W zeszłym tygodniu pracowałam kilka dni do 21ej, moja najmłodsza córka pewnego dnia przygotowała mi taką niespodziankę.
Wchodzę do domu,a na stole leży kartka.
Moja córcia ma 8 lat,a zrobiła mi taką fajną bransoletkę, aż mi się łezka w oku zakręciła z radości.
Po raz pierwszy ugotowałam ją dla mojej najmłodszej córeczki, kiedy miała jakieś 7-8mcy.W ogóle zupki dla dzieci modyfikowałam, przy pierwszym dziecku sporo gotowców, bo w sumie nie wiedziałam co i jak gotować, a jak już nawet ugotowałam to ciągle to samo: marchewka , ziemniaczek i kurczaczek.
Dopiero przy dziewczynach doszłam do tego, że po pewnym czasie można dziecku zmieniać smaki, dodać to, co my jemy: kalafior, brokuł, fasolkę.
Moja córcia sama wybrała, kiedy zobaczyła dynię dotąd się do niej wyciągała i piszczała, aż matka troszkę kupiła.
Tak wyglądała wtedy moja smerfetka, jakość zdjęcia średnia, bo nie miało się wtedy cyfrówki.
Po powrocie do domu postanowiłam ją ugotować razem z innymi warzywkami i mięsem z kurczaka.
Ale dość historii i wspomnień, oto mój pierwszy przepis na zupę krem z dyni
Składniki:
Wtedy to była pierś z kurczaka,a teraz 1 ćwiartka kurczaka
3 marchewki
2 ziemniaki
1 pietruszka
1 kawałek selera
kawałek dyni
sól, pieprz, szczypta cukru
Warzywa obieramy, myjemy i kroimy w kostkę, ćwiartkę kurczaka zalewamy wodą ok 2l i gotujemy.
Jak zaczyna wrzeć ściągamy łyżką tzw.szumy i dodajemy warzywka, sól, pieprz i szczyptę cukru, gotujemy,aż warzywa będą miękkie, doprawiamy do smaku.
Odstawiamy z ognia i miksujemy.
Zarówno ja jak i dzieci od czasu do czasu lubimy taką zupę krem łagodną.
Aczkolwiek wiem, że można ją zrobić na 100 różnych sposobów, ale o tym może kiedy indziej.
Korzystając z wolnego dnia w końcu się wyspałam, jak na mnie dosyć późno wstałam.
Jak zwykle poćwiczyłam, od razu energia i dobry humor na cały dzień.
Słonko świeciło, więc po śniadaniu postanowiłam wybrać się na spacer.
Z jednej strony bardzo lubię taką piękną złotą jesień, słonko, ponad 15 stopni było.
Z drugiej strony czuję się jakoś dziwnie, kiedy w zasadzie w połowie listopada mamy taką wysoką temperaturę, tym bardziej, że dni coraz krótsze, słońce szybko się chowa za horyzont.
Organizm przynajmniej mój jest jakiś taki rozbity, niby wyspana jestem, a chodzę i ziewam.
Jakaś taka zmęczona jestem i czegoś mi brak.
Ludzi było mnóstwo, większość z nich korzystało jak ja z dnia wolnego, sporo ludzi robiło zdjęcia.
Główną atrakcją są niedawno odkryte fundamenty obok Pałacu Czartoryskich w Parku, prace archeologiczne nadal trwają http://pulawy.naszemiasto.pl/artykul/odkrycie-archeologiczne-w-pulawskim-parku,2475095,artgal,t,id,tm.html
Sama jestem ciekawa, jaka jest historia tych fundamentów, być może dowiemy się czegoś więcej o Tęczyńskich w Puławach.
A dziś stylizacja, którą mi wymyśliła moja starsza córcia
Buty: TU
Spodnie: Denim
Koszula: Next
Płaszczyk: H&M
Torebka: David Jones( pożyczona)
Zamyśliłam się...
Znalazłam pajączka
Wołam córkę, żeby sfotografowała, ale nie chciała fotografować pająka
Przepraszam, ale wczoraj nie udało mi się napisać postu o tym jak sobota mi minęła.
Jak to mówią: człowiek planuje, a Pan Bóg kieruje.
Pomimo tego, że wczoraj po raz pierwszy od tygodnia miałam wolny dzień, to nawarstwiło mi się tyle zaległych spraw i rzeczy do załatwienia, że już na internet nie miałam za bardzo czasu.
Za to pomimo deszczu udało mi się pospacerować ok 3 godzinek.
Wczoraj pospałam do prawie 10 godziny, w sumie dobrze mi się spało, może właśnie dlatego, że padał deszcz.
Poćwiczyłam zestaw na sobotę z Melką http://youtu.be/p_k9rTPmM2k?list=PLl7hfBIB4OEuWqIvD_dYxTX46Nf3WKuN7
Rozgrzewka
trening cardio
abs
pośladki
W weekendy jem troszkę inaczej, bo wiadomo, wszyscy w domu, bardziej czasem sobie pozwalam ( w rozsądnych ilościach).
Na śniadanie kanapki z chlebem alpejskim,sałatą, wędliną, pomidorem i kiełkami.
Na drugie śniadanie 1/4 pomelo
Na obiad miałam rosół z kluseczkami i porcja kurczaka z ryżem i sałatą.
Pokazałam Wam ćwiczenia z wyzwania z Melką na cały tydzień, teraz już się będą powtarzały, więc jadłospis będę zamieszczała, jakby diametralnie się zmienił, bo najczęściej na śniadanie jem owsiankę, potem jakiś owoc na 2 śniadanie. Na obiad porcja mięsa i kasze lub ryż i warzywka.
Potem podjadam jakąś kanapkę i na wieczór albo serek wiejski, albo jogurt owocowy.
Będę robiła podsumowania wyzwania co 10 dni, bo częściej nie ma sensu.
Uciekam spać, bo bardzo szybko minęła mi niedziela.
Po brzuchu ćwiczenia na mięśnie pleców i klatki piersiowej
a na koniec trening na mięśnie pośladków
Jeżeli chodzi o dietę, to od wczoraj włączył mi się odkurzacz i najchętniej to bym łaziła i skubnęła tutaj troszkę, tu odrobinkę.
Na śniadanie jak zwykle owsianka z jabłkiem
Chociaż dość późno zjadłam śniadanie, bo o 9ej, a na 12tą robiłam sobie zupkę, w międzyczasie zjadłam 2 kromki chleba z żurawiną z wędliną, sałatą, pomidorem i kiełkami, nie zdążyłam zrobić zdjęć, taka jakaś byłam dziwnie głodna.
Podobno pełnia tak na ludzi wpływa, więc już jutro powinno być lepiej :)
Od mojej przyjaciółki Magdy dostałam przepis na zupę krem z groszku zielonego.
Więc od razu tutaj zamieszczę, bo dziś pierwszy raz robiłam.
Składniki:
450-500g mrożonego groszku
1 marchewka
1 pietruszka( ja miałam pół)
1 por( znalazłam kawałek)
kawałek selera
1 cebula
1 papryczka chili
szczypta kolendry
szczypta lubczyku
1,5l bulionu(tym razem zrobiłam z kostek) następnym razem wcześniej ugotuję bulion na warzywach
natka pietruszki i łyżka jogurtu naturalnego
masło do podsmażenia warzyw
Cebulkę i pora kroimy, a pozostałe warzywa ścieramy na tarce o grubych oczkach
Na masełku podsmażamy cebulę z porem
Dodajemy pozostałe warzywa i mieszając podsmażamy
Wszystko wrzucamy do wrzącego bulionu i dodajemy kolendrę, lubczyk oraz pokrojoną papryczkę chili, następnie gotujemy, aż groszek będzie miękki.
Odstawiamy na jakiś czas, po czym miksujemy na krem
Polewamy jogurtem naturalnym i posypujemy natką pietruszki
Smacznego :)
Fajna zupka, bo słodko-ostra:)
A na drugie danie o 15ej zjadłam sobie ryż z marchewką i sokiem pomidorowym, do tego pieczony kurczak i grzybki tegoroczne, zebrane przez mężastego :)
Po 2 daniu musiałam się zebrać do pracy,a w pracy tylko zjadłam jogurt, więc poza tymi kanapkami w
Dziś nie mogłam wstać, jakaś byłam zmęczona i obolała, chyba ten nowy trening z Tiffany i ręcznikami dał mi w kość.
W końcu o 7ej się wzięłam za trening z Melką, dziś znów cardio morderca bez serca, najgorzej mnie dobija deska boczna, czy też skręty boczne, nadal mi sprawia to ćwiczenie problemy, ale teraz jak ćwiczę praktycznie co dzień od tych 8 mcy to mogę z całą świadomością napisać, że lubię ćwiczyć, lubię się zmęczyć, spocić.
Wtedy wiem, że porządnie ćwiczę:)
Jakby mi ktoś na początku tego roku powiedział, że będę lubiła ćwiczyć, że będę się źle czuła jak zrobię sobie dzień odpoczynku od aktywności, to bym mu powiedziała, że chyba oszalał.
A jednak tak własnie się czuję, jak nie ćwiczę brak mi tej energii, adrenaliny, uwalniających się endorfin.
Z Melką są 2 zestawy ćwiczeń na środę, jeden z ćwiczeniami na nogi, który ja preferuję, a drugi to bez nóg, tu linki. http://youtu.be/qlNMtM738IE?list=PLl7hfBIB4OEuWqIvD_dYxTX46Nf3WKuN7 http://youtu.be/0RObuo3GIEs?list=PLl7hfBIB4OEuWqIvD_dYxTX46Nf3WKuN7
Jak treningi z wyzwania, tak i ten zaczyna się od rozgrzewki
Po cardio trening na mięśnie brzucha
Potem trening na nogi
Pamiętam, jak kiedyś w ramach akcji dostałam te 10 minut karniaka i nie mogłam nawet połowy wykonać, a teraz to jedne z moich ulubionych zestawów ćwiczeń.
Jeżeli chodzi o jedzenie to nie napisałam Wam ,jakie mam założenia.
W zasadzie główne założenia to jeść mniej(ilościowo) zdrowsze jakościowo , mniej słodyczy, tłustych potraw, mącznych itd.
Choć raz na jakiś czas sobie pozwolę na jakiś inny posiłek.
A dziś na śniadanie
Owsianka z bananem, jak ją zjem to mam energii mnóstwo:)
Na każdą kromkę po liściu sałaty i kawałku wędzonego indyka
Następnie kroimy plasterek pomidora
Na koniec posypujemy kiełkami z rzodkiewki, takie miałam drugie śniadanie.
Na obiad w pracy kupiłam w barku gotowe polędwiczki z kurczaka 100g, do tego 2 pomidory z jogurtem
Niestety nie miałam w pracy aparatu, żeby zrobić zdjęcie, więc wklejam ze strony tesco, ale te polędwiczki u nas w barze podgrzewają w piecu, mają 164kalorie.
W domu mnie głód napadł i niestety zjadłam kiełbasę, no i chleb, za dużo dziś węglowodanów.
Prosto z pracy musiałam z młodym podjechać po strój galowy, bo w piątek ma pasowanie na ucznia I klasy, więc wróciłam głodna i stąd chyba mój wilczy apetyt.