Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 4 listopada 2014

Wyzwanie z Mel B 30 dni- dzień 3ci

Dzisiaj miałam na rano do pracy,więc wszystko na szybko, żeby rano się wyrobić z treningiem i jedzonkiem.
Na szczęście we wtorki są krótsze ćwiczenia, cały cykl trwa nieco ponad 30 minut http://youtu.be/eDtuyrGLJnE?list=PLl7hfBIB4OEuWqIvD_dYxTX46Nf3WKuN7
Na początek jak zwykle rozgrzewka
Następnie trening ABS
Potem niezbyt przeze mnie lubiane ćwiczenia na brzuch

I jak zwykle na koniec trening pośladków :)

Ponieważ w ubiegłym tygodniu znów podjadałam słodycze i waga mi pokazała wzrost wagi na obu akcjach dietkowych dostałam karniaka, więc postanowiłam dziś zrobić jeden raz ćwiczenia z Tiffany z ręcznikami.
Ona ma  takie ćwiczenia, które wyglądają niepozornie, a przed 10 minut potrafi człowieka nieźle zmęczyć.
Jakby ktoś chciał poćwiczyć, to wklejam filmik.

Jeżeli chodzi o dietkę to rano zjadłam owsiankę z pomarańczem,która wyglądała tak
Do pracy wzięłam zupę hipokratesa,którą zamroziłam, więc zmieniła troszkę konsystencję
Przepis na tą zupę podawałam TU
Niestety nie zjadłam jej, bo dziś znów miałam problemy żołądkowe w pracy :(
 Za to sporo ciepłego piłam, herbaty głównie, potem mi się polepszyło i zjadłam leczo,

 które wczoraj zrobiłam z 5 papryk, 500g mieska mielonego indyczego, 4 ząbków czosnku, cebuli, soli, papryki słodkiej i soku pomidorowego. Przepis zamieszczałam na moje leczo Tutaj
Dopiero po powrocie do domu odzyskałam apetyt i zjadłam 2 kromki pełnoziarnistego chleba z polędwicą, bo nie chcę ryzykować znów jakiś problemów z żołądkiem.
Jutro muszę wcześniej wstać, bo znów na rano do pracy,a jutro dłuższy trenig.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Wyzwanie z Mel B 30 dni- dzień drugi

Dziś niestety z rana nie mogłam poćwiczyć i dietkowo było ciężko, bo miałam wyjazd z córką do Lublina.
Niestety cierpię na chorobę lokomocyjną od czasu zapalenia ucha i niewiele mi pomagają jakiekolwiek suplementy diety, dlatego nie jem jak jadę.
Po południu jak wróciłam do domu dopiero zjadłam, dziś znów rosół ten, co na zdjęciu.
A na drugie danie miałam pieczoną karkówkę (wiem, że kogoś mogę zbulwersować) ale nawet na dietach wykupowanych na portalach zalecana jest karkówka czy łopatka od czasu do czasu.
Tym bardziej, że ja karkówkę sama sobie przyprawiam i piekę, do tego kasza z warzywami( ta co wczoraj) i brokuł gotowany.
Nie mam ostatnio czasu, więc wybaczcie mi nieobrobione fotki jedzonka, postaram się poprawić.
Dopiero po 17ej poćwiczyłam sobie z Melką, choć zdecydowanie wolę rano ćwiczyć, wtedy mam lepszy humor i energię na cały dzień.
Tutaj zestaw ćwiczeń na dzisiejszy dzień.
http://youtu.be/OSdW771kfLU?list=PLl7hfBIB4OEuWqIvD_dYxTX46Nf3WKuN7
Jak zwykle Melka zaczyna do rozgrzewki
Choć był dziś cardio morderca bez serca bardzo szybko i fajnie mi się ćwiczyło.
Zaraz planuję na jutro zrobić leczo z mięska indyczego, papryki i pomidorowego soku, oraz jajek.
Jak znajdę chwilkę czasu( pewnie jutro to wrzucę przepis, bo tak jak ze wszystkim każdy inaczej gotuje daną potrawę).


niedziela, 2 listopada 2014

Wyzwanie z Mel B 30 dni- dzień 1

Z tym wyzwaniem zetknęłam się pierwszy raz w zeszłym mcu na forum jestem fit i było dla mnie masakra przez pierwsze 10dni, zanim mówiąc potocznym językiem: zajarzyłam, co i jak?
Fakt, że z Mel B ćwiczę sobie od pewnego czasu, ale omijałam szerokim łukiem jej trening cardio oraz trening na mięśnie brzucha.
Tutaj muszę rozgraniczyć, bo ona ma 2 treningi na mięśnie brzucha, jeden zwie się trening abs i ten ćwiczę i uwielbiam,a drugi to trening brzucha, który może sam w sobie nie jest ciężki, ale po 15 minutowym cardio i zaraz po treningu abs nastręczał mi pewnych trudności.
Zresztą c treningiem cardio nie tylko ja miałam problemy, na forum nazwałyśmy go "cardio morderca bez serca" ale w wyzwaniu z Mel B cardio jest co 2 dzień, więc można wytrzymać.
Aczkolwiek na 100% wykonywałam jej ćwiczenia w ostatnim tygodniu wyzwania, tzn. bez przerw,, podpierania się i dając z siebie wszystko.
Niestety przez ponad połowę wyzwania nie trzymałam diety, więc co mi spadło to wróciło.
Już Wam tu chciałam się pochwalić 20 kilogramami zrzuconymi, ale z tej radości znów się rzuciłam na słodycze i 3kg wróciły moment.
Dlatego postanowiłam, że dziś zacznę od nowa wyzwanie z Mel B 30 dni, ale już z trzymaniem się diety.
Wiem, że ona do tego treningu ma specjalne założenia dietkowe, ale ja po prostu zamierzam trzymać się swoich założeń, jeść 4-5 posiłków dziennie, w równych odstępach czasu.
A specjalnie dziś rozpoczęłam, bo w niedzielę jest bardzo krótki trening, a ja zaraz do pracy się wybieram, więc muszę zdążyć jeszcze przygotować sobie dietkowe jedzenie na cały dzień.
Postaram się też wklejać zdjęcia co jem danego dnia, choć dziś to chyba je dokleję dopiero jak wrócę z pracy, bo teraz się już muszę zbierać.
Ćwiczenia są na każdy dzień tygodnia, więc w tym tygodniu co dzień będę wklejała linki i filmiki, jeżeli ktoś miałby ochotę ze mną zacząć wyzwanie.
http://youtu.be/kB1qVjPVX20?list=PLl7hfBIB4OEuWqIvD_dYxTX46Nf3WKuN7
Wklejam też filmiki, które są idą po kolei, dziś tylko 3 filmiki, które dają w sumie nieco ponad 20 minut ćwiczeń.
Postaram się wieczorem dołączyć raport co dziś zjadłam, miłego dnia:)

Dopisane o 20:00
A dziś na śniadanie zjadłam owsiankę z bananem, prawie jak nasz Adam Małysz, tylko nie umiem telemarka robić :)

Owsiankę robię z 200-300ml mleka,3 łyżek płatków owsianych błyskawicznych, na gorące mleko wrzucam, mieszam i gotuję 3 minutki, bo lubię taką rozgotowaną, mięciutką.
Wiem,że ma ok 500kalorii, ale śniadanie powinno mieć 400-500kalorii
Tym bardziej, że ja nie jestem na diecie 1000 kalorii,tylko MŻ
Do pracy wzięłam w miseczce 0,5l rosół z kluseczkami, udało mi się zjeść koło południa.
a na drugie danie miałam 2 pałki kurczaka, 1 skrzydełko, kaszę jęczmienną z mieszanką królewską warzyw, ale to mi się udało zjeść dopiero o 17ej.
Po powrocie z pracy zrobiłam sobie twaróg z jogurtem naturalnym, zjadłam połowę, bo nie jestem głodna.
Jutro będzie gorzej z dietą i treningiem, bo rano jadę z córką do Lublina do szpitala, więc pół dnia nie będę jadła, ale zobaczymy,co przyniesie jutrzejszy dzień.

sobota, 1 listopada 2014

Wszystkich Świętych

Dziś ciężki dzień, dzień zadumy, smutny ...
Ten kto stracił bliskiego doskonale mnie rozumie, pomimo tego, że od śmierci mojej Mamy minęło już prawie 5 lat ja nadal tęsknię, nadal jej mi brak.
Z rana pojechaliśmy z Tatą na jeden z najstarszych cmentarzy w Polsce na Włostowicach do mojej Babci i jej rodziców na groby.
Stamtąd postanowiliśmy pojechać na cmentarz Komunalny, na którym pochowana jest moja Chrzestna, niestety utknęliśmy w korku i jazda 2km zajęła nam 40 minut.
Dziś pogoda była taka sobie, choć wielu ludzi pamięta jak 1 listopada był pierwszy śnieg, to zdarzało się też, że było ciepło i słonecznie.
Poza tym, że jest to smutne Święto co mnie wkurzało: konsumpcjonizm na każdym kroku.
Ja rozumiem, że ktoś chce dokupić lampki( choć można to zrobić wcześniej) czy kwiatki, ale to co zobaczyłam przed cmentarzem koło mnie zszokowało mnie.
Obok stołów ze zniczami i kwiatami szczypki, popcorn i wata cukrowa.
No dajcie spokój.
Druga rzecz, która mnie dobija, to rewia mody.
Ja wiem, że to Święto, a jak Święto to okazja do ubrania się w coś ładnego, sama lubię się elegancko ubrać, ale sorki, spódnice ledwo zakrywające tyłek, do tego szpilki do nieba, rozpięty płaszczyk, bo dekolt trzeba pokazać.
Chyba się starzeję, albo to wszystko schodzi na psy.
Pamiętam z dzieciństwa, że w to Święto Wszystkich Świętych kobiety zakładały przepiękne futra, kołnierz z lisa, czapkę, kozaki i tak się wychodziło z domu, ale nie coś takiego, co zupełnie nie pasuje ani do miejsca jakim jest cmentarz, ani do poru roku.
Ale cóż ja mogę o modzie wiedzieć?
Pozwolę sobie tutaj wkleić filmiki jakie kiedyś zrobiłam, pierwszy o bliskich którzy odeszli

a drugi pamięci mojej Mamusi

piątek, 31 października 2014

JOYLAND

Jaki czas temu wpadła mi w ręce książka Stephena Kinga.
Opis z okładki :
Jeden z najpopularniejszych pisarzy wszech czasów powraca!

Devin Jones, student college’u, zatrudnia się na okres wakacji w lunaparku, by zapomnieć o dziewczynie, która złamała mu serce. Tam jednak zmuszony jest zmierzyć się z czymś dużo straszniejszym: brutalnym morderstwem sprzed lat, losem umierającego dziecka i mrocznymi prawdami o życiu – i tym, co po nim następuje. Wszystko to sprawi, że jego świat już nigdy nie będzie taki sam...
Życie nie zawsze jest ustawioną grą. Czasem nagrody są prawdziwe. Bywają też cenne.

Pasjonująca opowieść o miłości i stracie, o dorastaniu i starzeniu się – i o tych, którym nie dane jest doświadczyć ani jednego, ani drugiego, bo śmierć zabiera ich przedwcześnie. 

„Joyland” to Stephen King w szczytowej pisarskiej formie, równie poruszający jak „Zielona Mila” czy „Skazani na Shawshank”. To jednocześnie kryminał, horror i słodko-gorzka powieść o dojrzewaniu, która poruszy serce nawet najbardziej cynicznego czytelnika.

Staram się opisując książki, które przeczytałam nie napisać za dużo, aby zachęcić kogoś do sięgnięcia do daną książkę, ale opis z okładki już czasem opowiada wiele.

Moja opinia: Jak to Stephen King, trzyma nas w napięciu, dozuje informacje, zmusza do myślenia i analizowania, czasem rozbawia, czasem przeraża, ale książkę się czyta jednym tchem. Polecam :)


środa, 29 października 2014

Siła ludzkiego umysłu

Człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielki wpływ na nasze życie i samopoczucie ma nasz rozum, mózg, głowa.
Wiadomo, że żeby człowiek poruszył ręką czy nogą musi pójść sygnał z mózgu. Najlepiej było to zilustrowane w kreskówce; "Było sobie życie".
Jednakże niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, jak wielka siła drzemie w naszym umyśle.
Weźmy sobie takie przeziębienie, owszem mamy katar, często kaszel, może nam towarzyszyć gorączka.
Ogólnie czujemy się nieszczególnie, jak mówi pewna reklama "niewyraźnie".
Co robimy?
Łykamy witaminy, kładziemy się do łóżka i wypacamy się.
Gorzej przedstawia się sytuacja, kiedy nam nie przechodzi i zmuszeni jesteśmy pójść do lekarza.
Już w poczekalni widząc tych wszystkich chorych ludzi czujemy się gorzej.
W końcu wchodzimy do gabinetu i dowiadujemy się, że mamy zapalenie gardła, krtani, nie daj Boże płuc, albo anginę.
Wychodzimy z gabinetu na miękkich nogach, ledwo się do apteki dowleczemy, wykupimy leki, resztkami sił doczłapiemy do domu i łykając wszystko jak przekazał lekarz kładziemy się do łóżka.
Najchętniej byśmy z tego łóżka nie wychodzili, bo ból głowy, gardła, nosa, katar, gorączka, kaszel i tak leżymy i narzekamy, bo jesteśmy chorzy.
Mamy do tego prawo, ale jak się nastawimy, że musimy szybko wyzdrowieć, dla dzieci, bo praca i inne priorytety to ta choroba jakoś szybciej nas opuszcza.
Może być też inna sytuacja, kiepsko się czujemy i idziemy do lekarza po pomoc, a on nas kieruje na specjalistyczne badania, bo nie wie, co nam dolega?
Wracamy do domu ze skierowaniem i szukamy w internecie, czy to to? czy mam takie objawy? a te które mam o czym świadczą?
Wiele osób zakłada czarny scenariusz, każdy z nas się martwi, bo ma dla kogo żyć, ale udowodniono naukowo( jak zwykle amerykańscy naukowcy) że pozytywne nastawienie to połowa sukcesu w leczeniu.
A nawet zanim postawiona zostanie diagnoza, to powinniśmy odganiać od siebie te czarne myśli.
Dlaczego akurat dziś o tym piszę?
Ponieważ ostatnio mój umysł na moje samopoczucie również wpłynął.
Robiłam sobie rutynowe badania  w Medycynie Pracy, ogólnie szybko żyje, więc i te badania szybko, weszłam do gabinetu, Pani mnie spytała : jak się czuję?
Ja, że świetnie.
Ciśnienie 120/80, glukoza w normie, wzrok dobry, rtg ok, jedynie Pani doktor napomknęła, że mam początki anemii i trzeba to skontrolować.
Ok, wyszłam stamtąd, poszłam do pracy, wróciłam do domu i zaczęło się doszukiwanie się objawów : zmęczona jestem ,to idę spać, bo pewnie anemia.
Rano robiłam trening i brakowało mi sił, to robiłam przerwy, bo to pewnie anemia.
Nawet moja dieta choć zbilansowana i zdrowa zaczęła mnie zastanawiać, bo może powinnam jeść samą wątróbkę z wołowiną, szpinakiem i burakami.
Ale nie dajmy się zwariować, każdy mi mówił, że za intensywnie żyje, że muszę odpocząć, wyluzować.
A ja swoje, bo mam anemię, w końcu będąc z córką w przychodni poprosiłam Panią w rejestracji o xero moich wyników i co się okazało.
Owszem hemoglobinę mam w dolnej granicy normy, ale nie mam jeszcze poniżej.
Mam mniej erytrocytów, płytek krwi i hematokrytu, ale nie ma co panikować.
Jak zobaczyłam czarno na białym wyluzowałam, stwierdziłam, że przejdę się do lekarza i zobaczymy, co mi powie na te wyniki? Czy zleci jakieś inne badania? czy poleci te, które już miałam wykonane?
Mój mózg zadziałał tak, że zasugerował mi, że mam anemię, więc nie mam siły na treningu, muszę częściej odpoczywać, więcej spać, itd.
Nie jest to szkodliwe, ale troszkę brakowało mi energii do działania i takiego powera.
Ciekawe, czy Wy też miałyście/ mieliście takie przypadki?

poniedziałek, 27 października 2014

Zmarzluch to ja

Od kilku dni mamy przymrozki, niby pod koniec października nie powinno nas to dziwić.
Jednakże pogoda w tym roku jest tak zaskakująca, a ciepła aura długo trwała i człowiek nie zdążył się przestawić na zimny tryb.
Zawsze lubiłam ciepełko, a jak jest tak szaro-buro i ponuro to marznę po prostu.
Mimo to, nie potrafię zrezygnować z jazdy na rowerze, przynajmniej dopóki śniegu nie ma.
Chociaż wczoraj jak wracałam po nocy pomimo oświetlenia i odblasków jechałam po chodniku, bo była taka mgła, że na kilka metrów nie było nic widać.
W sumie w dzień wczoraj była całkiem przyzwoita pogoda, ale ja spędziłam ten dzień jak co niedziela w pracy, więc nie miałam jak i kiedy sobie fotek zrobić.
Dziś choć poranek był mroźny, to słonko świeciło i w południe było nawet 10 stopni ciepła, więc namówiłam mego M na spacer i fotki, ale... zresztą sami zobaczycie.
Nie narzekam, w sumie miło spędziliśmy czas, a jak będę narzekała to M mi więcej zdjęć nie zrobi i na tym się skończy moje narzekanie.
Dziś puchata kurtka płaszczyk wyhaczona w SH za przysłowiowe 5zł firma Select
buty na płaskim: Deichman
na obcasie: TU SH
spódnica: M&S SH
tunika: Marc&Spencer SH
sweter:TU SH
apaszka: Pepco