i popracować nad systematycznością i organizacją.
Moim priorytetem jest rodzina, na drugim miejscu praca nad sobą, kolejno dom i dbanie o niego, a dalej dopiero moje pasje, staram się znaleźć złoty środek, czas, aby nikt nie czuł się zaniedbany, aby też mój organizm nie zbuntował się z nadmiaru zajęć.
Jak na razie średnio mi idzie, ale nie poddaję się.
     Kiedy dzieci były młodsze to szukaliśmy typowych oznak jesieni, szliśmy na spacer i zbieraliśmy liście na bukiety i kasztany, do zrobienia ludzików i żołędzie.
Uwielbiam chodzić po naszym parku w promieniach słonecznych, czuć pod stopami spadłe liście, ale jak na razie nie miałam okazji do takiej wyprawy, bo jak wracam do domu to już wieczór, a po nocy chodzenie po parku się mija z celem.
 Mam nadzieję, że jeszcze pogoda dopisze i czas się znajdzie i wybierzemy się na taki spacer.
Zamieszczam kilka zdjęć, które kojarzą mi się z jesienią

 Barwne wieczorne niebo
Wrzosy

 Kasztany
 Jesienna alejka
 Nad Wisłą wieczorową porą

 Zachód słońca










A na koniec śliwki i wszystko, co można z nich wyczarować, teraz jest na to najwyższy czas.
Tutaj robię nutellę ze śliwek, o której w następnym poście będzie.
Na koniec pozwolę sobie wrzucić filmik z 2013 roku o jesieni.
https://youtu.be/eKnVtwqIIvg

A Wam z czym się kojarzy jesień?

sobota, 19 września 2015

Złuszczająca maska do stop w postaci skarpetek- L'biotica

Jakiś czas temu sięgnęłam po nią pierwszy raz, zawsze po zimie mam problem ze stopami, bo mam twarde, ale jednocześnie suche pięty itd.
Więc jak tylko zrobiło się ciepło postanowiłam kupić tą maskę.
Porównałam maskę Silcatil i L,biotica skład ten sam, więc po co przepłacać i tak zakupiłam tą drugą za 11,99zł.

Skład:
Alcohol, Aqua, Propylene Glycol , Lactid Acid, Isopropyl Alcohol, Urea, Glycolic Acid , Betaine, Anthemis Nobilis Flower Extract, Citrus Medica Limonum Fruit Extract, Carica PapayaFruit Extract, Pyrus Malus Fruit Extract, Citrus Aurantium Dulcis Fruit Extract, Triclosan, Salicylic Acid, Menthol. Peg-60 Hydrogenated Castrol Oil, Disodium EDTA, Parfum

 Sposób użycia:
1. Umyć i osuszyć stopy
2. Opakowanie skarpetek przeciąć wzdłuż przerywanej linii. Włożyć stopy do środka, dla lepszego efektu warto założyć na wierzch bawełniane skarpety.
3. Skarpety zostawiamy na stopach 60-90 minut, w zależności od kondycji stóp.
Ja robiłam w trakcie upału i wytrzymałam jedynie 60 minut, bo za gorąco mi było.
4.Na koniec należy usunąć maskę i umyć pozostałość płynu ciepłą wodą.

Stopy od razu są gładziutkie, a przy okazji zmywanie paznokci gratis zrobione.
Złuszczanie zaczyna się po 3-4 dniach i nie należy używać przy tym tarek, pumeksu i innych tego typu akcesorii, bo możemy sobie pokaleczyć skórę, która jest bardzo wrażliwa.
Już następnego dnia po stosowaniu maski skóra jest tak delikatna, że nawet nasze ukochane mega wygodne buty mogą nas obetrzeć.
Proces złuszczania trwa do 14 dni nawet, no i nie radzę się wybierać wtedy na basen, nad morze itd, gdyż złuszczająca skóra po wyjściu z wody wisi płatami i nasze dna zostawiamy, jakbyśmy zaznaczali szlak( ja zrobiłam ten błąd, a potem siedziałam pół godziny na kocy i zdejmowałam skórę jak wąż( haha).
Jeżeli ktoś się nastawi na usunięcie wszelkich nagniotków( nawet tych od dawien dawna) czy zgrubiałych odcisków, to niestety muszę go rozczarować, takie grube zrogowacenia wymagają interwencji kosmetyczki.
Natomiast przy niewielkim problemie maska daję radę, złuszcza i wygładza stopy, a do tego cena przystępna, dlatego osobiście polecam.

czwartek, 17 września 2015

Szkoła się zaczęła- czyli 3 tydzień września

Choć większość  przed powrotem z wakacji do szkoły wzdryga się na samą myśl to z drugiej strony człowiek się nie może doczekać nowego roku szkolnego.
A może jakiś nauczyciel się zmieni? ciekawe, co się działo przez wakacje? jakiś remont, czy coś.
Jednak najważniejsi są ludzie, z którymi spędzaliśmy czas a nie widzieliśmy się przez okres wakacji.
Ciekawi, co u naszych znajomych gnamy do szkoły, stęsknieni za znajomymi, wspólnie spędzanym czasem, śmiechem, głupimi pomysłami, które po pewnym czasie możemy wspominać z rozrzewnieniem, a w dorosłym życiu będziemy mieli co opowiadać dzieciom.
Sama choć wiele lat temu skończyłam szkołę pamiętam te pierwsze dni, kiedy stało się na apelu na baczność, a najchętniej by się pogadało na korytarzu ze znajomymi.
     A u nas sporo zmian, Maro w 2 klasie, ale nikt nie wie  jakie książki ma mieć.
Część zostało mu z zeszłego roku, zwłaszcza te do przedmiotów zawodowych.
Za jedną chodziłam i chodziłam i nigdzie nie mogłam dostać, bo była nowa podstawa programowa, a on miał mieć starą.
Dopiero przez internet zamówiłam używaną, bo nie było innego wyjścia.
   Ogólnie zadowolony, choć uczyć się trzeba, a tu by się posiedziało jak w wakacje do północy pooglądało CSa.
    Angeli udało się odkupić książki od innego ucznia, ale.... no właśnie okazało się, że nauczyciel od angielskiego podane inne, chce, aby uczniowe kupili sobie inne książki.
Przecież to żaden kłopot.
Przemilczę to.
   Daria dostała książki w szkole, ale też 1 dnia nie, tylko stopniowo po kolei dostawali książki, do religii trzeba było dokupić.
   Początkowa euforia minęła, bo do sprawdzianów trzeba się uczyć, bo nauczyciele pytają itd.
Powrót do rzeczywistości.
Choć wakacje mieliśmy piękne słoneczne i gorące( czasem aż za bardzo) to już 2 września nastąpiła zmiana pogody.
Lubię deszcz, nie przeszkadza mi, ale spadek temperatury z 41 stopni na 11-12 to duży szok dla każdego organizmu.
Włączyła mi się jesienna chandra i przez 2 dni nic mi się nie chciało, ale co dzień obowiązków mnóstwo i jak nie zrobię systematycznie co dzień, to zaległości rosną i sterta do prasowania coraz wyższa i kurz nagle zaczyna osiadać wszędzie.
     Niby dzieci do szkoły poszły, powinnam mieć więcej czasu dla siebie, powinnam.
Ale co z tego, jak ja nie umiem odpoczywać, jak muszę wszystko robić już, teraz, od razu jak wpadnę na dany pomysł, a potem nie mam czasy, siły i padam ze zmęczenia.
Poza tym przed pracą staram się coś w domu ogarnąć i wiadomo, każdy ma swoje do zrobienia.
A po pracy staram się czas spędzać z dziećmi, dowiedzieć się, co było w szkole i ogólnie takie tam pogaduchy.
Obejrzeć wspólnie film, pograć w planszówki, albo w kosza,poćwiczyć.
Doba zdecydowanie dla mnie za krótka, dlatego też rzadziej na blogu się pojawiam.
Przykładowy mój plan dnia z założenia jest szalony, czasem jak komuś napiszę, lub powiem, to się łapie za głowię, kiedy ja znajduję czas.
A mnie się zdaje, że u mnie z organizacją krucho i choć chciałabym być perfekcyjna, nie jestem i choć sprzątam co dzień to nie widać itd.
Wróciłam znów do walki z kilogramami na 100%, nie to, że w wakacje sobie na wszystko pozwalałam, o nie.
Ale o tym innym razem, bo dziś ma być o szkole.
Dzieciaki niestety już zdążyły odchorować te chłodne dni, ale wracają szybko do zdrowia.
      Muszę Wam powiedzieć, że czas spędzony ze mną procentuje, bo czasem coś mimochodem napomknę, a potem się okazuje, że o tym na lekcji mówią i dzięki temu moje dzieciaki wiedzą o co chodzi i znają odpowiedź na pytanie. No wiadomo, że nie na każde, ale łatwiej im.
    Pewnego dnia wraca Daria ze szkoły i mówi od progu: Mamo wiesz co? dziś na wf miałam to ćwiczenie co razem robiłyśmy w wakacje. I mi pokazuje boczny plank:) miło mi się zrobiło, bo znała ćwiczenie i łatwiej jej było je wykonać.
Co dzień się w szkole więcej dzieje, nie zawsze jestem, żeby ich od razu wysłuchać, bo często mam na drugą zmianę i wracam wieczorem.
Nigdy nie byłam nachalna w pomaganiu dzieciom, ani nie wyręczałam ich, mogę ich odpytać, mogę pomóc, czy coś doradzić, a niektórzy odrabiają za dzieci pracę domową.
Wkurza mnie to, bo wiadomo, że rodzic lepiej zrobi niż dziecko, ale potem dzieci się czują źle, że dziecko które ma zrobione przez rodzica jest lepiej oceniane, niż to, które pracuje samo.
Poza tym potem rosną takie dzieci, które nie umieją same nic zrobić, bo były wyręczane.
Najczęściej to widać na sprawdzianach czy testach, gdzie trzeba samemu pomyśleć, bo Mama czy Tata nie podpowie.
Czasem Daria się na mnie gniewa, że nie chcę jej powiedzieć, ale wtedy jej tłumaczę, że to jej praca domowa, a nie moja i ona musi pomyśleć.
     Na razie problemów większych nie ma, poza tym, że szkoła to worek bez dna, składka na to i na tamto, a to trzeba to dokupić, a to jeszcze coś innego przynieść.
   

poniedziałek, 14 września 2015

Paprykarz

Kiedyś w dzieciństwie bardzo lubiłam go jeść, jakiś czas temu kupiłam, ale to nie było to, jakiś taki dziwny smak.
Więc kiedy moja przyjaciółka blogowa Tinka zamieściła przepis, postanowiłam i ja zrobić domowy paprykarz.
Za zgodą Tinki zamieszczam przepis
Składniki:
400 g makreli wędzonej
100g ugotowanego ryżu
3-4 łyżki koncentratu pomidorowego
1 średniej wielkości cebula
1 papryczka chili, albo piri piri, albo inna ostra
Papryka słodka i ostra
Sól
Pieprz

Ryż ugotować wg przepisu do miękkości,makrelę obrać z ości, ja jeszcze widelcem mieszałam, aby wyjąć wszystkie ości.
Cebulę obrać, pokroić w kostkę i zeszklić na oleju.
Ryż dodać do ryby, dodać koncentrat pomidorowy, cebulę, przyprawić do smaku i gotowe.



Chciałam zrobić jakieś ładniejsze zdjęcie na kanapce, ale za szybko został paprykarz zjedzony.
Mam zamiar jeszcze nie raz go zrobić, bo bardzo mi posmakował.