Łączna liczba wyświetleń

środa, 6 grudnia 2017

Mikołajki

Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam Mikołajki, z roku na rok mi nie mija.
Ten moment zaskoczenia, niespodzianki :)
W tym roku z samego rana poszłam z Darią na Roraty, a tam prawdziwy Święty Mikołaj :)








I rozdawał prezenty dzieciom, miły akcent na początku dnia.
A w domu znalazłam piękną książkę Reginy Brett
Bóg nigdy nie mruga, ta autorka pisze swoje spostrzeżenia na tematy bardzo nam bliskie, ma trafne spostrzeżenia i przystępny styl pisania.
Mam już jej kalendarz na kilka lat :)
A w pracy też czekały na mnie niespodzianki, które przyniosłam do domu- moje ulubione słodkości.


Ale najlepszy prezent to spędzony z moją rodzinką czas.
A Wy lubicie Mikołajki? Co fajnego dostaliście?

niedziela, 3 grudnia 2017

1 niedziela adwentu i 19 urodziny Marka

Nie wiem, jak Wam, ale mi czas w tym roku wyjątkowo przyspieszył, choć jest też rokiem uczącym mnie cierpliwości, bo ciągle muszę na coś czekać.
Ale o tym, kiedy indziej, bo dziś zaczyna się czas oczekiwania na Boże Narodzenie, czas niezwykły, miłości, cudów i darów.
Choć byłam jeszcze lekko obolała i słaba dotarłam do kościoła, aby w pełni uczestniczyć w Mszy, nawet nie wiedziałam, że tak mi może brakować tego.



Dzięki Grzegorzowi i jego pomysłom, dzięki którym powstał słoik adwentowy mam zajęcie na każdy dzień, jest to sentencja, modlitwa, albo zadanie.
O Grzegorzu i jego słoikach możecie przeczytać tutaj: https://wytrwaj.wordpress.com/2017/10/07/sloik-adwentowy/

W domu za to świętowaliśmy 19 urodziny mojego syna Marka, wróciły wspomnienia, jak go urodziłam, pierwszy raz trzymałam na rękach.
Ta miłość, której nie da się opisać, ale która towarzyszy rodzicom od pierwszego dnia.
Jestem dumna z mojego syna, że tyle w życiu osiągnął, że realizuje swoje marzenia, że jest takim mądrym dorosłym facetem, że mogę na niego liczyć, z tego, że zdał prawko za pierwszym razem i może mnie podwieźć, jeżeli jest taka potrzeba.
Jest niesamowitym młodym człowiekiem, którego warto posłuchać i od którego wiele się można nauczyć.
Wspólnie z Angelą zrobiłyśmy mu tort:)
I jeszcze raz życzę Ci synku abyś nigdy nie ustawał w dążeniu do swych marzeń, aby każdy Twój dzień wypełniony był szczęściem i miłością, bo to w życiu najważniejsze.
Nie trać swej radości i ciekawości świata i pamiętaj nigdy na nic nie jest za późno, a ludźmi się nie przejmuj, zawsze będą gadać.
Czerp z życia pełnymi garściami, sto lat !!!

No i jak co roku nie mogło się obyć bez selfie


poniedziałek, 27 listopada 2017

Anioł na moim ramieniu

Wczoraj skończyłam czytać tą niesamowitą książkę i powiem Wam, że czyta się ją jednym tchem.
Nie chcę za dużo zdradzać ,więc napiszę Wam streszczenie z okładki

Anioł na moim ramieniu to zbiór niezwykłych, ale prawdziwych historii o Aniołach Stróżach, które z tamtego świata chronią nas, ostrzegają i opiekują się nami.

  -Głos anioła ratuje kobietę przed strasznym wypadkiem
 
  - Ciepły dotyk skrzydlatego opiekuna wyciąga z depresji pogrążonego w żałobie wdowca

  -Tajemniczy nieznajomy ratuje z opresji napastowaną dziewczynę po czym znika

  - Anioł ratuje dziecko w chwili, gdy następuje awaria sprzętu monitorującego funkcje życiowe


Historie są niesamowite, niektóre wydają się nie do uwierzenia, ale opowiedzieli je ludzie, którzy to przeżyli.
Czasem ciężko nam zrozumieć coś, co jest dla nas nie do ogarnięcia, nie rozumiemy tego, dopóki sami nie doświadczymy.
Ja jednak wierzę, że to nie przypadek, że czasem w momencie zagrożenia coś się ułoży tak a nie inaczej i pomoże nam ominąć przeszkodę, uniknąć wypadku itd.
Wierzę też w to, że nasi bliscy, którzy odeszli nas nami czuwają, czasem ostrzegają nas przed czymś( chorobą, niebezpieczeństwem) czasem jakiś zapach, czy stwierdzenie rzucone przez obcą osobę, a charakterystyczne tylko dla osoby dla nas bliskiej przypomni nam o tym.
  Można udawać, że to wymysł naszej wyobraźni, przemęczenie, albo początek choroby, ale można też otworzyć się i dostrzegać rzeczy, pewne niesamowite chwile, które nam towarzyszą co dzień, a z których do tej pory nie zdawaliśmy sobie sprawy.

Dziękuję za polecenie mi tej książki i Wam również ją polecam





poniedziałek, 20 listopada 2017

Sprawa Chrystusa

To kolejny film twórców "Bóg nie umarł".
Dlaczego lubię takie filmy?, dlatego, że nie są nachalne, że nie zmuszają Cię do wiary, nie pytają, w co wierzysz, tylko pokazują historię różnych ludzi, którzy przeżyli różne sytuacje w życiu i jak czasem jeden gest, czyjś wybór ma wpływ na całą rodzinę lub otoczenie.


Sprawa Chrystusa to historia Lee Strobla dziennikarza i pisarza, który jest ateistą wierzącym w fakty.
Szuka dowodów na to, jak podważyć historyczne fakty istnienia Jezusa.
W bardzo ciekawy sposób pokazane śledztwo, jego spotkania z różnymi specjalistami, myśli, rozterki.
Film powstał na podstawie książki, której jeszcze nie czytałam, ale mam nadzieję, że kiedyś ją przeczytam.



czwartek, 16 listopada 2017

Listy do M 3

Wybrałam się dziś z moją rodzinką na Listy do M 3, choć jest połowa listopada i ogólnie zaczynam myśleć o świętach tak na serio i przygotowywać się do nich na początku grudnia, to poszliśmy.
    Powiem Wam, że się uśmiałam, jak oglądałam Karinę i Szczepana, to jakbym patrzyła na siebie i mojego męża.
Podobało mi się, to, że pokazany był przykład młodych ludzi, jakich mijamy na ulicy, ogólnie ogarniających wszystko bardzo szybko, ale w kontaktach twarzą w twarz są często zagubieni, nieśmiali.

Film pełen uczuć, oczywiście był moment, że się wzruszyłam, ale Wam nie zdradzę za wiele, bo zachęcam, abyście sami poszli do kina .
Dobra świąteczna muzyka, mnóstwo śmiechu i dobrych tekstów, świetna gra aktorska :)
Oglądaliście?



niedziela, 5 listopada 2017

Wolny weekend - czyli cieszmy się z małych rzeczy

Niby taka zwykła rzecz, wolny weekend.
Dla kogoś to może być normalne, ale dla mnie, która do tej pory miałam jedną niedzielę w miesiącu wolną, a o całym wolnym weekendzie mogłam tylko pomarzyć.
Dlatego cieszę się tym wolnym czasem i staram się go jak najlepiej wykorzystać, zrobić coś dla siebie.
Wiem, że przydałoby się zrobić generalne porządki, zaległe rzeczy, ale porządki nie uciekną, a jak jest ładna pogoda to żal nie wykorzystać tego i spędzić pół dnia na mopie lub przy garach.
Choć ogólnie lubię pichcić i piec dla mojej rodzinki.
Pospałam sobie do 10ej, czasem człowiek musi się wyspać, tyle ile organizm potrzebuje, a kiedy zobaczyłam za oknem piękne słońce postanowiłam pójść do parku.
Daria z chęcią ze mną poszła, porobiłyśmy sobie trochę zdjęć i mogłam poszurać sobie liśćmi.
Uwielbiam iść i słuchać szelestu liści, czuć promienie słońca na twarzy, podziwiać piękno przyrody.
Nagrałam też kilka filmików, aby do nich wracać w zimowe wieczory










Spotkałyśmy też wiewiórki, następnym razem muszą wziąć kamerkę, bo na komórce nie da się przybliżyć za bardzo, a nie chciałam ich płoszyć podchodząc bliżej

















Takie zdjęcie popełniłam, na górze moja Mamcia na tym samym mostku, co ja dziś :)



Pospacerowałyśmy, naładowałyśmy bateryjki i powoli wróciłyśmy do domu :)
A Wam jak minął wolny weekend?

piątek, 20 października 2017

Free hugs- wszyscy lubimy się przytulać

Chcę dziś napisać o wydawałoby się oczywistej oczywistości, o potrzebie przytulania.
Dlaczego akurat teraz o tym piszę?
Może dlatego, że żyjemy w tak szalonym i zapędzonym świecie, że często zapominamy o tych naszych naturalnych odruchach jak spędzanie czasu razem, rozmawianie, czy zwykłe przytulanie :)
Kilka dni temu pojechaliśmy na groby ze strony rodziny mojego Taty, bo wiadomo, że 1ego nie dam rady być wszędzie, po drodze odwiedziliśmy moją Ciocię Ewę.
Staram się zawsze wpaść na te kilka minut w odwiedziny, choć bez zapowiedzi, ale zawsze jestem mile przyjęta.
Ciocia jak zwykle serdeczna, zaraz zrobiła herbatę, bo pewnie nam zimno i przytuliłyśmy się, stałyśmy tak dłuższą chwilę, widocznie obu nam tego było trzeba.
Porozmawialiśmy sobie, bo nie widzieliśmy się od roku, więc tematów nam nie brakowało, mówię do Cioci, zróbmy sobie zdjęcie, ostatnio z Tobą mam zdjęcie zrobione z 10 lat temu, albo i wcześniej i zrobiłyśmy sobie.

Nie mogłyśmy się nagadać, a przed wyjściem jeszcze przytuliłam Ciocię i tak wtedy stwierdziłam, że warto napisać o tym, jak ważne jest przytulenie.
Kiedy jesteśmy małymi dziećmi z reguły rodzice nas przytulają, czasem siedzą przy nas w nocy, gdy chorujemy, głaszczą po głowie.
Gdy dorastamy przytulamy się z naszymi wybrankami serca, z narzeczonym, narzeczoną, mężem, żoną.
W końcu sami zostajemy rodzicami, kiedy po raz pierwszy widzimy swoje dziecko, chcemy je zamknąć w ramionach, chronić przed złem, bólem, zranieniem.
Choć dzieci dorastają nadal potrzebują naszego czasu, okazywania czułości, przytulenia.
Zauważyłam, że młodzi ludzie, kiedy się ze sobą spotykają( może nie wszyscy, ale znajomi moich dzieci) kiedy się spotykają też padają sobie w ramiona.
Widać taką mają potrzebę, w każdym z nas myślę jest ta potrzeba przytulenia, zrozumienia i akceptacji.
Ja również uwielbiam się przytulać, choć głównie przytulam członków mojej najbliższej rodziny, to kiedy spotykam się z przyjaciółmi też ich przytulam.
Mam też w rodzinie takiego fajnego bratanka, który pomimo tego, że jest trenerem personalnym i jest mega umięśniony uwielbia się przytulać.
Od kilku lat na całym świecie furrorę robi akcja FREE HUGS czyli darmowe przytulanie.
Czasem jest ona połączona ze zbiórką na jakiś szczytny cel, ale coraz częściej jest przy okazji imprez masowych dla młodzieży, bo czy jesteś mały, czy duży chcesz się przytulić, poczuć przez chwilę, że komuś na Tobie zależy( nawet, jeżeli jest to obca zupełnie osoba).
Zadziwia mnie jej fenomen i zastanawiam się, z czego on wynika?
Ale popieram fajne akcje, więc jestem jak najbardziej za, jeżeli chodzi o takie akcje.
Przytulajmy się, uśmiechajmy i znajdźmy dla innych czas.





niedziela, 15 października 2017

Dzień Dziecka Utraconego

Długo zastanawiałam się, czy na blogu napisać o dziecku utraconym? jak to zrobić, abym mogła z siebie wyrzucić pewne skumulowane emocje, a jednocześnie kogoś nie urazić.
Przede wszystkim nie piszę , dlatego, żeby kogoś postawić w trudnej sytuacji, piszę o Dniu Dziecka Utraconego dlatego, że w tym roku i mnie ten dzień dotyczy.
Kiedy czytałam wpisy innych " aniołkowych mam" współczułam im, zastanawiałam się, jak one mogą normalnie żyć? jak sobie radzą? 
Ale po ludzku głupio mi było pytać, nie wiedziałam, czy ktoś mnie nie odbierze jako nachalnej osoby, która wchodzi z buciorami w czyjeś życie.
Jeżeli mój wpis pomoże choć jednej Mamie po stracie, to warto było.
Dołączyłam do " aniołkowych mam" w czerwcu, kiedy okazało się, że moja 7 tygodniowa ciąża się nie rozwija, a stan w jakim się znalazłam zagraża mojemu życiu.
Nie chcę pisać o szpitalu, o tym, że nic nie wiedziałam, nie było wsparcia psychologa, lekarze nic nie mówili, tylko rzucali jakieś dziwne hasła.
Jedynie przed samą narkozą przyszedł " ludzki" lekarz, jako jedyny zapytał: jak się czuję?
Wytłumaczył mi wiele.
W szpitalu jeszcze się trzymałam, a w drodze do domu płacz, w domu przez kilka dni nie mogłam się odnaleźć.
Pustka pomimo domu pełnego ludzi, smutek, żal, cierpienie fizyczne i psychiczne.
Gdyby nie wiara, mąż i dzieci, to nie wiem, jak bym przez to przeszła.
Głównie spałam i leżałam i wtedy pomogły mi książki O. Adama Szustaka, córka mi je przyniosła do szpitala i żeby zająć czymś głowę przeczytałam :" Osioł w raju" polecam,a druga to " Ewangelia dla nienormalnych" .
          Pomogło mi też forum o poronieniu, gdzie znalazłam potrzebne mi informacje, poczytalam historię innych, podzieliłam się swoją historią.
Jakby ktoś szukał, to podaję namiary na forum https://www.poronienie.pl/forum/index.php
Poznałam dziewczyny takie jak ja, po stracie pomimo tego, że się oszczędzałyśmy starałyśmy itd.
Dotarło do mnie, że to nie moja wina, że po prostu tak bywa, że w dzisiejszych czasach, 10-20 % ciąż kończy się poronieniem.
Nie ma znaczenia, czy masz 20 czy 40 lat, czy się oszczędzasz, czy dźwigasz ciężary, czy stosujesz dietę bezglutenową, czy nie.
Po prostu spotyka to niektóre kobiety, tylko niestety jest to temat tabu, nie umiemy o tym rozmawiać, nie wiemy, jak się zachować, jak reagować, kiedy spotyka to kogoś w naszym otoczeniu.
   Nawet nam jest ciężko powiedzieć naszym bliskim, choć czasem bardziej nas zrozumie obca osoba, niż ktoś z rodziny.
Ja też nie wszystkim powiedziałam, bo bałam się ich reakcji, oceniania, analiz.

Napiszę Wam też, jakie miałam najgorsze słowa pocieszenia:
1.weź nie becz( usłyszałam 2 godziny po stracie ) masz dla kogo żyć, masz troje dzieci, widocznie było chore
To wszystko powiedziała mi osoba bardzo bliska, z rodziny.
Tyle, że poronienie to strata i jak każda strata niesie za sobą ból i łzy i człowiek musi po prostu przeżyć etap żalu i smutku. Lekarze nawet mówią, aby kobietom po stracie pozwolić na czas żałoby.
Poza tym ja nie chciałam się zabijać, ani nie myślałam o śmierci, więc po co takie teksty.
Mam troje dzieci...
Mam troje dzieci tutaj i jedno tam, mam nadzieję, że poznamy się kiedyś.
Czy było chore?
Może i było, ale to mnie nie pociesza

2 przecież to nie było dziecko, więc co przeżywasz
dla mnie to było moje dziecko, które pokochałam

3. Będziesz jeszcze miała dzieci

Może będę miała, a może nie, ale każda mama, która planuje i dowie się o ciąży zaczyna się cieszyć, snuć plany, kochać tego maluszka i chciałaby urodzić zdrowe dziecko i przytulić.
Nawet, jeżeli będę miała jeszcze dziecko, to chciałabym przytulić tamto dziecko, zobaczyć, jak wygląda, poczuć uścisk paluszków na kciuku, spojrzeć w oczy...

Czasem lepiej po prostu w takich momentach być obok, pozwolić się wypłakać, wykrzyczeć, przytulić. Nie mówić nic, pomilczeć wspólnie.

Pomogły mi pogadanki Ojca Adasia, zwłaszcza jego mega cytaty 


Dziś byłam na specjalnej Mszy


Byłam w szoku, że był pełen kościół ludzi, że tyle osób straciło dzieci.
Atmosfera bardzo przyjazna, po Mszy kupiłam 2 książki, które mam nadzieję, że też mi pomogą.

Staram się normalnie żyć, choć w takie dni jak ten jest mi ciężko, tęsknię za tym moim malutkiem, zastanawiam się, jak by to było, bo byłabym już w 24 tygodniu, ale wierzę w to, że to jest wszystko większy plan, którego sens kiedyś poznam.

Dla mojego Maluszka
Nosiłam Cię 49 dni
A każdy z nich był wyjątkowy
Mówiłam Ci, co dzień, jak piękny świat jest
O tym, że liczy się każdy drobny gest
O ludziach, których spotykam
O tym, jaka gra muzyka
Jak bardzo Cię wszyscy kochamy
Jak mocno na Ciebie czekamy
Tak bardzo bym chciała zobaczyć Cię
Pocałować w nosek mówiąc: Kocham Cię
Zastanawiam się, jaki byś był
Gdybyś z nami tutaj pozostał i żył
Snułam przed Tobą marzenia,
teraz zostały tylko wspomnienia...

Na koniec zostawiam Was z utworem Luxtorpedy "44 dni"







niedziela, 1 października 2017

VIII Międzynarodowe Warsztaty Gospel w Puławach

Jakiś czas temu, chyba jeszcze na starym blogu pisałam Wam o tym, jak zaczęła się moja przygoda z Warsztatami Gospel,  ale q woli przypomnienia.
3 lata temu podczas V Warsztatów Angela razem z młodzieżą ze szkoły wzięła udział w tych Warsztatach.
Poszłam na koncert finałowy i ... przepadłam.
Urzekła mnie historia Gospelu, niewolnicy w polu chwalący pieśnią Pana, czasem to jedyny pozytywny moment w ich życiu.
Te pieśni pozwalały im przetrwać i żyć, ludzie ludziom zgotowali taki los.
A muzyka i otwartość z jaką można było się spotkać zachwyciły mnie.
Mało tego, na koncercie nie można było siedzieć i po prostu słuchać, człowiek sobie podrygiwał nogą, klaskał , a prowadzący jeszcze zachęcali do wstania i przyłączenia się do nich.
2 lata temu postanowiłam wspólnie z Angelą wziąć udział w Warsztatach, o czym pisałam TUTAj
    Rok temu ze względu na Światowe Dni Młodzieży brali udział w Warsztatach młodzi ludzie z różnych stron świata, a w tym roku wzięłam udział z wszystkimi mymi dziećmi.
Cały weekend śpiewu, niesamowitej energii, miłości do bliźniego, radości i wiary.
Tym razem ze względu na remont w Domu Kultury Warsztaty odbywały się w Kościele, to było niesamowite przeżycie.
Niestety nie ma oficjalnie filmiku z koncertu, więc napiszę o nim innym razem.
Warsztaty prowadziła jedyna i niepowtarzalna Agnieszka "Baca" Tomaszewska wraz z wspaniałymi ludźmi z Poznania z zespołu Gospeljoy.
Na drugi dzień dołączył do nas Pastor Dave Daniel, wiecie co jest w nim niesamowitego( oprócz tego, że jest bardzo pozytywny i ma niesamowity głos) Pastor ma po prostu świetną pamięć, podszedł do nas i mówi, że nas pamięta, choć widział nas ostatnio 2 lata temu :)
O odczuciach związanych z koncertem finałowym napiszę jak już będzie dostępny film z koncertu, a teraz kilka zdjęć moich i ze strony Stowarzyszenia "Rodzina" z prób i przygotowań :)










Mogę Wam jeszcze zamieścić fragment próby, jak uczyliśmy się choreografii

https://www.facebook.com/rodzina.pulawy/videos/689603584562405/

I fragment próby utwory You deserve it