Łączna liczba wyświetleń

piątek, 9 czerwca 2017

Uzupełniam

Ostatnio jak zwykle wiele się dzieje u mnie.
Chodzę, spaceruję, cieszę się pogodą, pracuję.




 Przyniosłam kwiatuszki do parku dla pięknego pawia :)



A w życiu się ciągle coś dzieje.
Nadal martwię się o Angelikę, bo nie wiadomo, co z tym jej kolanem? czy obędzie się bez operacji?
Już niedługo się dowiemy mniej więcej co tam się dzieje, bo będzie miała rezonans.
Najgorzej mi patrzeć na to, jak cierpi a ja jestem bezradna.
Miejmy nadzieję, że badanie coś pokarze i lekarze będą mogli jej pomóc.
W maju mieliśmy też Komunię Jacka Chrześniaczki Klaudii, jejku, ale ten czas leci.
Wydaje się, jakby niedawno się urodziła, a już do Komunii poszła.
Była prawie cała rodzinka, jak ja to lubię każdy coś mówi, coś się dzieje :)


a tutaj fotki przed blokiem :)



Mieliśmy też akcję z naszą świnką morską, bo zaczęła chudnąć, wyczuliśmy guza i okazało się, że musi być operowana.
Choć to tylko mała świnka przeżywałam, bo zżyliśmy się z nią, a było ryzyko, że nie wytrzyma narkozy.
Mało jadła i kiepsko do siebie dochodziła, więc zawieźliśmy ją na kroplówkę, aby ją wzmocnić,
Z dnia na dzień coraz lepiej się czuła, ale kiedy poszliśmy do kontroli to dużo jej się sączyło, a kiedy poszłam na zdjęcie szwów pani powiedziała, że niestety musi ją drugi raz uśpić, bo jej się ropa zebrała, bo coś tam zostało i trzeba wszystko oczyścić.
Bałam się, że nie przezyje narkozy po raz drugi w tak krótkim czasie, więc poprosiłam, że jeżeli mogą to niech tylko ją znieczulą a nie usypiają i udało się, choć ma teraz ranę, która musi się sama zagoić, nie będę wrzucała teraźniejszego zdjęcia, bo nie jest dla wrażliwych osób( troszkę brzydko to wygląda).
Niedługo koniec roku, dzieciaki wyliczają średnią, planują gdzie pojadą.
A ostatnio byli na Lednicy, zdjęcia z archiwum prywatnego :)




Także w skrócie uzupełniłam co się u nas działo.

czwartek, 11 maja 2017

Kilka słów na szybko

Czasem pytacie mnie, czy żyję?
Żyję i mam się w miarę dobrze.
Dlaczego piszę, że tylko w miarę?
 bo jak napiszę, że mam się dobrze to niektórym może się to wydać dziwne.
Nadal nie mam kompa, a z komórki to nie pisanie na blogu.
Za mną przygotowanie 40 tki Jacka, kilka wyjść do kina, dni wolne, wizyty u lekarzy itd.
Czas ucieka mi niesamowicie, dużo by pisać, a w zasadzie nie mam jak i kiedy.
Choć lubię i blog miał być dla mnie rodzajem takiego pamiętnika, to w tym roku z tym pisaniem idzie mi ciężko.
Jak to mówią coś za coś, dużo czasu spędzam z bliskimi, czytam, spaceruję, to i czasu nie starcza na inne rzeczy.
Wczoraj z rana poszłam do Kaplicy, w tym tygodniu jest u nas przez tydzień przygotowanie do obchodów 100 rocznicy objawień Fatimskich i mieszkańcy naszego bloku mieli wyznaczony czas od 7 do 9ej, poszłam na 7mą, ale o 8ej się musiałam zbierać, bo na 9tą do pracy.
Pomimo tego, że poranek był dosyć mroźny przeszłam do pracy przez las.
Mówię Wam, jak fajnie tak przejść po lesie, tylko zieleń i śpiew ptaków.
Zresztą zobaczcie sami











Czasem jak nie wezmę sobie jedzonka to kupuję w przypracowym tesco bistro.
Wiem, że mogłoby być bez frytek, ale akurat tym razem nie było innej alternatywy.
 Wracając szłam nad Wisłą, bo chciałam zobaczyć, czy choć troszkę spadł poziom wody po tych praktycznie codziennych opadach deszczu.








Wieczorem z dziećmi oglądałam Pitbull niebezpieczne kobiety, w odróżnieniu do pierwszego Pitbula ten mi się nawet podobał i troszkę się pośmiałam i tak w skrócie minął wczorajszy dzień.
Bardzo bym chciała wrócić do regularnego pisania na blogu, ale czy to się uda?
Czas pokaże.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Chata- książka i film

Po książkę sięgnęłam w marcu, w sumie to słyszałam, że jest fajna inna niż większość książek, a poza tym w marcu miała wejść ekranizacja książki,
Ja mam takie skrzywienie,  że zanim obejrzę ekranizację, wolę przeczytać i tak sięgnęłam po tą książkę.
Zawsze mam problem z opisaniem książki komuś, kto jej nie czytał, aby nie zdradzić za dużo, a jednocześnie powiedzieć kilka słów.
Niestety kilka osób jak mi zaczęło opowiadać, o czym jest dana książka łącznie z końcem to mnie tylko zniechęciło do przeczytania.
Książka opowiada o tragicznych wydarzeniach dotyczących pewnej rodziny.
Przez te wydarzenia rodzina żyje razem a jednak osobno, oddalają się od siebie, nie potrafią szczerze ze sobą porozmawiać i pozostają niewyjaśnione sprawy.
Pewnego dnia główny bohater książki Mackenzie dostaje list, swoiste zaproszenie do Chaty, z którą się wiążą najgorsze wspomnienia.
List od kogo? Po co napisany? żeby go sprowokować? zdołować?czy ktoś sobie z niego żartuje? a może ktoś chce mu pomóc? ale kto i jaki ma w tym cel?
Ciekawość ludzka bierze górę nad rozsądkiem i Mac postanawia się dowiedzieć, co się za tym kryje?

Nie zdradzę Wam więcej, bo już bym za dużo powiedziała.
Tutaj piękny cytat 
Na film poszłam w Wielki Piątek 14 kwietnia, film w 3/4 zgodny z książką, niesamowity.
Przepiękne widoki, pokazane wiara, nadzieja, miłość, radość i cierpienie, świetna gra aktorska, śmiech i łzy.
Jak ktoś nie czytał, zachęcam, jak ktoś nie widział, polecam 

niedziela, 16 kwietnia 2017

Wielkanoc :)

Jakoś w tym roku szczególnie nie spinałam się z przygotowaniami na Święta, doszłam do wniosku, że na co dzień na bieżąco się sprząta, pierze, gotuje, a okna 2 tygodnie wcześniej umyte, to bez przesady.
Ważne, aby dobrze przeżyć ten czas duchowo, aby znaleźć czas na to, co ważne.
Wiadomo, że zaplanowałam, co zrobię, dzieciaki mi pomogły w przygotowaniu potraw i ozdobieniu świątecznie domu.
Fajnie tak przygotowywać się wspólnie, całą rodziną, razem pójść do kościoła, ogarnąć, zrobić zakupy i razem zasiąść do stołu.
W Wielki Piątek był czas i na modlitwę, zadumę, potem poszliśmy do kina na piękny film : "Chata" o którym napiszę w oddzielnym poście.
Następnie wspólna droga krzyżowa, czuwanie...
Wczoraj święcenie pokarmów i wspólne przygotowanie potraw na dziś, a potem gry planszowe, które uwielbiamy.
Wielkanocny poranek rozpoczęty w kościele i ta radość ze  Zmartwychwstania i piękna pieśń

, wspólne śniadanie, kolejna gra planszowa i fajny film z Jimem Careyem Bruce Wszechmogący.
To jeden z tych filmów, które mogę oglądać często i lubię do nich wracać a mi się nie nudzi.
Wspólne rozmowy przy stole i kolejny super film z wytwórni Walta Disneya Piękna i bestia, wersja rysunkowa :)
Po nim poszliśmy na cmentarz, a teraz przyszedł czas, aby napisać na blogu, bo ostatnio bardzo rzadko tutaj się pojawiam, niewiele piszę.

Chciałabym Wam życzyć rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy
Abyście znaleźli czas dla siebie, tak bardzo nam potrzebny czas, aby wszystko sobie poukładać i przepracować.
Abyście spotkali się z kochanymi ludźmi, mieli odwagę prosić o wybaczenie i wybaczyć.
Aby nie zabrakło Wam czasu dla tych, na których Wam najbardziej zależy.
Spędźcie ten czas , jak potraficie najlepiej.
Dużo miłości, spokoju i zrozumienia.
Wesołego Alleluja!

niedziela, 9 kwietnia 2017

EDK 2017- Ekstremalna Droga Krzyżowa

Słyszałam już o tym jakiś czas temu, czytałam o innych ludziach, którzy w różnych rejonach Polski przebyli tą drogę w ubiegłych latach.
Pomyślałam w pierwszej chwili, to nie dla mnie, ledwo doszłam na pielgrzymce te 25km ,a tutaj mają być odcinki przez las, po nocy, ponad 40km, nie dam rady.
Jednak czasem to, że się przed czymś bronimy, nie znaczy, że nie chcemy spróbować.
Chciałam spróbować dla samej siebie, czy dam radę, czy mój organizm nie zawiedzie, a przede wszystkim przekonać się, co w tym takiego fajnego iść przez kilka- kilkanaście godzin w ciszy, w nocy. Jaki w tym wszystkim sens?
Zdjęć w zasadzie zrobiłam tylko kilka, bo bardziej skupiałam się na duchowym przeżyciu, dlatego zdjęcia głównie dzięki uprzejmości Dominiki K. i Pana Stanisława Widza.
Drogę rozpoczęłam Mszą w kościele garnizonowym




Przed kościołem I stacja, rozważania, bardzo mocne słowa, a potem wyjęliśmy opis trasy i wyruszyliśmy przez las.
Drogę oświetlały nam przez jakiś czas latarnie,a potem polegaliśmy już na latarkach.
Dotarliśmy do kolejnej stacji, przeczytaliśmy rozważania i miałam w głowie mnóstwo różnych myśli, pytań,swoich własnych wniosków.
W miarę upływu czasu człowiek coraz bardziej zmęczony,  idzie dalej pod górę po piachu i ta myśl; Czy tak Jezus szedł przez pustynię? Czy było mu tak ciężko?
Zdaje się, że idę ale jakoś wolniej i oddech głośny, a tak jakby obok szedł On, ramię w ramie...
 Latarka rozjaśnia mrok i widzę obłoki mojego oddechu i dociera do mnie, że w nocy jest naprawdę zimno.
Kolejna stacja i już nie siadam gdzieś, przykucam, tylko po prostu upadam. Upadam na kolana i po rozważaniach nie mogę wstać i myślę sobie, nie dam rady, a może zrezygnować?
A może wrócić do ciepłego mieszkania i pójść spać?
I zaczynam się modlić o siłę i czuję jak ta siła skądś przychodzi i powstaję, jakby On mnie podniósł i idę dalej.
Niby idziemy w małej grupce, a każde z nas jakby samo, ze swoimi problemami, ze swym krzyżem tym fizycznie i namacalnie niesionym i tym niewidocznym,  krzyżem , jaki mamy w życiu.
Każdy z nas stara się jak może go podnieść, przejść przez problemy, znaleźć drogę.
Około 4ej walczę z chłodem, trzęsie mnie z zimna, szukamy kolejnej stacji, ale chyba wszystkim już zmęczenie daje się we znaki, bo w zasadzie nie wiemy, gdzie mamy skręcić.
W rezultacie skręcamy w jakąś polną drogę i idziemy i w pewnym momencie może po jakichś 2 km dociera do nas, że to nie ta droga.
Włączamy aplikację, aby upewnić się, gdzie jesteśmy i okazuje się, że zeszliśmy z trasy.
Próbujemy znaleźć właściwą ścieżkę, ale wydaje mi się, że wszystkie drogi prowadzą donikąd.
Zamiast paniki , stresu, nerwów odnajduję  słowa:" Chociażbym chodził ciemną doliną zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną"i wiem, że Bóg mnie nie zostawi w potrzebie.
Idziemy i po jakimś czasie w oddali widzimy światła kościoła, naszej kolejnej -X stacji.



Wstaje nowy dzień, a my idziemy dalej.
Kiedy zakładam swój plecak ból w ramieniu mnie tak przeszywa, że na moment brakuje mi tchu i ta myśl: Boże ile przeze mnie musiałeś cierpieć, jak Ciebie bolało.
Kolejna stacja i  skrajne emocje: radość i wdzięczność, że dotarliśmy do kolejnej, bezradność wobec tego, jaka jestem słaba i smutek, że On przeze mnie musiał dużo więcej znieść...











Choć było ciężko, wiele razy myślałam o tym, aby zrezygnować, albo zawrócić to jednak przeszłam ponad 40 km,po raz pierwszy czułam się tak blisko Boga.
To niesamowite przeżycie, wiele mi się poukładało w głowie i zmieniłam podejście do pewnych spraw.