Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 września 2023

Kolejna bezsenna noc

 Kolejna noc,kiedy budzi mnie ból, patrzę na zegarek 3:30

Ok, napiję się wody, może jeszcze zasnę,ale kiedy się układam zatyka mi nos,a ja nie umiem oddychać paszczą.

Powoli zmieniam pozycję i znowu to samo, próbuje krople ... nic z tego,biorę wodę morską,niby częściowo się nos oczyszcza,ale jak się kładę,to znowu jest zatkany.

Tak się kręcę i kombinuję,aż wybija 4ta, więc stwierdzam, że nici ze spania.

Biorę euthyrox,bo wiadomo na czczo i posłucham sobie trochę Szustaka,próbuje się jeszcze położyć,ale od razu zatyka mi nos i prawą noga drętwieje...

Siedzę, słucham, myślę i tak mija mi czas do 5ej. Biorę dexilant na drugie na czczo i lecę na forum,bo przecież ciągle mi na nie czasu brak,bo nie mam weny itd.

Nadrabiam zaległości,w końcu robi się widno, wstaje dzień.

Schodzę do kuchni,robię kawę i herbatę i postanawiam zajrzeć na bloga,bo już dawno nic nie pisałam.

Mogłabym powiedzieć,bo nie miałam czasu, ale czy naprawdę?

Czytam ostatnio sporo książek, w tym tzw."poradniki" i powoli dociera do mnie, że czas płynie tak samo, doba nadal trwa 24 godziny.

Owszem mamy dużo więcej na głowie niż kilka lat temu,ale też mamy dużo więcej rozpraszaczy typu internet,czy różne platformy z filmami.

Często łapie się na tym, że zamiast napisać na blogu,to przeglądam śmieszne filmiki na tt czy yt.

Owszem trochę czasu zajmuję mi korespondencja z innymi mamami wcześniaków, zwłaszcza kiedy to są świeżo upieczone mamy,które chcą się wygadać, doradzić,które szukają pomocy i często są zostawione same sobie,jak ja w szpitalu.

Z perspektywy czasu mogę im pomóc, a jak nie osobiście to nakierować do fundacji, ośrodka, psychologa, skontaktować z rzecznikiem, znaleźć miejsce w poradni.

Już przez to przeszłam i od tamtej pory dużo się zmieniło, powstało wiele miejsc pomocy.

Jednak kluczowym w takich sytuacjach jest rozmowa, czasem późno w nocy, czasem samo wysłuchanie dla kogoś dużo znaczy.

Nie będę się wdawać w szczegóły, ale najbardziej utkwiła mi w pamięci niedawna rozmowa z Tatą malutkiego wcześniaka,który jest w domu,a żona w szpitalu,maluch na Oionie i on musi być dla nich silny!

Dziecko w stanie ciężkim,ale stabilnym,żona strzępek nerwów,rodzina go nie rozumie i ciągle słyszą od rodziny, że będzie dobrze.

Pamiętam jak mnie to wkurzało, bo ktoś jest wróżką,czy jasnowidzem?

Nawet lekarz nie wie,jak będzie. Owszem trzeba mieć nadzieję,ale takie będzie dobrze, kiedy wiesz, że nic nie jest dobrze dobija.

Tak mi gada o tym i o tamtym, oczywiście zaczyna siebie obwiniać, płacze.

Milczymy chwilę,a potem mówię to,czego mi ani mężowi nikt nie powiedział.

To niczyja wina,tak się dzieje, masz prawo być zły/zła, wkurzony, zrozpaczony/a bezradny/a .

Mówię do niego i żeby przekazał żonie i nie musisz być ciągle silny,bo prędzej czy później to się odbije na Twoim zdrowiu.

Owszem wspieraj żonę,ale jak nie dajesz rady to płacz, jeżeli lubisz to idź na siłownię,basen, spacer,zrób coś dla siebie,idź do psychologa,to żaden wstyd.

To tylko jeden przykład,ale tych rozmów jest dużo więcej i staram się wtedy być dla innych,bo wiem jak ważne jest takie wsparcie, rozmowa,czasem pomilczenie.

Ale do brzegu, po co Wam to piszę,bo wtedy znajduję czas,bo te rozmowy to dla mnie priorytet.

No i tak jest z naszym życiem, to co jest dla nas ważne,na to zawsze znajdziemy czas.

W tym roku np. bardzo dużo książek czytam, wiadomo, że sporo czasu na tym spędzam.

A narzekam, że nie mam czasu na pisanie bloga,czy szydełko.

Owszem trzeba czasem jak to ja mówię się " odchamić" i pooglądać głupoty w necie,ale żeby nie stało się to naszym głównym celem,bo wtedy to jest niepotrzebna strata czasu.

Czytając jedną z książek niby dla dzieci " Dziecko na cyfrowym odwyku" dotarło do mnie,że w mniejszym lub większym stopniu wszyscy jesteśmy od smartfonów uzależnieni.

Tam jest takie fajne ćwiczenie,żeby jeżeli masz coś zrobić na komputerze/ laptopie,lub pracujesz zdalnie,żeby zrobić sobie takie cykle 30-40 minutowe.

I zaobserwować,czy faktycznie zajmujemy się tym, co mieliśmy zrobić,czy w międzyczasie podglądaliśmy safari,nowe stroje na Halloween,czy inne.

Jakby nam nie poszło,to mamy zrobić po tych 30-40 minutach(najlepiej nastawić budzik,bo możemy przegapić) przerwę 5 minutową. Wstać, rozprostować kości, dać odpocząć oczom.

I działać z planem, że np podczas tego czasu ogarnę maila,czy napiszę 2 pisma, albo np w moim przypadku napiszę post na blogu.

I nie mówię tutaj, żeby wpaść ze skrajności w skrajność i wykonywać przez cały dzień tylko zadania,bo też musi być czas na odpoczynek i rozrywkę,tylko wypośrodkować.

Pracuję nad sobą i nad zmianą przyzwyczajeń.

Może nie zawsze wychodzi wszystko,jakbym sobie zaplanowała,ale przynajmniej coś zacznę i małymi krokami zmienię.

A jak Wy sobie radzicie?

Miłej soboty Kochani, zostawiam Wam poranną kawkę.





niedziela, 7 maja 2023

Pokrętne myślenie

 

Tak się ostatnio zastanawiam, czy tylko ja tak mam?

Czy większość kobiet ma problem z myśleniem o sobie, zwłaszcza, kiedy mamy sporo na głowie.

Łapię się na tym, że zamiast ograniczyć do minimum moje plany, to ja wymyślam, co jeszcze zrobię.

Zwłaszcza, kiedy mąż ma ranną zmianę i nie ma go praktycznie do 17ej i wszystko jest na mojej głowie, to zamiast skupić się na tym, co muszę zrobić, a reszta jakoś pójdzie i trochę czasu uszczknąć dla siebie, usiąść, odpocząć, poczytać książkę, napisać list, czy posiedzieć w wannie z maseczką na twarzy.

Dzisiaj właśnie J zaczął tą swoją zmianę, że jak wstałąm o 7ej, to juz go nie było, a ja co?

Już trybiki pracują, a to trzeba posprzątać, ogarnąć, to może w tym tygodniu zrobię, jakbym miała mało na głowie.

Zaczęłam się nad tym zastanawiać, czym to jest powodowane i doszłam do wniosku, że niby chcę sobie udowodnić, że radę sobie dam, a tak naprawdę chcę udowodnić J jak cudownie sobie radzę sama, jak mi nikt nie przeszkadza.

Nie ważne, że kosztem własnego odpoczynku, chwili dla siebie, czy czasu z dziećmi, jakbym miała zaprogramowany program perfekcyjnej Pani domu, a tak naprawdę, jak mnie ktoś z nienacka odwiedzi, to i tak wtedy akurat będzie bajzel.

Ja wiem,że dom to nie muzeum, że nie musi być jak w katalogu, ale w kobietach to dążenie do perfekcji jest mocno zakorzenione i jak ma kurz od 2 dni, to już sie gorzej czuje.

Lubię mieć czysto, bo jak jest porządek, to wiem, gdzie co jest?

Ale nie mieszkam sama i każdy może i powinien po sobie sprzątać, teoria sobie,a życie sobie.

Jednak doszłam do tego, że jedna osoba nie da rady sama posprzątać wspólnych pomieszczeń.

Dlatego, choć na początku chciałam ambitnie zaplanować czas prawie co do minuty, to postanowiłam trochę odpocząć, co się uda, to zrobię, co nie, trudno.

Dla mnie zdrowie moje ważniejsze jest, niż nie starty kurz,a zmęczenie i brak snu dają mi się ostatnio we znaki i brak czasu dla siebie, sprawia, że jestem rozdrażniona i ciągle zmęczona.

Wiadomo,że fajnie by było, gdybym zrobiła to i tamto, ale jak to zrobię za tydzień, to też nic się nie stanie.

Jak byłam młodsza, to zarywalam noce, bo musiało być wszystko wysprzątane, podłogi wypastowane, a od rana gotowanie, pranie,zakupy i wszystko z jęzorem na brodzie, bo muszę ze wszystkim się wyrobić, bo co ludzie powiedzą itd.

Z czasem nauczyłam się coraz bardziej odpuszczać, wyluzować, robić to, co niezbędne, bo życie jest jedno i szkoda życia na ciągłe obowiązki.

Poza tym życie pokazało mi, że jeżeli o siebie nie zadbam, to nikt za mnie tego nie zrobi, a organizm się o swoje upomni i zdrowie będzie szwankować, jak odpowiednio nie zadbam o siebie.

A Wy potraficie odpuścić?

sobota, 15 kwietnia 2023

Mam pisać, więc piszę


Choć na zewnątrz uśmiech, to w sercu mnóstwo emocji mi się kłębi i muszę to z siebie wyrzucić, więc za namową terapeuty będę pisała tutaj o tym, co mnie wkurza, co mnie boli.
Niestety przez to, że nie chcę nikogo skrzywdzić, kiszę wszystko w sobie i w ten sposób krzywdzę siebie.
Nie potrafię zareagować, kiedy ktos mi mówi, co powinnam, a czego nie, a nie wie, z czym się codziennie zmagam.
Łatwo komuś z boku powiedzieć, nie krzycz, nie denerwuj się i tłumaczyć np. mojego tatę,że chory, że stary.
Tak chory, stary jest i ja to wiem, ale jak ktoś jest z nim kilka minut w ciągu miesiąca i przy kimś on robi minę biednego żuczka i przeprasza, że żyje.
Chociaż zanim przyszedł gość przez 3 godziny chodził za Tobą krok w krok, mówił Ci, jaka jesteś beznadziejna, zasypywał pytaniami, kłócił się , wyzywał Cię, bo raczyłaś zająć się dzieckiem przez chwilę, a przecież masz go non stop słuchać, bo musi być w centrum.
Albo kiedy w ciągu dnia 15 razy sprzątasz toaletę, bo poza innymi nałogami Ojciec uwielbia łykać leki na przeczyszczenie i brudzi toaletę za każdym razem,a Ty nie masz czasu i siły sprzątnąć w tym czasie salonu i jak ktoś przychodzi, to widzisz ten oceniający wzrok i się tlumaczysz, że dziś robisz dzień wolny, bo chcesz odpocząć.
A i tak w nocy jak wstaniesz siku, to sobie musisz wyszorować całą toaletę włącznie z podłogą i ścianami, ale nie, Tatuś nie robi tego specjalnie, to choroba.
Ciekawa jestem, jakby zareagowaly te osoby. które zwracają mi uwagę, gdyby dzień w dzień musiały się z tym zmagać, a to tylko wierzchołek góry lodowej.
Nie to, że chcę tylko narzekać na mojego Ojca, ale życie z nim jest cholernie ciężkie, bo owszem ma choroby i fizyczne i psychiczne, ale też potrafi wszystkimi manipulować i lekarzami i rodzeństwem, aby uzyskać swój cel.
Pamiętam jak jeszcze Mama żyła, to uważałam, że ona jest ta zła.
Przychodziliśmy i Tatuś dosłownie na paluszkach chodził i do Mamy : Majku to, Misiaczku chodź , bo dzieci przyszły, a ona siedziała w innym pokoju, przychodziła po pewnym czasie, albo jak po nią szedł kolejny raz, to na niego krzyczała, czy wyklinała i wszyscy stawaliśmy w obronie Taty, bo Tatuś chce dobrze,a Mama się drze i jest nerwowa.
Jak pewnie przez ostatnie 3 godziny jej dokuczał, to nie dziwię się, że miała dość i chciała ochłonąć.
To o tym się nie pamięta, tylko ocenia i daje cudowne rady.
Długo wahałam się, czy o tym napisać publicznie, bo to przecież" pranie brudów", ale moja Pani terapeutka powiedziała, że może jak ktoś inny przeczyta, to będzie mu rażniej, bo może teź tak ma, a może rodzina i znajomi choć będą mieli żal, zobaczą, z czym na codzień muszę się mierzyć.
Dzień po dniu, noc po nocy, bo w nocy też nie jest lepiej.
Poza tym abym poczula się lepiej, muszę to z siebie wyrzucić, bo na dłuższą metę nie dam rady funkcjonować w ciąglym stresie i patrząc tylko na to,żeby kogoś nie urazić, tak się nie da żyć.

niedziela, 9 kwietnia 2023

Wielkanoc

Jak zobaczyłam tą grafiknę na fb, musiałam ją skopiować, bo tak właśnie się czuję od kilku lat przed świętami.
Zdaję sobie sprawę, że trzeba się przygotować duchowo i fizycznie, ale z roku na rok jest mi trudniej, tym bardziej, że tylko słyszę, żebym się nie użalała nad sobą.
A niestety nawet perfekcyjna Pani domu nie da rady sprzątać za kilka osób i tak nauczona doświadczeniem z Bożego Narodzenia, kiedy to już przed Świętami miałam dość,bo tyle było na mojej głowie, że pomimo codziennego odhaczania listy, ciągle zostawało coś do zrobienia.
Poza tym Mati cały ostatni tydzień przed Świętami siedział przed Tv i tylko słuchał, że póżniej i że nie mam czasu.
W tym roku stwierdziłam, że albo mi zaczną pomagać, albo nie będzie sprzątnięte, a Wielkanoc i tak się odbędzie.
Poza tym niestety w tygodniu poprzedzającym Święta tak mnie połamało, że ciągle na lekach przeciwbólowych jechałam i mimo chęci, niewiele byłam w stanie zrobić.
Musiałam zwolnić, odpocząć, poleżeć, a co za tym idzie pomyśleć, ze to już kolejny raz, kiedy mój organizm mówi: stop.
Co jakiś czas organizm mi wysyła sygnały, abym zadbała o siebie, abym odpoczęła, zaczęła się wysypiać.
Ból, migreny, arytmia, problemy z żołądkiem, to wszystko spowodowane jest sposobem mojego życia i jeżeli teraz nic nie zmienię, nie będzie lepiej.
Wczoraj odpuściłam, poszliśmy na spokojnie ze święconką do kościoła, ugotowałam żurek, przygotowałam ciasta z Matim, potem się bawiliśmy i wspólnie spędziliśmy czas.
Inni domownicy zaangażowali się w przygotowania i jakoś nam się udało dzisiaj siąść do śniadania Wielkanocnego i na spokojnie zjeść, porozmawiać, spędzić czas.
Korzystając z okazji, chciałam Wam życzyć wszelkich Łask Bożych od Jezusa Zmartwychwstałego, radosnych, rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy.

 





 

niedziela, 1 stycznia 2023

Postanowienia noworoczne

Ciągle sobie obiecuję, że będę systematycznie pisać. Mam w sobie dużo przemyśleń i tylko ciężko zacząć. Może w tym nowym roku się uda?

 Boże jak ten czas szybko leci,ten ostatni rok minął mi momentalnie, może dlatego, że tyle się działo.

Życzę Wam spokoju, zdrowia i pomyślności na ten Nowy Rok.

U nas końcówka roku i początek nowego mocno chorobowo, oby dalej było lepiej.

Najpierw podsumowanie poprzedniego roku i postanowień.

1. Ponownie przeczytać 52 książki w ciągu roku.

Powiem Wam, że uważam, że się udało ponieważ przeczytałam 51,5 książki.

52 książka starego roku, była też 1 książką nowego roku.

2. Wrócić do wagi dwucyfrowej, moim marzeniem jest ujrzeć 88 kg.

Tutaj totalna porażka,ale też nic nie robiłam poza gadaniem w tym kierunku.

3. Przez 30 dni z rzędu robić 10000 kroków.

Miałam doping od koleżanki Anki, w zasadzie Ani, a że razem łatwiej,to udało się.

4. Bardziej dbać o zdrowie: morfologia, cytologia, usg,rodzinny, ginekolog, dentysta, endokrynolog.

Tutaj też się badałam regularnie i jeszcze był dermatolog,potem chirurg ( wycięcie zmian skórnych). Po odebraniu wyniku usg piersi doszedł onkolog i chirurg onkolog. No i żeby już był pakiet ortopeda i gastrolog.

5. Znaleźć czas dla siebie na maseczki,peelingi, balsamy, masaże.

Początek roku był obiecujący,a potem nie pykło.

6. Przespacerować 100 km.

Tutaj nie wiem,czy mi się udało,bo padła mi w sierpniu opaska ,a miałam do sierpnia 70 km,więc tak naprawdę nie wiem.

7. Pojechać gdzieś pociągiem




Udało się. Pojechałam z Angeliką i Matim do Dęblina i zwiedzaliśmy Muzeum Sił Powietrznych.

Jak wygospodaruje więcej czasu,to w końcu o tym napiszę na blogu.

8. Wizyta w stadninie koni.

Nie udało się.

9. Wrócić do systematycznej aktywności.

Niestety przez kontuzję i problemy zdrowotne nie udało się.

10. 100 godzin w lesie.

Nie wiem,czy 2 były.

Fakt, że mam teraz dużo dalej do lasu,ale i zapał mi trochę minął.


A teraz postanowienia na nowy rok 2023:

1. Przeczytać 52 książki,w tym 10 książek tzw." literatury klasycznej", 10 z regału wstydu i 5 z kupionych .

2. Schudnąć do 85 kg dla siebie, dzieci a przede wszystkim dla zdrowia.

3. Dbać o siebie: 7 godzin snu, minimum 2 l wody, regularne badania, jakaś aktywność fizyczna. I dbać o dzieci: zapisać na potrzebne wizyty, konsultacje itd.

4. Nauczyć się robić na szydełku.

5. 45 godzin w lesie ( jak zdrowie pozwoli) lub 45 godzin tańca.

6. Wizyta w stadninie koni.

7. Znaleźć czas tylko dla siebie,30 minut dziennie, codziennie. Nawet na przysłowiowe nic nie robienie, gapienie się w sufit, taki czas tylko dla mnie, bez pytań, wołania i że ktoś coś ode mnie chce.

8. Zrobić coś szalonego np. lot balonem.

9. Częściej słuchać: innych, swojej intuicji,a co za tym idzie mniej mówić.

10. Wrócić do regularnego pisania na obu blogach.

W szczególności tutaj chciałabym wrócić do pisania dalej początków mego macierzyństwa z Matim.

Co bym sama sobie powiedziała,gdybym mogła się cofnąć do 2018 roku, mając tą wiedzę, jaką dziś dysponuję.

Co bym zmieniła i pisać o tych zwykłych , niezwykłych chwilach,kiedy Mati robi kolejny postęp.

Może dla kogoś to nic,ale ja wiem, że np pracował na to praktycznie codziennie przez 2 lata.

No i o takim zwykłym naszym życiu, że po ludzku jestem zmęczona,czasem mi nie chcę.

A czasem jak to moje córki mówią: nie wiem,czy się chwalisz,czy żalisz.

A Wy macie postanowienia?

A może robicie swoją mapę marzeń?


wtorek, 2 stycznia 2018

Postanowienia Noworoczne

Jak w ubiegłych latach, najpierw rozliczenie z postanowień ubiegłego roku  2017

1. Nauczyć się robić pasztet z soczewicy lub fasoli( ogólnie z warzyw)

Nauczyłam się robić pasty warzywne

2. Przez 40 dni być wegetarianinem

Byłam przez 40 dni podczas Wielkiego Postu Ichtiwegetarianką, czyli jadłam głównie warzywa, ale też i rybę :)
Bardzo dobrze się czułam na takim jedzeniu.

3. Do końca roku zobaczyć na wadze 80kg( obecnie 88kg)

Niestety w czerwcu trafiłam do szpitala, potem miałam zakaz ćwiczeń i zajadałam smutki i stres i na dzień dzisiejszy ważę ponad 90kg.

4. Pojechać do Częstochowy

Udało się, pojechałam i było mega, o czym możecie przeczytać Tutaj

5. Zobaczyć Kraków/ Łagiewniki

To marzenie, postanowienie również się spełniło, a tu Fotorelacja

6. Przeczytać przynajmniej 52 książki
W tym roku z braku czasu udało mi się przeczytać 44

Pierwszą kończyłam zaczętą w ubiegłym roku
2. Stephen King -Koniec warty
3. Mamy z innej planety
4. Kwiaty na poddaszu
5. Harry Potter i przeklęte dziecko
6. Bez rąk, bez bóg, bez ograniczeń - Nick Vujicic
7. Piętno Midasa - Agnieszka Lingas- Łoniewska
8. Zanim się pojawiłeś -Jojo Moyes
9. Pod prąd- Robert Biedroń
10. W szpilkach od Manolo - Agnieszka Lingas- Łoniewska
11. Chata- William P. Young
12. Tańcz, tańcz, tańcz -Haruki Murakami
13. Dziecko last minute - Natasza Socha
14. Brudny świat -Agnieszka Lingas - Łoniewska
15. Jak nie umrzeć przedwcześnie - Dr Michael H. Greger
16. Ania z Zielonego wzgórza
17. Kiedy odszedłeś - Jojo Moyes
18. Oto człowiek- Adam Szustak OP
19. Bez mojej zgody - Jodi Picoult
20. Opowieść podręcznej
21. Osioł w raju- Adam Szustak OP
22. Ewangelia dla nienormalnych - Adam Szustak OP
23. Papierowe serca- Courtney Walsh
24. Rozdroża - William P. Young
25. Moja droga od rozpaczy do nadziei -Magdalena Krzeptowska
26. Cisza pod sercem
27. Mapa nieba
28. Złodziejka książek
29. Kamienny anioł
30.10 prostych kroków do prawdziwej przyjaźni z Jezusem
31.Oskar i Pani Róża
32. Jezu Ty się tym zajmij
33. Nic nie mów - Naomi Ragen
34. Drugie spojrzenie - Jodi Picoult
35. Rekrut - Robert Muchamore
36. Milczenie - Shusaku Endo
37. W teatrze uczuć
38. Relikwie
39. Dotyk - Randall Wallace
40. Anioł na moim ramieniu
41. Forrest Gump
42. Nie daj się zjeść grzybom- Candidia
43. Walczyłam o Patricka- Lisa Niemi
44. Ja nie mogę być modelką- Dorota Wellman


7. Odbyć minimum 100 treningów w tym roku

Jako, że przez ponad połowę roku musiałam się oszczędzać i miałam zakaz ćwiczeń wyzwanie tylko połowicznie wyszło.

8. Częściej wychodzić z J ( nie tylko na spacer) może do kina na kawę czy coś

Udało się, bardzo dużo w zeszłym roku było spontanicznych wypadów z J.

9.  Uśmiechać się do ludzi i umieć się zatrzymać

Chcąc nie chcąc w pewnym momencie musiałam się zatrzymać, a uśmiecham się co dzień i staram się innych zarażać swym uśmiechem.

10. Znaleźć czas dla siebie ( na robienie zdjęć, pisanie listów, czytanie książek, rozmowy z przyjaciółmi, ze znajomymi, wspólne wyjścia).
Pisałam listy, czytałam, spotykałam się ze znajomymi :)

A teraz postanowienia na Nowy 2018 rok :

1. Schudnąć chociaż 6 kg i zobaczyć 8 z przodu
2. Zrobić anioła na śniegu
3. Zadbać o siebie, wsłuchać się w swój organizm, zrobić przesiewowe badania
4. Spotkać się z przyjaciółmi
5. Pojechać do Warszawy/ Gdynii lub Krakowa :)
6. Przeczytać chociaż 54 książki
7. Przeczytać chociaż 10- 15 książek z tych, które dostałam w ciągu ostatnich 2 lat
8. Wyprawić szaloną imprezę
9. Szkolić się dla samej siebie i rozwijać
10. Pisać minimum 5 postów miesięcznie na blogu.


poniedziałek, 1 stycznia 2018

Szczęśliwego Nowego Roku

W tym roku spędziliśmy Sylwestra w swoim własnym gronie, było spokojnie, ale wesoło :)
Wspólnie przygotowywaliśmy potrawy, pośpiewaliśmy, potańczyliśmy, obejrzeliśmy fajerwerki.




 Dziewczyny mnie namówiły :)














Życzę Wam przede wszystkim: zdrowia, miłości, spełnienia marzeń, rodzinnych spotkań.

I taka refleksja podsumowująca
Nauczyłam się, że cokolwiek by się nie działo, jak źle by się wydawało, że jest, życie idzie do przodu i jutro naprawdę będzie lepiej.
Nauczyłam się, że bardzo wiele możesz powiedzieć o człowieku poprzez sposób, w jaki radzi sobie w trzech sytuacjach:
gdy pada deszcz,  gdy zgubi mu się bagaż i gdy lampki choinkowe są totalnie poplątane.
Nauczyłam się, że bez względu na to, jaką masz relację ze swoimi rodzicami, będziesz za nimi tęsknić, gdy znikną z Twojego życia.
Nauczyłam się, że zarabiać na życie to nie to samo, co żyć.
Nauczyłam się, że życie czasem daje drugą szansę.
Nauczyłam się, że jeśli podejmuję decyzję z otwartym sercem, to zazwyczaj są one trafne.
Nauczyłam się, że nawet jeśli coś mnie boli, to ten ból nie jest mną.
Nauczyłam się, że każdego dnia powinieneś  kogoś dotknąć. Ludziom potrzebny jest ciepły uścisk, czy choćby przyjacielskie poklepanie po plecach.
Nauczyłam się, że wciąż jeszcze muszę się wiele nauczyć.
Nauczyłam się, że ludzi zapomną co powiedziałeś, co zrobiłeś, ale nigdy nie zapomną, jak się przy Tobie czuli

piątek, 20 października 2017

Free hugs- wszyscy lubimy się przytulać

Chcę dziś napisać o wydawałoby się oczywistej oczywistości, o potrzebie przytulania.
Dlaczego akurat teraz o tym piszę?
Może dlatego, że żyjemy w tak szalonym i zapędzonym świecie, że często zapominamy o tych naszych naturalnych odruchach jak spędzanie czasu razem, rozmawianie, czy zwykłe przytulanie :)
Kilka dni temu pojechaliśmy na groby ze strony rodziny mojego Taty, bo wiadomo, że 1ego nie dam rady być wszędzie, po drodze odwiedziliśmy moją Ciocię Ewę.
Staram się zawsze wpaść na te kilka minut w odwiedziny, choć bez zapowiedzi, ale zawsze jestem mile przyjęta.
Ciocia jak zwykle serdeczna, zaraz zrobiła herbatę, bo pewnie nam zimno i przytuliłyśmy się, stałyśmy tak dłuższą chwilę, widocznie obu nam tego było trzeba.
Porozmawialiśmy sobie, bo nie widzieliśmy się od roku, więc tematów nam nie brakowało, mówię do Cioci, zróbmy sobie zdjęcie, ostatnio z Tobą mam zdjęcie zrobione z 10 lat temu, albo i wcześniej i zrobiłyśmy sobie.

Nie mogłyśmy się nagadać, a przed wyjściem jeszcze przytuliłam Ciocię i tak wtedy stwierdziłam, że warto napisać o tym, jak ważne jest przytulenie.
Kiedy jesteśmy małymi dziećmi z reguły rodzice nas przytulają, czasem siedzą przy nas w nocy, gdy chorujemy, głaszczą po głowie.
Gdy dorastamy przytulamy się z naszymi wybrankami serca, z narzeczonym, narzeczoną, mężem, żoną.
W końcu sami zostajemy rodzicami, kiedy po raz pierwszy widzimy swoje dziecko, chcemy je zamknąć w ramionach, chronić przed złem, bólem, zranieniem.
Choć dzieci dorastają nadal potrzebują naszego czasu, okazywania czułości, przytulenia.
Zauważyłam, że młodzi ludzie, kiedy się ze sobą spotykają( może nie wszyscy, ale znajomi moich dzieci) kiedy się spotykają też padają sobie w ramiona.
Widać taką mają potrzebę, w każdym z nas myślę jest ta potrzeba przytulenia, zrozumienia i akceptacji.
Ja również uwielbiam się przytulać, choć głównie przytulam członków mojej najbliższej rodziny, to kiedy spotykam się z przyjaciółmi też ich przytulam.
Mam też w rodzinie takiego fajnego bratanka, który pomimo tego, że jest trenerem personalnym i jest mega umięśniony uwielbia się przytulać.
Od kilku lat na całym świecie furrorę robi akcja FREE HUGS czyli darmowe przytulanie.
Czasem jest ona połączona ze zbiórką na jakiś szczytny cel, ale coraz częściej jest przy okazji imprez masowych dla młodzieży, bo czy jesteś mały, czy duży chcesz się przytulić, poczuć przez chwilę, że komuś na Tobie zależy( nawet, jeżeli jest to obca zupełnie osoba).
Zadziwia mnie jej fenomen i zastanawiam się, z czego on wynika?
Ale popieram fajne akcje, więc jestem jak najbardziej za, jeżeli chodzi o takie akcje.
Przytulajmy się, uśmiechajmy i znajdźmy dla innych czas.





sobota, 23 września 2017

Wrzesień towarzyskim miesiącem

Tak się złożyło, że akurat we wrześniu miałam kilka spotkań towarzyskich.
Ogólnie jestem osobą bardzo kontaktową, lubię ludzi, rozmowy, przebywanie w miłym towarzystwie.
Staram się ze znajomymi i przyjaciółmi utrzymywać kontakt, jak się uda to spotkać, jak nie to chociaż napisać smsa czy porozmawiać.
Ostatnio w ramach resetu chodzimy sobie z Gosią na pizzę lub piwko, posiedzimy, pogadamy, posłuchamy fajnej muzyki.
Udało się i w tym miesiącu spotkać przy pizzy i miło spędzić czas.
Ok, jeszcze tylko wyciszę telefon i możemy rozmawiać :)
Lubię sobie tak posiedzieć, pogadać o wszystkim i o niczym, wyjść z domu i spotkać się w realu.
W dobie internetu i tych wszystkich wynalazków ułatwiających życie, nie zapominajmy o tym, że kontakt z drugą osobą jest tak ważny, obserwacja jej reakcji na nasze słowa, to nie to samo, co kliknięcie lajka pod zdjęciem.
Owszem ułatwia nam to życie, ale nie zastąpi rozmowy z drugą osobą.

Udało mi się też umówić i spotkać z Anią, która jest obecnie na macierzyńskim i ma drugiego synka.
Nie mogłyśmy się nagadać i tematów nie zabrakło, tylko czasu było za mało, ale fajnie spędzone 2 godzinki.

Było i ciasto, raz w tygodniu podobno nawet trenerzy pozwalają zjeść ciasto, a że ja przeciętnie raz w tygodniu w tym miesiącu mam spotkanie, to akurat wszystko jest w normie.
Na szczęście waga nie rośnie, a lekarz nawet mówi, że w moim wypadku węglowodany wskazane, co prawda z owoców i warzyw, ale staram się aby w cieście był jakiś owoc 
W tym tygodniu udało mi się spotkać z Anitką, którą też poznałam w pracy.
Ma uroczego synka, którego urodziła w maju, fajnie było z nią porozmawiać, troszkę się zająć małym słoneczkiem, jakim jest jej synek.
A radości było mnóstwo z nim, nawet nam dał deser zjeść i wypić pyszną kawę, wszystko miało z milion kalorii, ale to były te dobre kalorie.
Nie można też ciągle się zastanawiać, nad tym, co ma ile kalorii, od czego przytyję, a od czego nie.
Przestałam się zajmować takimi rzeczami, tym bardziej, że znów nie mogę ćwiczyć a tym bardziej się odchudzać. To nie znaczy, że hulaj dusza co dzień będę podjadała, nie. To znaczy, że nadal pilnuję co jem, ale musiałam zrezygnować z ciemnego pieczywa, warzywa strączkowe ograniczyć i inne takie. 


Kawka nie dość, że bardzo smaczna, karmelkowa, to jeszcze istne dzieło sztuki 
Miły czas szybko minął, ale już planujemy następne spotkania, bo przynajmniej ja lubię z kimś spędzać czas, dzielić się  swoim życiem.
Bardzo bym chciała spotkać się z wszystkimi moimi koleżankami listowymi, wypić z nimi kawkę.
Może kiedyś się uda?
Dbajmy o nasze przyjaźnie, o bliskie nam osoby, spędzajmy z nimi czas, wyjdźmy gdzieś, obejrzyjmy film.



czwartek, 21 września 2017

Czas, ach ten czas

Dziś taki temat na czasie :) 
Każdy czasem narzeka, nawet ja, że za szybko mija nam ten czas, zwłaszcza te dobre piękne chwile.
Z roku na rok obserwuję, że czas biegnie szybciej, ale to i my intensywniej żyjemy, chcemy też od życia więcej, czasem zapominając, co naprawdę w życiu ważne.
Często praca, obowiązki, spełnianie marzeń zajmuje nam tak dużo z naszego życia, że łapiemy się na tym, że w sumie wracamy z urlopu i jesteśmy zmęczeni.
Bardzo lubię aktywnie spędzać wolny czas, wtedy nie czuję, że jest zmarnowany, ale nawet ja czasem przesadzam i po prostu padam ze zmęczenia, tyle sobie nawymyślam.
A przecież jesteśmy tylko ludźmi, a nie robotami, a jutro też jest dzień.
Wydawało mi się, że nie mam czasu na pisanie bloga, że nie mam kiedy, że ciągle ktoś przy kompie siedzi, ale tak naprawdę musiałam sobie pewne rzeczy przepracować, przewartościowałam swoje życie i wybieram rzeczy ważne i ważniejsze.
Nie jestem idealna, perfekcyjna i chyba już nie chcę do tego dążyć.
Wolę mieć czasem bałagan, pochodzić w piżamie z kubkiem kawy i upiec ciacho z dziećmi, niż mieć nieskazitelnie czysty  dom i obcych ludzi wokół siebie.
Każdy z nas gdzieś goni, do pracy, szkoły, na zakupy, szkolenia, zajęcia dodatkowe, ale tak naprawdę najważniejszy jest ten czas spędzony razem.


Lubię sobie usiąść i pogadać z dziećmi, mężem, czasem nawet zaliczyć ostrą wymianę zdań, bo każdy z nas jest inny, ma inne poglądy i doświadczenia.
Powygłupiać się, cieszę się, że w dzisiejszych czasach nadal istnieją gry planszowe, które wciągają całą rodzinę. To taka dobra rywalizacja, mnóstwo śmiechu, czasem foch, choć zdarza się, że dzieci zapytają mnie, czy chcę z nimi zagrać, a ja np marzyłam o przeczytaniu książki, albo poleżeniu w ciepłej wannie w pierwszej chwili powiem: oj nie, innym razem, albo zwyczajnie: nie chce mi się.
Ale po chwili, kiedy sobie uświadomię, że czas tak szybko biegnie, że może już za rok mój syn wyjedzie na studia i może nie będzie więcej okazji do wspólnych planszówek, czy rozmów do północy; wtedy mówię: to kiedy gramy?
Owszem zdarza mi się totalny leń i mówię nie, ale widząc smutek, czy niezadowolenie na twarzach bliskich zmieniam szybko zdanie.
Dawno tutaj nie pisałam, ostatni rok, to w zasadzie 1 post na miesiąc, ale przemyślałam sobie wiele rzeczy, poukładałam w głowie i spróbuję pisać o wszystkim, o czym myślę bez analizowania, czy komuś się to spodoba czy nie? czy powinnam poruszać dany temat.
Wiem, że niektórzy mogą mieć inne zdanie, uważać, że za bardzo się odsłaniam, ale to mój blog, taki rodzaj pamiętnika i chcę móc na nim pisać o wszystkim.

Czas i tak minie, a tylko od nas zależy, jak przeżyjemy każdą chwilę.


czwartek, 13 lipca 2017

Po raz drugi na Jasną Górę

Może Was to zdziwi, ale ja po raz pierwszy na Jasną Górę pojechałam 3 lata temu z moją rodzinką.
Nie chcę nikogo namawiać do wiary, naciskać, wypisywać jakichś bajek, ale to jest takie miejsce nie do opisania.

Pierwszy raz jak się znalazłam w tym miejscu miałam wiele pytań, szukałam, byłam bardzo zagubiona, zresztą nie tylko ja.
Przez te 3 lata w życiu całej naszej rodziny nastąpiła wielka zmiana, można rzec rewolucyjna.
Choć nadal mam mnóstwo pytań, wiele rzeczy mi się wyprostowało, częściej zamiast pytać dlaczego zastanawiam się, po co?
Z perspektywy czasu wszystko układa się w spójną całość.
Tym razem miałam ogromną chęć pojechać, potrzebowałam wytchnienia po tym, co ostatnio przeżyłam.
Kiedy tylko wyruszyliśmy zaczął padać deszcz i tak na zmianę z wichurami bez przerwy.
Mieliśmy przerwę na naszej ulubionej stacji benzynowej w Spale, polecam serdecznie, personel bardzo miły i życzliwy, pyszna i niedroga herbata.
O 10ej zajechaliśmy na Jasną Górę, wiatr tak wiał, że o mało głowy nie urwał.
W końcu dotarliśmy do Kaplicy przed Cudowny obraz.




Wiecie to ciężko opisać, co człowiek tam czuje, bo trudno dobrać odpowiednie słowa.
Po prostu stajesz tam, patrzysz na Obraz,a Maryja patrzy się prosto na Ciebie, obojętnie gdzie byś stał, możesz się przemieszczać, a i tak patrzy na Ciebie.
Tak stajesz, myślisz sobie: kurcze jestem grzesznikiem, jestem niegodna i w tym momencie czujesz taką wielką wszechogarniającą miłość, jakby ktoś przytulił Cię tak mocno do swego serca, aż brak Ci tchu.
Ja mam odczucie, jakby Ona wszystko o mnie wiedziała, o moich smutkach i radościach, o charakterze, złych i dobrych rzeczach, ale właśnie taką mnie kocha. Im dłużej człowiek tam jest, tym bardziej chce dalej tam być, czuć się kochanym, czuć ten niesamowity spokój, który na nas spływa.
Stajesz tam i czujesz się jak w domu..
Pomijam fakt, jak wiele cudów się tam wydarza co dnia, to po prostu miejsce, do którego warto pojechać.
Nawet jeżeli jest się niewierzącym czy innego wyznania.
Ja nie uważam, że jestem strasznie wierząca, może na początku drogi, ale tam odzyskuję spokój i ładuję bateryjki na kolejne lata.
Jak wyszliśmy zaświeciło słońce i już do końca dnia nam towarzyszyło.
Troszkę sobie pozwiedzaliśmy, bo nie byłabym sobą, gdybym nie zobaczyła tego i owego.
















 Angelika robiła sobie selfie, a my mistrzowie 2 planu :)















Wybraliśmy się do oddalonego o niecały kilometr kościoła Świętej Barbary



 W kaplicy obok kościoła znajduje się cudowne źródełko, niestety wody w nim nie ma, dostęp do wody jest przeniesiony obok kaplicy.
Cudowne źródełko wytrysnęło w miejscu, gdzie rabusie chcący ukraść obraz Matki Bożej upuścili go i od tamtej pory płynie nieprzerwanie.
Oczywiście przywiozłam sobie wodę z tego źródełka.
Byliśmy też w sklepach, sklepikach, kramikach i kioskach, każdy szukał czegoś szczególnego dla siebie.




Zobaczcie jakie to dziwne, na tym zdjęciu po lewej stronie 3 lata temu cały dzień było upalnie i słonecznie, a na zdjęciu wyszło szaro buro, a po prawo teraz cały dzień było zimno i deszczowo, a wyszło słonecznie i ciepło :)


fotki robiłyśmy wspólnie z Angeliką :)