Jak ten czas szybko biegnie, ani się obejrzałam, a dziś moja córcia Angelika skończyła 17 lat !!!
Kiedy to zleciało?
Pamiętam, jak nie mogłam się na nią doczekać, te 15 godzin na porodówce i wreszcie ujrzałam tą wesołą dziewczynkę, pierwsze uśmiechy, ząbki, kroki, przedszkole, szkoła i tak jakoś szybko mi urosła :)
Tak było, jak wróciłam z pracy, a Angela ze zbiórki świętowaliśmy jej urodziny.
Nie wiem, jak Wam, ale mi czas w tym roku wyjątkowo przyspieszył, choć jest też rokiem uczącym mnie cierpliwości, bo ciągle muszę na coś czekać.
Ale o tym, kiedy indziej, bo dziś zaczyna się czas oczekiwania na Boże Narodzenie, czas niezwykły, miłości, cudów i darów.
Choć byłam jeszcze lekko obolała i słaba dotarłam do kościoła, aby w pełni uczestniczyć w Mszy, nawet nie wiedziałam, że tak mi może brakować tego.
Dzięki Grzegorzowi i jego pomysłom, dzięki którym powstał słoik adwentowy mam zajęcie na każdy dzień, jest to sentencja, modlitwa, albo zadanie.
W domu za to świętowaliśmy 19 urodziny mojego syna Marka, wróciły wspomnienia, jak go urodziłam, pierwszy raz trzymałam na rękach.
Ta miłość, której nie da się opisać, ale która towarzyszy rodzicom od pierwszego dnia.
Jestem dumna z mojego syna, że tyle w życiu osiągnął, że realizuje swoje marzenia, że jest takim mądrym dorosłym facetem, że mogę na niego liczyć, z tego, że zdał prawko za pierwszym razem i może mnie podwieźć, jeżeli jest taka potrzeba.
Jest niesamowitym młodym człowiekiem, którego warto posłuchać i od którego wiele się można nauczyć.
Wspólnie z Angelą zrobiłyśmy mu tort:)
I jeszcze raz życzę Ci synku abyś nigdy nie ustawał w dążeniu do swych marzeń, aby każdy Twój dzień wypełniony był szczęściem i miłością, bo to w życiu najważniejsze.
Nie trać swej radości i ciekawości świata i pamiętaj nigdy na nic nie jest za późno, a ludźmi się nie przejmuj, zawsze będą gadać.
Czerp z życia pełnymi garściami, sto lat !!!
Naprawdę chciałabym zacząć od napisania jakiejś mądrości życiowej...
Nie to, żebym nie myślała, czy nie miała takich mądrości, ale cyfra naprawdę niewiele zmienia.
Dzień urodzin nie różnił się zbytnio od innej soboty, w sumie wstałam, wykonałam plan 4U i wyszłam do pracy.
W pracy jak to w sobotę ani się obejrzałam, jak minął czas od 10ej do 18ej.
Sporo zajęć miałam, więc bardzo szybko minęła mi ta sobota, po pracy spacerkiem poszłam na rekolekcje.
Powiem Wam, że już wiosna się zbliża, pomijając fakt, że jest coraz cieplej, to jak wyszłam z pracy było ciemno, ale nie tak całkiem ciemno, jak w nocy tylko robiło się ciemno.
A w zimie już po 15ej ciemno jest, więc dzień zdecydowanie jest dłuższy.
Całkiem przyjemnie mi się spacerowało, a po rekolekcjach wróciłam do domu i niespodzianka, dzieciaki mi zaśpiewały Sto lat i dostałam własnoręcznie przez Darię upieczony tort.
Byłam w niezłym szoku, bo nie spodziewałam się, rano dostałam przed pracą część prezentów, między innymi mężuś mi dał prezent rano, bo szedł na noc do pracy i mijaliśmy się.
Ale wieczorem też dostałam prezenty.
W tygodniu przed urodzinami przyszły prezenty od przyjaciół, karteczki, inne dowody pamięci.
Dziękuję Wam wszystkim serdecznie za pamięć, życzenia, za dobre słowo, drobiazgi, za niespodzianki i za to, że jesteście.
Nie będę wymieniać, aby nikogo nie faworyzować, albo o kimś nie zapomnieć, aby się nie czuł pominięty.
Niektóre prezenty są ze mną w pracy, inne stale mi towarzyszą.
Ten kubeczek świetnie się sprawdza w mojej pracy, do 2 godzin utrzymuje ciepło, a to u mnie bardzo ważne, bo do tej pory wiecznie piłam lodowatą herbatę, albo ledwo ciepłą.
Dzieciaki mają pomysły, zamiast świeczek t-lighty :)
Wieczorem posiedziałam sobie w wannie, wygrzałam stare kości( hahahaha) i poczytałam książkę i tak minęły kolejne moje urodziny.
Nadal jestem nieco postrzelona, brakuje mi cierpliwości i ciągle gdzieś pędzę, choć może wypadało by zachowywać się stosownie do wieku, ale ja nie potrafię.
Wolę cieszyć się z każdego dnia, robić czasem głupie lub niepotrzebne rzeczy, które kogoś lub mnie uszczęśliwią, ale najbardziej wiecie co lubię?
Ten moment, kiedy sobie siadamy całą rodzinką i gadamy o wszystkim i o niczym, o tym jak minął dzień, co fajnego wiedzieliśmy, przezyliśmy, jakich spotkaliśmy ludzi, jaką książkę warto przeczytać, albo właśnie nie warto.
Czasem podczas takich rozmów ponosi nas wyobraźnia i marzymy sobie o dalekich krajach, o różnych rzeczach, które są do zrealizowania, jeżeli naprawdę będziemy bardzo tego chcieli.
Podobno życie zaczyna się po 40tce, więc nie pozostaje mi nic innego jak czekać.
A może nie będę czekała, tylko już teraz zacznę realizować to, o czym marzę...
Może by tak wrócić do pisania....
W głowie kiełkuje mi pewien plan, ale napiszę o tym w odpowiedniej chwili.
Zostawiam Was z moimi wspomnieniami sprzed 2 lat :P
Pamiętam, jak sama ( wydaje mi się, że tak zupełnie niedawno ) kończyłam 16 lat, dzień jak co dzień.
Jedynie Tata mi puścił piosenkę " Sixteen candles" i na tym się skończyło hihi.
A my Angelice zrobiliśmy niespodzianki, przede wszystkim zamówiliśmy jej książki naszego ulubionego Ojca Szustaka , ale była zaskoczona.
Wspólnie z Markiem i Darią robiliśmy dzień wcześniej tort z Pandą :)
Pomimo tego, że pół dnia byłam poza domem udało się nam wszystkim odśpiewać uroczyście sto lat, Angelika pomyślała życzenie, zdmuchnęła świeczki i sobie posiedzieliśmy razem :)
Oprócz książek zmobilizowałam się, aby zrobić Angelice poszewkę na poduszkę z Pandą, choć nie wyrobiłam się z wykończeniem i tak była zaskoczona :)
Pamiętam jakby to było wczoraj, jak nie mogłam się doczekać kiedy się urodzi, zacznie raczkować, mówić, chodzić, biegać.
Kiedy pójdzie do przedszkola, szkoły, ale czas tak szybko do przodu gna, że ani się obejrzałam, a Marek skończył 18 lat :)
Dokładnie o 10:25 złożyliśmy mu życzenia i wręczyliśmy prezenty od każdego z nas
Tym razem zamówiłam mu torty 2, jako, że mieliśmy rodzinkę przyjezdną i na miejscu.
A obawiałam się, że w natłoku obowiązków nie dam rady tortu zrobić, albo coś nie wyjdzie i w ostatniej chwili będę musiała improwizować.
Pierwszy był tort z Vikingami, serialem, który wspólnie oglądamy.
A drugi był z Marka drużyną, którą od dawna obserwuje
Prawie wszyscy goście dopisali, choć ja niewiele z nimi posiedziałam( nad czym lekko ubolewam) ale obowiązki wzywały.
Marek pomyślał życzenia, zdmuchnął świeczki, a ja mam nadzieję, że mu się spełnią wszystkie marzenia i plany.
Niewiele zdjęć robiłam, ponieważ sprzęt odmówił współpracy ze mną i byłam skazana na korzystanie z fona.
Najważniejsze, że pomimo różnych przeciwności Marek był zadowolony i dobrze się bawił.
Kilka dni przed urodzinami zrobiłam mu taką niespodziankę- filmik dla niego.
Oczywiście przy wyborze zdjęć nieraz wróciłam wspomnieniami do danej chwili, zamyśliłam się, wzruszyłam, ale taka jest kolej rzeczy, że dzieci nam rosną, aż stają się dorosłe.
Życie tak szybko gna do przodu, że po prostu ciągle mi czasu brak na wszystko, a najmniej go mam na pisanie bloga.
Wczoraj były Darii urodziny, z rana byłam w pracy, potem świętowaliśmy jej urodziny i graliśmy w świetną grę "Złap wąsy " śmiechu było co niemiara.
Jak zawsze, kiedy przypominam sobie, jak szybko mija czas, jak dzieci rosną wracam wspomnieniami do dnia porodu.
Pamiętam jak z Darią nie bardzo chciałam udać się do szpitala, bo przy drugim porodzie się bardzo namęczyłam i nie chciałam powtórki z rozrywki, dlatego czekałam, aż się coś bardziej rozkręci, żeby pojechać do szpitala.
W rezultacie zaraz po pojawieniu się w szpitalu urodziłam Darię, dzięki temu cała "procedura" i biurokracja mnie ominęła i na szczęście obyło się bez komplikacji.
Jak wiecie, jestem niepoprawną sentymentalną duszą, lubię wspominać, więc oto Daria w 10 odsłonach :)